I love Szczecin

Ile osób, tyle historii. W tym cyklu znani Szczecinianie będą opowiadali o tym, co w naszym mieście urzeka ich najbardziej, jakie są ich ulubione miejsca, czy mogliby mieszkać gdzie indziej. Dowiemy się też, jakie mają wspomnienia związane ze Szczecinem. Jako pierwsza opowiedziała nam o tym tyczkarka Monika Pyrek, czterokrotna olimpijka, trzykrotna medalistka świata, wicemistrzyni Europy, a obecnie szczęśliwa żona i mama. 

 

Autor

Andrzej Kus

galeria

W 2002 roku powstał nowy stadion lekkoatletyczny przy Litewskiej. Mój trener otrzymał propozycję pracy w klubie i przeprowadził się do Szczecina z Gdańska, a ja chcąc z nim trenować przeniosłam się za nim. Ta decyzja wymagała ode mnie dużej odwagi. Miałam zaledwie 22 lata, opuszczałam trenera kadrowego, chcąc trenować z wówczas jego asystentem. Gdy podejmowałam decyzję, dziwiono się, że chcę opuścić Trójmiasto na rzecz Szczecina, a ja zakochałam się w mieście od pierwszego wejrzenia. Zaczarowała mnie atmosfera na stadionie, serdeczność ludzi, którzy przyjęli mnie jak swoją. Udało mi się tak wkraść w łaski szczecinian, że większość nie dowierza, że nie jestem stąd. Od dawna gdy mówię dom, to mówię o tym mieście. 

Pamiętam wjazd do Szczecina, mimo, że byłam z Trójmiasta, które jest rozległe, to zdziwiłam się, że bardzo daleko jedziemy do centrum. Już na Struga pytałyśmy na przystanku czy daleko na stadion, a to przecież dopiero początek Szczecina. Ogromne wrażenie zrobiła Trasa Zamkowa, ten wjazd do tej pory mnie zachwyca. Pamiętam szerokie ulice, o których wspominała mi Babcia z Polanicy Zdrój i nieskończoną zieleń. 

Na początku nie znałam miasta, z reguły poznajesz je jeżdżąc komunikacją miejską do szkoły, a ten fragment życia spędziłam w Gdyni. Miałam potworne braki, zwłaszcza, że te miasta bardzo się różnią. Pierwsze miesiące mieszkałam na stadionie i to było moje centrum dowodzenia. Chodziłam na obiady do SP 53 i na ryneczek Zawadzkiego. Dopiero, kiedy oswoiłam się z miastem i przeprowadziłam na Jagiellońską zaczęłam przemierzać centrum. Do tej pory z sentymentem patrzę na Plac Grunwaldzki i grających tam w szachy. Zawsze chciałam mieszkać w starej kamienicy, ja dziewczyna z bloku, te wysokie sufity i piękne okna. To marzenie spełniło się w Szczecinie.

Często bywaliśmy w Pionierze i Kinie w „Kupcu”. Pamiętam film z Pioniera, wybraliśmy akurat seans, na który przyszło mało osób. Był to film „Spacer po linie”, obecnie jeden z moich ulubionych, który mogę oglądać bez końca. Pamiętam taką poświatę od kamery w kierunku ekranu. W multipleksach tego nie ma.

Często bywaliśmy w Avanti, kocham włoskie jedzenie. Później przenieśliśmy się do Fabryki na Deptaku Bogusława. Jedzenie było tam pyszne, a co dla mnie ważne, szybko podane. Sportowiec przecież liczy czas od treningu do treningu.

Pytasz czy Szczecin od tamtego czasu się zmienił? Gdy mieszkasz na co dzień nie zauważasz jak miasto się zmienia, ale gdy wyjeżdżasz tak często jak ja, i z tęsknotą wracasz, widzisz znacznie więcej rzeczy. Centrum rozkwitło i zrobiło się takie nowocześnie europejskie. Pięknie wpasowano to w architekturę Szczecina, a przy tym udało się zachować te szerokie ulice i mnóstwo zieleni. Nasza Filharmonia zachwyca świat, bulwary stały się świetnym miejscem spacerowym i miejscem spotkań młodzieży. Aż miło patrzeć, że właśnie tam tętni młodzieżowe życie. Z niecierpliwością czekam na zakończenie Posejdona, bo mam wrażenie, że ta inwestycja przeniesie Szczecin na wyższy poziom.  

To, co zauważam w życiu na co dzień, to upiększanie miasta, a jednocześnie tworzenie przydatnej przestrzeni dla mieszkańców. Wszystkie fontanny stworzone z basenów pożarowych, remonty parków i tworzenie placów zabaw, siłowni pod chmurką, tras rowerowych i biegowych. Syrenie Stawy są dla mnie doskonałym przykładem jak połączyć przyjemne z pożytecznym. Właśnie Syrenie Stawy są miejscem moich spacerów z synami. Mieszkam na Pogodnie i mam tam swój raj na ziemi. Ogród pełen owoców i warzyw, które pielęgnuję i mnóstwo trawy do bieganie dla moich dzieci. Kiedy jestem w Szczecinie to uwielbiam po prostu spędzać czas z najbliższymi w domu i ogrodzie. Ale też uprawiamy sporty, chyba to nikogo nie zdziwi, więc jeździmy na rowerach, a na naukę idealnym miejsce był plac przy Netto Arenie. Teraz zaczynamy przygodę z rolkami ze starszym synem, a młodszy śmiga już na hulajnodze i też wybieramy to miejsce. Potrzebujemy przestrzeni, żeby się wyhasać, a Park Kasprowicza, Plac Jakuba Wujka czy plac przy Netto Arenie są do tego idealne.

Moimi ulubionymi miejscami, bez wątpienia są mój dom oraz Pogodno: „Filia” – knajpka w tej dzielnicy, choć właściciele pewnie będą mnie poprawiać, że to wine bar. Blisko parku z placem zabaw. Idealne miejsce na obiad i szaleństwo z dziećmi. No i lody Marczak na Rajskiego, nie jadam nabiału, a oni mają pyszne sorbety i ratują moje słodkie wakacje. Ryneczek Pogodno: mam tam swoje stałe miejsca. Właśnie tam powstaje najpyszniejszy paprykarz na świecie, robi go pewien pan, ma też świetne śledzie. 

Kocham Szczecin za to, że niczego mi tutaj nie brakuje. Jesteśmy dużym miastem, a jednak jeszcze tak nie pędzimy i łatwo tu złapać dystans. Dla mnie najważniejsi są ludzie, a tu od samego początku spotykam bratnie dusze, ludzi z otwartymi głowami, od których wiele się uczę. Od dawna mówię o tym, że jest to moje ukochane miasto. Co ważne – nie tylko mówię, ale i tak czuję. To moje miejsce na ziemi. Oczywiście brakuje mi moich „psiapsiółek” porozrzucanych po całej Polsce: w Trójmieście, Aleksandrowie Łódzkim, Rudzie Śląskiej czy Krzeszowicach. Ale dzięki temu, na szczęście, mam dokąd jeździć na wakacje. Pewnie dałabym radę mieszkać gdzieś indziej, tylko po co, tu jest tak pięknie.

 
10( 131)
Październik'19