Malina Prześluga „Wszystko jest dobrze, jesteśmy szczęśliwi”

Teatr Współczesny w Szczecinie, mała scena – Malarnia , reż. Natalia Sołtysik.

Autor

Daniel Źródlewski

To już druga, po „Pustostanie” z 2017 roku, produkcja Współczesnego według tekstu Maliny Prześlugi. Interpretację wzięła na siebie Natalia Sołtysik. Pierwsza część spektaklu to traktat o tytułowym szczęściu. Z jego nadmiaru ludzie wymyślają na przykład brokat do kupy (by było kolorowo) czy sweterki dla kur (w sumie nie wiadomo po co…). Największym problemem jest wybór systemu zamykania szuflad do nowych mebli kuchennych – magnetyczne czy ręczne, no i jakie prowadnice? To jednak tylko uśpienie czujności widzów, albo kontrast. Wybucha wojna! Nie gdzieś tam daleko, ale tu w Polsce. Nie kiedyś tam za sto lat, lecz teraz. Beztroskie życie bohaterów zmienia się w piekło, a jedynym ratunkiem jest ucieczka. Tekst Prześlugi to kolejna opowieść o uchodźcach, ale tym razem zmieniają się role. To nie My – Polacy – mamy ich przyjąć, ale to My – Polacy – nimi jesteśmy. Ta historia jest niezwykle brutalna, odhumanizowana, wreszcie po prostu prawdziwa. Bohaterowie stają się nic nie wartymi zwierzętami, walczącymi jedynie o przetrwanie.

W tej emocjonalnej rozpiętości znakomicie poradził sobie ośmioosobowy zespół aktorski – porażająca wiarygodnością Maria Dąbrowska w roli ciężarnej Zuzi, przejmująca Grażyna Madej, subtelnie stanowcza Ewa Sobiech (plus zaskakujący wokal w jednej z piosenek), rozczulający nieporadnością (postaci!) Robert Gondek i Paweł Niczewski, sugestywnie milczący Adam Krzycz-Berezowski i wreszcie bezwzględny Konrad Pawicki. Sołtysik żongluje teatralnymi formami: od cyklu monodramów po intensywne interakcje, ciekawie wypadają wplecione piosenki (świetny Maciej Litkowski), a nieustanna zmiana form i tempa intryguje. Na minus zaliczam zupełnie niepotrzebne próby zaangażowania widzów – od pieczątek z numeracją przy wejściu po „zabawy” rodem ze spektakli impro. Siła tekstu jest wystarczająco przekonująca. Nie rozumiem też zerwania w jednej z ostatnich scen umownej teatralności. Odczytanie „na biało” puenty pozbawiło finału wstrząsającego przekazu. Anna Czarnota stworzyła prostą scenografię z zapowiadającą katastrofę wielką dziurą i tłem jako funkcjonalna tablica kredowa. Całość potęguje muzyka Jacka Jędrasika oraz wizualizacje, także te z podkreśleniem wybrzmienia wybranych fraz. Prestiżowe 5/6. 

 

11( 132)
Listopad'19
gajda