Krzywym okiem

No i znowu mamy lokalną „zadymę”. Po kilku miesiącach wróciła sprawa lokalizacji pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego w Szczecinie. W wyniku konsultacji społecznych miasto ustaliło, że obelisk stanie przy Placu Rodła. Ale przeciwko takiej decyzji zbuntowała się część radnych Rady Miasta z komisji kultury. Ich zdaniem najgodniejszym miejscem dla pomnika Marszałka jest plac Lotników. Ale jest problem – w tym miejscu już stoi pomnik – pewnego kondotiera, czyli najemnika, czyli popularnego „psa wojny” niejakiego Bartolomeo Colleoniego (zainteresowani niech sobie sprawdzą w internecie, nie będziemy się rozwodzić nad jego życiorysem, swoje za uszami ma). Posąg przedstawia gościa w zbroi siedzącego na koniu. Kiedyś w prawej dłoni dzierżył miecz. Ale tajemniczy i niewykryci sprawcy ów oręż po prostu najemnikowi „zajumali”. Postanowiono więc, że taniej będzie, aby „pies wojny” owego miecza już nie trzymał. Zamieniono mu tę broń na zwykłą pałkę, kawał jakiegoś kija, czy też gazrurkę (nawet nie łom, pałkę teleskopową, nie wspominając o kiju bejsbolowym). Bo tak ten przedmiot wygląda. W każdym razie od tej pory ludzie mówią, że na placu Lotników stoi pomnik „gościa (facet) z pałką (kijem) w ręku”. Nikt nie składa pod nim kwiatów, nie odbywają się tam żadne uroczystości, bo nie wiadomo czyim patronem lub bohaterem miałby Bartolomeo być (ani członkowie lokalnych grup przestępczych, ani agresywne odłamy kiboli się do niego nie przyznają). Czasami na ławkach obok odpoczywają miłośnicy psów, zbierze się jakaś organizacja na manifestację żeby poprotestować przeciwko komuś lub czemuś, albo po prostu przysną bezdomni po, mniej lub bardziej, dyskretnym wypiciu jakiejś taniej nalewki. Za to ta kopia renesansowej rzeźby (autorstwa Andrei del Verrocchio) jest przedmiotem radości zagranicznych turystów przybywających do Szczecina. Chętnie robią zdjęcia „facetowi z pałą w ręku”. Może myślą, że to taka atrakcja jak Syrenka w Kopenhadze lub Manneken Pis w Brukseli? W każdym razie radni z komisji kultury uważają, że pomnik ten z uwagi m.in. na jakość wykonania oraz wartość historyczną może być traktowany jako zabytek. Dlatego powinien się znaleźć w zbiorach Muzeum Narodowego w Szczecinie. Podobno pojawili się obrońcy najemnika. Zapowiadają, że się przykują do niego łańcuchami, aby zapobiec przymusowej przeprowadzce. Ale nie mogą się jeszcze zdecydować czy przykuć się do samego Colleoniego czy do jego konia. Jeżeli do jeźdźca, to się zastanawiają czy usiąść mu „na barana”, czy przed nim, czy też za nim. Czy spętać łańcuchami końskie nogi, czy też doczepić się do szyi wierzchowca. Podkreślają w dodatku, że koszty całej operacji, wbrew optymistycznym zapowiedziom zwolenników pomnika Marszałka, nie będą takie tanie. Bo przecież po cichu mówiło się, że wystarczyłoby przenieść samego najemnika a konia zostawić. Bartolomeo zostałby w muzeum umieszczony w jakimś fotelu, czy na tronie. Ułożyłoby mu się nową „legendę”, czyli życiorys ściśle związany z Pomorzem Zachodnim np. że to jeden z władców tej krainy. Który? No któryś. Przecież nie ma wizerunków wszystkich panujących na tych ziemiach. Spod hełmu widać co prawda jakieś wnerwione lico w całej okazałości. Ale jak mawiał klasyk: „z twarzy to on jest podobny do nikogo”. W sumie więc to może być każdy. A jak nie książę, to może jakiś lokalny rycerz (to wyjaśniałoby dlaczego trzyma pałkę w dłoni, zresztą można byłoby mu ją w końcu zamienić na miecz, szablę, karabelę, szpadę lub inną białą broń), który wsławił się czymś tam kiedyś. Ale czym, to nawet najstarsi górale w Zachodniopomorskiem nie pamiętają. Jest więc jakieś wytłumaczenie, historia nieznana, tajemnica, atrakcja turystyczna, pole do popisu dla badaczy – historyków, czy nie? Jest! Wystarczy tylko trochę chcieć i wykazać się jakąś inwencją twórczą. Na cokole zostanie koń. A to kolejny element wersji oszczędnościowej pomnika. Bo dzięki niemu posąg Marszałka mógłby zostać wykonany w pozycji siedzącej. I po prostu wkomponowałby się w siodło po najemniku. Ale przeciwnicy takiej koncepcji ostro protestują: gdzie Marszałek na koniu po kondotierze? To nie wypada, obraza, afront, obelga, zniewaga, dyshonor, ujma, gafa, faux pas (niepotrzebne skreślić). Nie powinni się obawiać, do tego nie dojdzie. Dlaczego? Z prostej przyczyny.  Bo wiadomo nie od dziś, że „Dziadek” (tak pieszczotliwie nazywali Polacy Piłsudskiego przed wojną) lubił jeździć wierzchem. Ale na... swojej ukochanej klaczy – Kasztance. A w Szczecinie miałby siedzieć na koniu?! Skandal! Taki numer z cichą podmianką jeźdźców nie przejdzie. Najemnik najpewniej pokłusuje więc na swoim włoskim ogierze do muzeum, a na placu Lotników pojawi się Piłsudski. Siedzący, stojący, na Kasztance, zadumany, zafrasowany losem Ojczyzny, oparty o szablę, czy może zapatrzony gdzieś w dal? Nie wiadomo. Tu pole do popisu będzie miał wybrany autor pomnika. Najważniejsze żeby Piłsudski był Piłsudskim, a nie zagadką pt. „co autor miał na myśli”, wizją „nawalonego” rzeźbiarza, czy pomnikowym – koszmarkiem jak w wielu przypadkach obelisków np. papieża Jana Pawła II czy prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

A jakie motto powinno pojawić się na cokole? Bo jakieś wypadałoby chyba umieścić. Może jakiś cytat z Marszałka a propos polityków różnych partii, coś bardzo aktualnego w tych czasach np. „ Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!”. Nie odpowiada? To może taki: „Polacy mają w sobie instynkt wolności. Ten instynkt ma wartość i ja tę wartość cenię. W Polsce nie można rządzić terrorem”. A może jednak jeden z tych najsławniejszych, o Polakach: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”.

Autor

Dariusz Staniewski
11( 132)
Listopad'19