Jak balowali Gryfici?

Wystawne uczty, bale pełne splendoru, piękne stroje, widowiskowe rozrywki, a także skandale i pijaństwo… To nie opis serialu kostiumowego, ale samo życie, a raczej – nasza barwna historia. Mimo, że Gryfici władali Pomorzem przez ponad 500 lat, wciąż niewiele o nich wiemy, a szkoda, bo kto jak kto, ale oni zdecydowanie wiedzieli jak powinna wyglądać dobra zabawa.

Autor

Karolina Wysocka
Aneta Dolega

Jakie rozrywki zajmowały mieszkańców i gości zamków książąt pomorskich? Czy Gryfici mieli własne hobby? Jak bawiono się na ich dworach? Co lubili robić w wolnym czasie? Kulturoznawca Joanna Kościelna, badająca historię Księstwa Pomorskiego, zaznacza, że rytm życia na dworach Gryfitów zmieniał się w zależności od okoliczności. Codzienność była zazwyczaj spokojna, ale ważne święta, uroczystości czy odwiedziny zupełnie zmieniały tempo funkcjonowania mieszkańców pomorskich rezydencji. – Rozrywka służyła wówczas polityce, a przygotowane zabawy miały olśnić przybyszów, ukazać splendor dworu i bogactwo kraju, nie szczędzono więc na nie kosztów, organizowano festyny, uczty, bale, pokazy sztucznych ogni – wyjaśnia kulturoznawca. 

Hobby i pasje

Codzienne życie zazwyczaj upływało na rutynowych obowiązkach, sprawach bieżących. Gryfici mieli jednak zainteresowania artystyczne ora intelektualne, chętnie spędzali czas na lekturze. 

– Kolekcjonowali piękne meble, książki, mapy, artystyczne przedmioty – wymienia Joanna Kościelna. Wśród książąt pomorskich z intelektu, miłości do nauki i artystycznych pasji szczególnie słynęli Filip II oraz Bogusław XIII. Ten pierwszy interesował się sztuką, historią, łączył mecenat artystyczny z pasją kolekcjonerską. Stworzył na szczecińskim zamku tzw. kunstkamerę (gabinet sztuki i osobliwości), wspierał pracę nad Mapą Lubinusa, budował muzealne skrzydło. – Można go uznać za prekursora muzealnictwa – mówi Tomasz Wieczorek, kierownik Centrum Informacji Kulturalnej i Turystycznej – działu Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie oraz przewodnik miejski, zafascynowany Gryfitami.We wspomnianym gabinecie (zwanym też Kabinetem Pomorskim) znajdował się szereg przedmiotów związanych z nauką i działalnością twórczą. Szczeciński przewodnik zwraca uwagę na przyrządy kreślarskie, astronomiczne, służące do prowadzenie obserwacji oraz eksperymentów, ale też kilka dedykowanych rozrywce. – W gabinecie znajdowały się gry towarzyskie, m.in. szachy, warcaby, posrebrzane karty – wymienia Tomasz Wieczorek. Drugi z wcześniej wymienionych książąt, Bogusław XIII, interesował się złotnictwem, snycerką, medycyną i przeprowadzał eksperymenty chemiczne. Przewodnik wspomina też o wcześniejszym, nieco zapomnianym już księciu, który również miał ciekawe hobby: Barnimie XI. Podobno bardzo lubił prace manualne. – Wielu znawców uzasadnia tę smykałkę jego pokrewieństwem z Jagiellonami, którzy znani byli ze zdolności artystyczno-plastycznych. Był synem Anny Jagiellonki i Bogusława X. Z zamiłowaniem konstruował różne mechanizmy, jak chociażby zmyślne zamknięcia do skrzyń i szkatuł, aby ewentualny intruz nie potrafił sforsować dostępu. Nie lubił, gdy ktoś podczas takich zajęć zaprzątał mu głowę bieżącymi sprawami księstwa. Umiejętnie zajmował się również snycerką, jest współautorem rzeźb z ołtarza i ambony, które pierwotnie znajdowały się w książęcym zamku Oderburg w Grabowie, a obecnie można je podziwiać w kościele w Sownie, dawnej posiadłości książęcej – przypomina przewodnik.

Panie także miały swoje zajęcia, pasje oraz ambicje. Karol Matusiak z Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie zwraca uwagę na to, że kobiety Gryfitów tak naprawdę zarządzały zamkami, doglądały spraw codziennych i troszczyły się o dwór pod nieobecność mężów. Lubiły też sztukę oraz muzykę. Wiadomo również, że interesowały się roślinami. – W Darłowie kobiety dworu wiele uwagi poświęcały ogrodowi, który składał się z dwóch części: warzywnej i ziołowej – mówi Karol Matusiak. Wiadomo też, że znajdowała się tam wierzba płacząca, którą księżne traktowały jak altanę, lubiły wraz ze swoją świtą spędzać tam czas wolny. W dawnych czasach uważano, że kobieta zawsze powinna mieć zajęcie, więc w cieniu drzewa zajmowały się robótkami ręcznymi, szyły i haftowały. Karol Matusiak przywołuje ciekawą anegdotę. – Małgorzata I, ta która zrobiła skandynawskim królem Eryka I, dostała w prezencie od pewnego urażonego mężczyzny igłę i nici, co oznaczało, że zamiast krajem, polityką, powinna się zająć szydełkowaniem. W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że kobiety Gryfitów były oczytane i wykształcone, czasem nawet bardziej niż ich mężczyźni – dodaje znawca. Ciekawym przykładem na poparcie tej tezy może być księżna Zofia, matka naszego Bogusława X. – Miała bogaty zbiór ksiąg. Znała kilka języków, była mądra i niezależna. Na pewno miała zdolność pięknej mowy, gdyż jej mąż wysyłał ją na dwór Kazimierza Jagiellończyka, by go broniła w wielu sprawach przed władcą. Polski król nazywał ją „najukochańszą kuzynką”– tłumaczy Karol Matusiak. Wiadomo również, że Zofia miała swój własny pokój sztuki i kolekcjonowała dzieła artystów. Widać, to imię zobowiązuje, bo zupełnie inna księżna, jej imienniczka, żona księcia szczecińskiego Filipa II, także słynęła z intelektu. Podobno uwielbiała czytać i kolekcjonowała książki, wraz z mężem dużo inwestowała w sztukę.

Rozrywki na świeżym powietrzu

Ważne miejsce wśród rozrywek Gryfitów zajmowały polowania. Traktowano je jak sport, ale też sposób na zaopatrzenie książęcych spiżarni. To, co upolowano, trafiało później na stoły Gryfitów. 

– Polowania wymagały ogromnej kondycji i zręczności, były niebezpieczne. Zdarzało się, że zdesperowane, ranne zwierzę atakowało myśliwego. Niewiele brakowało, by jeleń zabił Bogusława X, a dzik: Filipa I. Mimo dramatycznej przygody, o Filipie I wiadomo, że tak bardzo lubił polować, że przekładał nawet terminy spotkań ze swą radą. Jeśli pogoda sprzyjała, żeński dwór również uczestniczył w łowach – mówi Joanna Kościelna. Tomasz Wieczorek zauważa, że o zamiłowaniu do polowań świadczą liczne dworki myśliwskie. – Do dziś zachowany jest pałac myśliwski w Dąbiu. Był on bazą wypadową w ostępy leśne Puszczy Goleniowskiej – mówi przewodnik. Joanna Kościelna z kolei zwraca uwagę na wspaniały kompleks myśliwski, jaki miał Jan Fryderyk. – Tworzyły go budynki mieszkalne przeznaczone dla księcia i dworzan skupione wokół ogromnego dziedzińca ozdobionego fontanną, obiekty w puszczy, stawy, w których hodowano karpie, ogrody, a szczytem techniki był wodociąg doprowadzający do dworu wodę z Iny – przywołuje kulturoznawca. Karol Matusiak wspomina, że Bogusław XIV i Jerzy III, będąc na darłowskim dworze, chętnie wybierali się na polowania. Wspomina też Warcisława V, który władał księstwem szczecineckim i także oddawał się z pasją myślistwu. – Chodził na polowania z wilkami, które wychowywał i przyzwyczajał do łowów od szczeniąt. Słynął z tego, że hodował dzikie zwierzęta, uczył kruki mówić ludzkim głosem – mówi Karol Matusiak. Podobno to on zabił ostatniego tura na Pomorzu. – Książęta chętnie oddawali się także wędkowaniu, nie tylko latem, również zimą łowili ryby pod lodem. Z pasji tej słynął Jan Fryderyk i przede wszystkim jego brat, Kazimierz IX– dodaje Joanna Kościelna. Łowić ryby lubił też Kazimierz VII, syn Filipa I. Co ciekawe, już na początku XVII w. doceniał uroki morskiej okolicy i tam chciał leczyć swoje nadszarpnięte zdrowie. – W Darłówku kazał wybudować dla siebie rezydencję blisko plaży, tzw. Neuhausen. Budynek składał się z dwóch kondygnacji i obok niego znajdowało się kilka mniejszych obiektów, w których mieszkała służba. Książę zamieszkał w nim w 1602 roku. Korzystał z uroków plaży, słońca i spokoju. Czasami wyprawiał się łodzią z rybakami na połowy ryb morskich. Po jego śmierci, w późniejszych latach, z nadmorskiego pałacyku korzystali inni pomorscy książęta i ich żony – mówi Karol Matusiak z darłowskiego zamku. – To jest o tyle ciekawe, że pierwsze kąpieliska morskie, ośrodki wypoczynkowe powstawały dopiero około XIX wieku – dodaje.

 Wśród innych rozrywek na świeżym powietrzu, które doceniali Gryfici, warto wymienić turnieje rycerskie i zawody strzeleckie. Te pierwsze, sięgające czasów średniowiecza, uświetniały dworskie uroczystości, np. pasowania czy zaślubiny. W publikacji „O turniejach rycerskich na szczecińskim zamku” można znaleźć informację, że były połączeniem walki i teatru. Przetrwały do XVII wieku. Dobrze znał je darłowski Eryk I, gdyż uświetniły jego wesele z Filippą, które odbyło się w Sztokholmie (lub Lund). Turnieje odbywały się też na szczecińskim zamku. Męską zabawę doceniał Barnim III, ale na większą wzmiankę zasługują rycerskie wyczyny Bogusława X. Był on czynnym uczestnikiem turniejów, a Tomasz Kantzow w swojej „Kronice” pisał, że jego dwór nazywano „Dworem Króla Artura”. Z czasem rycerskie turnieje uległy przekształceniu, ze sportowych zmagań stały się bardziej widowiskową zabawą. Za czasów Filipa II, po wyborze Macieja Habsburga na cesarza rzymskiego, w ogrodach szczecińskiego zamku odbyły się rycerskie gonitwy do pierścienia, później organizowano np. pokazy fechtowania na różną broń. Plenerowe rozrywki odbywały się też na innych dworach Gryfitów. – Na darłowskim zamku strzelano do tarczy i zdejmowano wiszący na linie pierścień podczas jazdy na koniu. Strzelać szczególnie lubili książęta Bogusław XIV i Jerzy III, co było przyczyną ich konfliktu z mieszczanami – dodaje Karol Matusiak. Jeden z darłowskich włodarzy podczas strzeleckiej rozrywki stracił oko, na obrazach był później przestawiany z czarną opaską. Tomasz Wieczorek dodaje z kolei, że Filip Hainhofer, książęcy marszand, przebywając na zamku szczecińskim wspominał, że brał udział w zawodach strzelniczych króla kurkowego na polach pod Szczecinem. Gryfitom niestraszny był też mróz, nawet kiedy nadchodziły chłodne miesiące, nie rezygnowali z plenerowych zabaw. – Zimą organizowano kuligi, jeżdżono na łyżwach, urządzano bitwy na śnieżki –wymienia kulturoznawca, Joanna Kościelna.

Dawni „umilacze” czasu

Na co dzień rozrywka towarzyszyła Gryfitom także przy codziennych posiłkach. – Atrakcjami były występy błaznów, śpiewaków, popisy zręczności młodych dworzan – podkreśla Joanna Kościelna. Wiadomo, że spore grono wesołków miał Jan Fryderyk. Na jego dworze można było spotkać karła, karlicę i błazna. – To za jego panowania na szczecińskim dworze mieszkał słynny Mikołaj Hintze – dodaje Tomasz Wieczorek. Błazen ten szerzej znany jest z lokalnej legendy i zabytkowej płyty nagrobnej w kościele w Sownie. Gryfici lubili też umilać sobie czas muzyką. – W zamku darłowski znajdowało się specjalne pomieszczenie dla muzyków, tuż przy sali przyjęć. Książę Urlyk wymagał od artystów dostępności 24 h na dobę. Jeśli potrzebował ukajającej muzyki do snu, to wzywał grajków i musieli go zabawiać melodiami, dopóki nie zasnął – mówi Karol Matusiak. Na dworach występowały również zespoły wędrowne, nie tylko muzyków ale i aktorów. Wiadomo, że w Wolgast, u Filipa Juliusza, grały angielskie trupy aktorskie, budząc zgorszenie dworskiego kaznodziei. Przedstawienia teatralne odbywały się także w Szczecinie. Mówi się, że na dworze Bogusława X zrodził się teatr niemiecki. – Tu po raz pierwszy grana była sztuka „Peregrynacje do Ziemi Świętej” – dodaje Tomasz Wieczorek. Pokazano w niej walkę szczecińskiego księcia z tureckimi piratami, którzy zaatakowali go podczas podróży do Ziemi Świętej. Z kolei ślub Filipa i Zofii Szlezwicko-Holsztyńskiej uczniowie Pedagogium uczcili wystawieniem bardzo popularnej sztuki „Pastor Fido”, przetłumaczonej na tę okazję z włoskiego na łacinę przez radcę dworu Valentina Jurgę Winthera. Prawdziwa zabawa rozpoczynała się właśnie, gdy nadchodził czas różnych świąt, uroczystości i odwiedzin ważnych osób.

Pląsy, nie dąsy

– Anna Jagiellonka, biorąc ślub z Bogusławem X, sprowadziła na szczeciński dwór świetnych polskich muzyków – mówi Tomasz Wieczorek. Najsłynniejsza historyczna para Pomorza Zachodniego w znacznym stopniu przyczyniła się też do rozwoju kultury dworskiej. To oni zapoczątkowali renesans na ziemiach Gryfitów. Z kolei jedną z najbardziej rozrywkowych par byli Jan Fryderyk i Erdmuta. Małżonkowie lubili przepych, luksus, bogate stroje, klejnoty, bale oraz maskarady. Sławą i uznaniem na dworach Gryfitów cieszyli się polscy skrzypkowie, a do  tańców przygrywały dobre kapele. – Tańczono chętnie tańce modne, takie jak dostojną pawanę, żywą galliardę, wolniejsze passamezzo, radosne saltarello. Na pewno tańczono wolny taniec, który do historii przeszedł pod francuską nazwą allemande, taniec niemiecki – wymienia Joanna Kościelna. – W tańcu odzwierciedlał się także ceremoniał dworski i pozycja tańczących. Tancerzy dobierano wcześniej, w kręgu księcia mogli popisywać się swą sztuką tylko najwyżsi urzędnicy. Taniec był też okazją do ukazania nie tylko kunsztu tanecznego, ale również stroju i klejnotów – dodaje kulturoznawca. Umiejętności taneczne należały do obowiązkowych kwalifikacji dworzanina, o czym pisał Castiglione
w słynnym „Dworzanine”(Il Cortegiano). 

Krąg obżartuchów i opilców

Historia pokazuje, że wśród władców Pomorza nie brakowało też takich, co lubili dobrze zjeść i za kołnierz nie wylewali. Choć to ponoć pewien szwedzki arystokrata nie podołał życiu na szczecińskim zamku i po miesięcznych wakacjach zmarł z przepicia. Okazuje się jednak, że nasi włodarze też się nie oszczędzali. Alkohol (głównie piwa i miody) na dworach często doprowadzał do gorszących scen i bijatyk. Barnim VII zwany Psiarzem, podobno „osobliwym był, dzikim awanturnikiem, żłopał jeno, bawił się i polował, poza tym zaś innego się nie imał działania” wspomina kronikarz Kantzow. – Możliwe, że książę pił za dużo, ale cechowała go także bezgraniczna miłość do zwierząt. Kronikarz zapisał bowiem, że „psy miłował tak bardzo, że pewnego razu, gdy prosili go mieszczanie Choćkowa, iżby pomógł szpital zbudować dla ubogich chorych, odrzekł ponoć, że gdyby miał za dużo, to zbudowałby raczej szpital dla psów swych biednych, chorych i starych” – stwierdza Joanna Kościelna. – Dramatyczny przekaz odnosi się za to do syna Bogusława X, Kazimierza VIII (1494-1518), który jak twierdzi kronikarz, „wskutek birbanctwa oraz zbytków i nieporządnego życia ciężko był zapadł na francuską chorobę”. Koniec młodego księcia był tragiczny, bowiem „pewnego razu zagapił się, wchodząc po schodach, spadł z nich i niebawem zmarł od tego upadku” – dodaje kulturoznawca. Wiadomo też, że w obrębie szczecińskiego oraz darłowskiego dworu były specjalne pomieszczenia dla tych, którzy zbytnio sobie pofolgowali. – Działały podobnie jak izby wytrzeźwień, delikwent pozostawał tam, dopóki nie ochłonął i się nie uspokoił – tłumaczy Karol Matusiak z darłowskiego zamku. Od alkoholu nie stronił książę Kazimierz VII, wywołał nawet mały skandal. – Przebywał na odwyku w Cieplicach i tam uwikłał się w romans z pielęgniarką – dodaje Karol Matusiak. Niewątpliwie byli wśród Gryfitów książęta, którzy pili za dużo, ale też tacy, którzy alkoholu nie lubili. W pomorskiej pamięci zapisał się książę Barnim VI. – Thomas Kantzow pisze o nim, że był on „wbrew nawykom Pomorzan księciem wielce umiarkowanym, który niechętnie się upijał, jako i niechętnie swą czeladź dworską widywał pijaną” – mówi Joanna Kościelna.

W temacie jedzenia wiadomo, że zwykłe, codzienne dania Gryfitów nie były szczególnie wyszukane, ale na książęcy stół zawsze podawano je bardzo elegancko. Z kolei od święta pojawiały się prawdziwe rarytasy! Stoły nakrywano wyszywanymi obrusami, zdobiono kunsztowną zastawą, szklenicami, pucharami, nautilusami, czyli pucharami z muszli, półmiskami, ale też kwiatami. Jadano sporo warzyw, kasz, wyrobów mącznych. Popularnym daniem była jajecznica, zwana na Pomorzu „człeczym owsem”. Przy okazji bankietów pojawiały się potrawy wytworne, rozmaite pieczenie, pasztety, galarety, a także torty, ciasta, marcepany, owoce, w tym egzotyczne, sprowadzane: pomarańcze, cytryny, figi. Wiadomo również, że wilczy apetyt miał jeden z naszych najpopularniejszych władców, Bogusław X. Podobno, gdy był głodny mógł zjeść całą szynkę albo pieczoną gęś! Lubinus z kolei wspominał o tym, że Gryfici lubowali się w tłustych węgorzach. Te ryby były nie tylko podawane na stołach książąt, ale również dawano je innym w prezencie czy podziękowaniu.–  Eryk I, mieszkając w zamku darłowskim, lubił spędzać czas na kontemplacji w klasztorze kartuzów. Podarował mnichom węgorze w podzięce – podaje przykład Karol Matusiak. 

W tym miejscu warto także przytoczyć historyczną anegdotkę z XVIII wieku, która tłumaczy popularność ziemniaka na Pomorzu. Chodzi o Fryderyka Wielkiego, króla Prus oraz… kartofli. Otóż władca ten zapoczątkował popularność tego warzywa w naszej części Europy w czasach wielkiego głodu. Wydał w tej sprawie kilkanaście dekretów, w tym jeden na Pomorzu, dokładnie chodziło o Kołobrzeg. Do tej pory, znany już ziemniak, nie był przez lokalne społeczeństwo traktowany poważnie. Utarło się, że jadalne jest to, co rośnie wyłącznie nad ziemią. Fryderyk, żeby zmusić ludność do uprawy i konsumpcji kartofli, użył podstępu. Jedna z anegdot mówi, iż królewskie kartoflisko pilnowane było przez żołnierzy, prowokując domysły chłopów o wartości warzywa: co jest dobre na królewski stół, im też nie zaszkodzi. Kradli więc z pola sadzonki, a żołnierze udawali, że tego nie widzą.

Pomorskie haute couture  

Przysłowie „Nie szata zdobi człowieka” w przypadku pomorskich władców akurat się nie sprawdza. Tu było wręcz na odwrót: strój odzwierciedlał władzę, podkreślał osobowość i siłę sprawowanego urzędu. Modowe trendy wyznaczał dwór, a szlachta naśladowała styl władców. Obserwowano także to, co się dzieje u sąsiadów, chociażby na dworze cesarskim. Gryfici lubili stroje, książęce szaty były bramowane futrami, przetykane złotem, ozdabiane koronkami. Władcy nosili sporo biżuterii, np. złote łańcuchy, bransolety i pierścienie. Na głowach: aksamitne kołpaki przyozdobione kitami z piór czaplich.  – Książę Bogusław X kochał szaty w kolorze czerwonym, jego żona, Anna Jagiellonka miała m.in. suknię w całości wyszywaną wielkimi perłami. Jan Fryderyk lubił ubiory w kolorze czarnym, bo na nim przepięknie wyglądała bogata, skrząca się wieloma barwami biżuteria. Jego stroje do polowania miały barwy lasu, były szyte z materii w kolorach zieleni i brązu – wymienia Joanna Kościelna. Modnie i z fasonem lubił ubrać się Franciszek I oraz jego brat Ulryk I. 

– Ten drugi na krótko przed śmiercią kazał sobie sprawić piękny strój, w kolorze morskiej zieleni. Nie zdążył go jednak założyć, został za to w nim pochowany – dodaje kulturoznawca. Można powiedzieć, że Ulryk i Franciszek byli w tamtych czasach typowymi „fashion victims”. Zafascynowani modą czasem przesadzali w stroju i w wyglądzie. Z drugiej strony: kto bogatemu zabroni? – Były też ofiary mody wśród szlachty, w tej grupie na pewno miejsce należałyby się Ludekinowi Hanemu, dworzaninowi Filipa I – uśmiecha się Joanna. Ten towarzysząc władcy do Torgau (na ślub księcia z Marią Saską), nie tylko sam się wystroił w pióropusze, wieńce z piór, kwiaty, wieńce złote, złote łańcuchy, ale także kazał uprząż konia wybić srebrem. – Musiał robić wrażenie, bo trafił do kroniki, z takim komentarzem: „ozdoby były wielce szykowne, atoli nieco zbyt liczne” – mówi kulturoznawca. 

Księżne podzielały modowe pasje małżonków. Erdmuta Brandenburska, Zofia Jadwiga Brunszwicka, Anna Maria Brandenburska, Zofia Saska, Jadwiga Brunszwicka lubiły piękne stroje i miały wyrafinowaną biżuterię. – Niestety, mało się jej zachowało, a przepyszna biżuteria grobowa Erdmuty, wydobyta z jej sarkofagu w 1862 roku i przekazana do zbiorów Hohenzollernów w pałacu Monbijou w Berlinie, zaginęła po wojnie – mówi Joanna Kościelna. W 2000 roku na aukcji w paryskim antykwariacie pojawił się obiekt należący do tego zespołu klejnotów: krzyżyk księżnej. – W 2008 roku zakupiono go do Muzeum Narodowego i dziś można go tam podziwiać. Podobnie jak wspomniany wcześniej strój Ulryka I – dodaje kulturoznawca. Trzeba też dodać, iż były władczynie dość obojętne na modę i ostentacyjnie gardzące blichtrem. Taką postawę prezentowała pierwsza żona Bogusława XIII, Klara Brunszwicka. Lubiła skromność i podobno nie specjalnie interesowała się tym, co się dzieje w tej materii w Europie i lokalnie. 

Gryfici byli niezwykle barwną dynastią. Wśród nich znaleźli się fani nauki oraz wysokiej kultury, jak również miłośnicy prostych rozrywek. Na pewno nie można o nich powiedzieć, że byli nudni, czy staroświeccy, bo jak widać doskonale odnajdywali się w ówczesnych trendach. Wcale nie różnili się tak bardzo od nas, może nawet łączy ich z nami więcej niż się na pozór wydaje.

 

foto: wystawa „Złoty wiek Pomorza” (Muzeum Narodowe w Szczecinie, fot. Oczajdusza! Michał Wojtarowicz); materiały prasowe, źródła: „O turniejach rycerskich na szczecińskim zamku”, Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie, 2018; zamek.szczecin.pl; Kantzow T., „Pomerania. Kronika pomorska z XVI wieku”, tłum. Krzysztof Gołda, Szczecin 2005

 
11( 132)
Listopad'19