Odnalazł ponad 100 tysięcy zabytków

Marcin Dziewanowski od lat zajmuje się nadzorem archeologicznym. Nie jest to wyłącznie jego praca, ale jednocześnie największa pasja. – W ciągu trzech sezonów, w okolicach Starego Czarnowa, pozyskaliśmy niespełna pół kilograma srebra w postaci biżuterii, monet arabskich i ich naśladownictw oraz kruszca słowiańskiego – opowiada. – Na swoim koncie mam jednak znacznie cenniejsze odkrycia. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Prowadzi Pan nadzory archeologiczne. Mówi o tym, że znalazł przy tej okazji niewyobrażalną liczbę zabytków. 

Jestem regionalistą i buduję od 30. lat wiedzę o swoim regionie. Odkryłem kilkaset nowych stanowisk i wydobyłem osobiście ponad sto tysięcy zabytków. Oznacza to, że moim celem nie jest realizacja kolejnej ekspedycji, ale stałe zbieranie całości informacji pozwalających zbudować pełny obraz ludzkiej kultury i systemu kulturowego, gospodarczego, zrekonstruować siatkę osadniczą. Nie pytam o kolejne stanowisko, ale o znaczenie, jakie nadawano każdemu skrawkowi terenu w kolejnych, następujących po sobie kulturach. Jeśli jest osada, to gdzie były pola, a jeśli znalazłem siekierę to gdzie ją wykonano i skąd pobrano surowiec. Patrząc na kwestie odkryć z nieco inaczej zarysowanej perspektywy, to wielkim sukcesem jest każda sytuacja, gdy ktoś kieruje do mnie pytanie o nadzór i mam możliwość udokumentowania kolejnego zabytku lub, gdy „obywatel” zgłasza mi znalezisko i mogę z grupą miłośników podjąć współpracę. Tak naprawdę, to jest chyba cel, misja i przywilej wynikający ze statusu archeologa – naukowca – regionalisty.

Które z odkryć są dla pana najcenniejsze?

Około 1989 roku w Szczecinie-Gumieńcach znalazłem jeden z najstarszych śladów kultury ludzkiej na Pomorzu Zachodnim w postaci pozostałości obozowiska kultury Federmesser sprzed około 12 tysięcy lat, ale też osadę słowiańską z VI-VII/VIII i VIII/IX-XII wieku, która była pierwowzorem późniejszej miejscowości Gumieńce. 

W 1994 r. natrafiłem na relikty wielokulturowej osady i cmentarzyska. Jak się okazało mieściła się tam osada kultury rösseńskiej z czasów 4650- 4500 przed Chrystusem, pierwsza odkryta na terenie Polski. 

W 1996 r. dokonałem najważniejszego odkrycia, czyli 7-hektarowej wioski pierwszych rolników i hodowców (5100-4900 przed Chrystustem) w Mierzynie. Jest to obecnie najważniejsze stanowisko w tej części Niżu Środkowoeuropejskiego dla poznania początków gospodarki wytwórczej. Walka o udokumentowanie tego stanowiska trwa: potrzebuję uzyskać zgody właścicieli gruntów na badania wyprzedzające lub zawrzeć porozumienia pozwalające przeprowadzić nadzór nad budową. W naszych realiach to bardzo trudne zadanie. Znacząco pomaga mi portal społecznościowy Facebook, na którym prowadzę cztery strony o archeologii: o konserwatorstwie, replikacjach, badaniach i regionie.

Znalazł Pan skarb na polu uprawnym w Starym Czarnowie. 

Należy zauważyć, że w tym przypadku przygodę ze skarbem możemy realizować dzięki detektoryście, który zgłosił mi znalezisko siekańca srebrnego (fragment srebrnej monety – przyp. red.). W ciągu trzech sezonów pozyskaliśmy niespełna pół kilograma srebra w postaci biżuterii, monet arabskich i ich naśladownictw oraz kruszca słowiańskiego. Monety pochodziły z mennic w Samarkandzie i Taszkiencie. Zostały poddane wstępnej ocenie arabisty i numizmatyka Grzegorza Arkuszewskiego. Jak na realia świata słowiańskiego jest to zbiór o średniej wartości. Albo ktoś już znalazł w czasach historycznych skarb, który był początkowo wielki, a nam pozostawiono "drobiazgi”, albo mamy do czynienia z jakimś depozytem złożonym z sumy wielu, drobnych transakcji. Najważniejsze, że wiemy gdzie został zakopany. Aby powiedzieć więcej, należy dokończyć badania. Moim zdaniem odzyskaliśmy nie więcej, niż połowę pierwotnej liczby przedmiotów. Kolejny etap prac powinien polegać na badaniach najbliższych osad, np. w promieniu 2-5 kilometrów. Wówczas będzie możliwe podjęcie próby odtworzenia sieci osadniczej, a następnie umiejscowienie skarbu w szerszym kontekście. Mam nadzieję, że ekspertyza numizmatyczna dostarczy przesłanek dla oceny kim był właściciel depozytu. Bez wątpienia największą wartość w dotychczasowej kolekcji posiada cała moneta przypisywana Bułgarom Kamskim.

Pokazuje pan na profilu również monetę z gminy Kołbaskowo. Datuje ją na końcówkę XII wieku. W jakich okolicznościach udało się ją odszukać?

Niestety nie są znane warunki odkrycia. Wyjątkowe jest nie tylko znalezisko, ale przede wszystkim fakt, że monety zostały przekazane archeologowi i mamy szansę przynajmniej podjąć studia historyczne. Wyjątkowe jest przedstawienie Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zapewne najstarsze w regionie. Monety z metali innych niż kruszcowe w tych czasach nie były tak wartościowe i obecnie trudno zrozumieć dlaczego trafiły tak daleko na północ, poza krąg Bizancjum, najpewniej z mennicy w Konstantynopolu. Temat numizmatów bizantyjskich we wczesnej fazie kolonizacji wiejskiej na Pomorzu Zachodnim należy uznać za zupełnie nowy i zaskakujący. Monety wybito w bardzo trudnych czasach, kiedy przeprowadzono dwie krucjaty i zniszczono Konstantynopol, a w naszym regionie pojawiły się pierwsze wzmianki o miejscowościach Siadło, Karwowo (rok 1191) i Kamieniec (1203), które były dopiero zamierzane.

To, czym pan się zajmuje, nie jest chyba wyłącznie Pana pracą, ale wygląda na to, że również i pasją. 

Od przedszkola mam skłonności do "kolekcjonowania". Około 7. roku życia, gdy oglądano moje znajdki, przede wszystkim minerały i skamieniałości, ktoś zauważył zabytki archeologiczne i powiedział: "Interesujesz się archeologią". Odpowiedziałem twierdząco i tak się zaczęła przygoda z tą dziedziną. W realiach naszego regionu niestety, aby w ogóle przetrwać, należy stale zajmować się swoją branżą. W okresie intensywnego zabudowywania niegdysiejszych centrów kulturowych, każdego roku niszczone są zabytki i trzeba podejmować inicjatywy, w których pełnię funkcję inwestora badań. Cztery ważne badania dla rozprawy doktorskiej przeprowadziłem dzięki wsparciu firmy Marine Technical Services z Mierzyna.

Które rejony Szczecina są najbardziej obfite w znaleziska? 

Wydaje się, że najbardziej zasobne w znaleziska są gminy Dobra i Kołbaskowo. Podczas nadzorów w mojej gminie (Kołbaskowo – przyp. red.) w zasadzie trudno uzyskać wynik negatywny – tak dużo ludzie pozostawili od momentu pojawienia się tutaj w epoce kamienia do czasów średniowiecza. 

Co, po znalezieniu zabytków, się z nimi dzieje? Czy te wszystkie znaleziska oznaczają, że żyje pan w swoistego rodzaju „skarbcu”? 

Zanim zabytki trafią do jednostki muzealnej wymagają oczyszczenia, udokumentowania, inwentaryzacji, opisania, a wreszcie opracowania. W każdym okresie inaczej lepiono garnki i nawet na podstawie okruchów można wydzielić okazy powstałe w odstępie tysięcy lat. Pomaga w tym wiedza, o tym, co dodawano do masy ceramicznej, jak lepiono, traktowano powierzchnię, ornamentowano, wypalano, itp. Zestawy cech są diagnostyczne dla osób zajmujących się źródłoznawstwem. Zabytki w trakcie opracowania próbuje się zrekonstruować i odczytać z nich możliwie najwięcej informacji z relacji przestrzennych. Tak naprawdę wartość źródła jest zależna od naszej dociekliwości i zaangażowania, ale także posiadanego warsztatu naukowego. Oczywiście prowadzę wiele badań i na czas opracowywania wyników kolekcje znajdują się w zasięgu ręki. Jest to nawet kilkadziesiąt tysięcy artefaktów.

 
9( 130)
Wrzesień'19
gajda