Zatańcz z nami

„Jedyna trudność polega na tym, żeby odważyć się zatańczyć przy ludziach. Gdy pierwszy raz wyszliśmy na parkiet, nie czułam się swobodnie. Tymczasem otwartość w tańcu wyzwala tak wiele uczuć – pasję, radość, zmysłowość – a przy tym jest najlepszą formą zabawy w czystej postaci.” Tak napisała o tańcu i przełamywaniu nieśmiałości Teri Hatcher w swoim poradniku „Spalony tost…”. Niby banał, ale oparty całkowicie na życiowych doświadczeniach autorki, która choć jest aktorką, tancerką nigdy nie była. Taniec to nie tylko zabawa, ale też styl życia, albo sposób na życie.

W filmie „Zatańcz ze mną” stateczny, prowadzący ustabilizowane, ale monotonne życie bohater odkrywa, że taniec daje mu szczęście i ma moc, dzięki której jego egzystencja na nowo nabiera kolorów. O mocy tańca i o tym, że tańczyć każdy może i potrafi, a nawet powinien, opowiadają specjaliści w tej dziedzinie.

Autor

Aneta Dolega

Panaceum na wszystko

– Taniec jest pierwotną i atawistyczną sztuką użytkową zawartą w ciele i psychice. To połączenie emocji i ruchu ciała. Najlepszym panaceum na wszystkie dolegliwości jest ruch i nikt nie wymyślił lepszego lekarstwa – tak ładnie o tańcu mówi Anna Lecyk, dyrektor Grupy Astra.

– Zamykając drzwi sali tanecznej tworzymy dla każdego klimat nie tylko relaksu, ale przede wszystkim balansu. Nasza psychika odpoczywa, a ciało cieszy się harmonijnym ruchem. Krótko mówiąc – moc endorfin, które wydziela nasze ciało daje nam pełną harmonię życia.

Tym lekarstwem „leczy” swoich podopiecznych Astra jako szkoła tańca już od blisko 30 lat.  Rozwija pasję tańca wśród wielu pokoleń tancerzy sportowych, zdobywających najwyższe trofea na przeróżnych turniejach. Jednocześnie proponuje naukę tańca dla każdego zgodnie z hasłem „Tańczyć może każdy od lat 3 do 103”.  W ten sposób pokazuje, że jest to pełny proces wprowadzania w sztukę tańca, w każdej formie zarówno wyczynowej jak i użytkowej. Oznacza to, że nauka tańca nie jest zarezerwowana wyłącznie dla profesjonalistów.  – Taniec towarzyski oparty jest na biomechanice, czyli podlega naturalnym zasadom korzystania ze swojego aparatu ruchowego – tłumaczy Anna Lecyk. – W rywalizacji sportowej rzeczywiście wyglądać to może jako sztuka nie do wykorzystania na imprezie prywatnej, ale przecież walca w formie użytkowej wykorzystamy wszędzie, podobnie jak rumbę, rocka (jive’a) czy foxtrota. Kwestią jest forma danego tańca, a im lepsza technika taneczna, tym lepsza zabawa choćby na sylwestrowej imprezie. 

Do Szkoły Tańca Astra przychodzą zarówno dzieci w wieku przedszkolnym, młodzież i dorośli, dla których taniec to antidotum na stres, a przede wszystkim sposób na aktywne spędzenie czasu wolnego. 

– Naszymi gośćmi są zarówno uczniowie i studenci jak i osoby dorosłe w pełnym wachlarzu zawodowym. Są prezesi firm, politycy, prawnicy, lekarze i urzędnicy – wymienia dyrektor szkoły.  – Każdy chce z nami spędzić trochę czasu w niepowtarzalnej atmosferze.

 W Astrze nauczymy się tańców standardowych i latynoamerykańskich, salsy, tańców karaibskich, a także tańca nowoczesnego. Według pani Ani ciało jest instrumentem, o który powinniśmy dbać przez całe życie, więc w tańcu nie ma ograniczeń wiekowych i każdy moment jest dobry by rozpocząć z nim przygodę.  – Wszyscy potrafimy tańczyć, niektórzy tylko o tym zapominają. Wystarczy poczuć muzykę i wpuścić rytm w ciało, a już jesteśmy tancerzami – stwierdza z uśmiechem.
– Im bardziej naturalny ruch, im bardziej swobodne przemieszczanie ciała po parkiecie, tym lepszy tancerz. Im bardziej naturalny uśmiech i błysk w oku, tym lepsza zabawa. Pamiętajmy na parkiecie nie rywalizujemy z innymi, to miejsce naszej wspólnej fantastycznej zabawy.

Po czym dodaje: – Czasami szuka się szczęścia ponad lub poniżej ludzkiej miary, tymczasem jak w poezji mickiewiczowskiej ono często jest obok nas i wystarczy sięgnąć po nie lub przyjść na salę taneczną, by te banalne przecież prawdy odnaleźć w sobie.

Lepiej we własnej skórze

W Szkole Tańca Kimama również można odnaleźć radość i na nowo siebie zdefiniować. Salsa, kizomba, bachata ale też balet, współczesny, tańce orientalne i hip hip to rodzaje tańca, których może posmakować każdy, niezależnie od tego ile ma lat, kim jest, czy pragnie trenować sam, w duecie czy w grupie. Gorące rytmy wręcz temu sprzyjają, w końcu pochodzą z miejsc na świecie gdzie taniec towarzyszy ludziom od dziecka. 

 – Salsa, bachata, kizomba są to tańce typowo socjalne, skierowane do osób, które chcą by taniec stał się częścią ich codziennego życia – tłumaczy Ewa Grodzka, instruktorka tańca i szefowa Kimamy. – Trenując w grupie poprzez taniec można poznać innych ludzi, czasem o podobnych zainteresowaniach, o tej samej zajawce. Oczywiście można też ćwiczyć indywidualnie. Wiek czy to, kim jesteśmy nie ma znaczenia. Jedyne ograniczenia są tak naprawdę w nas samych.

W Kimamie, cyklicznie, co jakiś czas ruszają zajęcia zupełnie od podstaw, przeznaczone dla tych osób, które nigdy nic nie tańczyły i na dodatek twierdzą, że nie mają ku temu żadnych predyspozycji. Okazuje się, że tańczyć może niemal każdy.
– Wszystko zależy od naszego zaangażowania i włożonej pracy. Naprawdę każdy potrafi się nauczyć tańczyć, niekoniecznie na tym samym poziomie, bowiem są takie osoby, którym do szczęścia wyłącznie wystarczy swoboda z jaką się poruszają na parkiecie, a są też tacy ludzie, którzy wchodzą w to głębiej i przez całe lata szkolą się, uczestnicząc w warsztatach i wyjazdach. Zwykłe treningi czy imprezy przestają im wystarczać.

Taniec zbliża, uczy otwartości, spędzania czasu z innymi ludźmi. – To prawda, taniec bardzo otwiera na innych, na relacje z ludźmi – przekonuje Ewa Grodzka.  – Człowiek staje się poprzez taniec bardziej odważny w podejmowaniu kolejnych wyzwań. Kiedy okazuje się, że spróbował czegoś nowego i to mu wychodzi to nagle pragnie spróbować czegoś następnego. Mężczyznom podbudowuje się poczucie własnej wartości. To ważne chociażby
z tego powodu, że dla panów taniec jest często bardzo trudnym tematem. Panowie zazwyczaj na imprezach podpierają ściany albo bar, nieśmiało spoglądając na parkiet. Taniec oddziałuje też dobrze na kobiety. Panie bardzo pięknie się otwierają.  Szczególnie te, które są pełne kompleksów, niezadowolone z siebie, ze swojego wyglądu. Kiedy wzrasta świadomość naszego ciała, wzrasta też pewność siebie. Poprzez ruch, poprzez grację w gestach i swobodę w poruszaniu się, zaczynamy się czuć świetnie i atrakcyjnie we własnej skórze. Takie informacje są dla nas instruktorów często cenniejsze niż fakt, że dana osoba nauczyła się tańczyć.

Dawniej na wszelkiego rodzaju zabawach tanecznych tańczono w parach i wcale nie trzeba było być wirtuozem parkietu. Aktualnie proszenie do tańca odbywa się na weselach, balach czy imprezach tematycznych. Odwiedzając kluby widzimy najczęściej samotnie tańczących ludzi. – Przez ten czas zaczęła zmieniać się muzyka, a co za tym idzie rodzaj tańca. Zaczęliśmy odsuwać się od siebie na parkiecie, ale nie tylko z tego powodu. Chodzi też o tempo naszego życia. Widać to szczególnie na południu Polski, gdzie ludzie są mniej zabiegani i bliżsi tradycji. Na imprezach, szczególnie weselnych, które odbywają się bardzo często, nadal tańczy się w parach: od najmłodszych lat, a skończywszy na osobach starszych. Niezależnie jaka leci muzyka, czy gorsza czy lepsza, cudowne jest to, że wszyscy tańczą w parach i to przez całą noc. 

Młodość zapisana w ruchu

Paweł Świtalski, mistrz tańca standardowego, choreograf i pedagog przez kilka lat pracował w jednej z najbardziej prestiżowych szkół tańca w Hong Kongu. Tam też zajął się na poważnie systemem nauki tańca Pro-Am, w którym nauczyciel tańca razem ze swoim kursantem ucząc go tańca na poziomie profesjonalnym, jednocześnie przygotowuje się z nim do udziału w pokazach i turniejach tanecznych. Okazało się, że w ten sposób można zmienić trochę a czasem zupełnie czyjeś życie.  – Miałem taką kursantkę w Hong Kongu, która jest najlepszym tego przykładem – zaczyna opowiadać Paweł Świtalski. – Pamiętam, że na pierwsze zajęcia Aby, a tańczyliśmy razem 3 lata, przyszła jeszcze ubrana w zwykły strój, zwykłe trampki z zamiarem nauczenia się podstawowych kroków. Stopniowo zaczęło to nabierać kolorów, kiedy zaczęła oglądać inne osoby, które tańczą. Pojawiła się sukienka, potem buty, ładniejsza fryzura. Zauważyłem, że moja kursantka zaczyna wchodzić w świat taneczny i przychodzi na zajęcia nie po to, by się spocić jak na siłowni, tylko przejmuje związany z tańcem styl życia. Taniec towarzyski to nie tylko forma ruchu, ale też pewien sposób bycia, poruszania się, ubierania.

Nie ma granicy wieku w tańcu – Paweł Świtalski również tak uważa i bazując na swoich doświadczeniach w Azji mówi: - Wszystko zależy od regionu świata, w którym się znajdujemy. Moi kursanci były to osoby przede wszystkim w wieku 50, 50 plus, często na emeryturze, szukające nowych zajęć, chcące jeszcze być aktywnymi – wyznaje Paweł Świtalski. – Moja najstarsza kursantka miała ponad 50 lat i taką moc, że tańcząc wspólnie na pokazie quick stepa byłem wręcz spocony. Taniec przedłuża młodość, dodaje witalności i energii. 

Pro-Am to nie tylko występy i konkursy. To także świetna forma indywidualnej nauki tańca, nie tylko dla samego kursanta. – Z jednej strony moje kursantki to osoby już dojrzałe, które wiedzą czego chcą, a z drugiej, dla mnie jako instruktora to świetna okazja by przekazać wszystkie nabyte przez lata umiejętności. W Pro-Amie jest szybki progres, pierwsze zajęcia nie wyglądają tak, że uczę pierwszych kroków poprzez chodzenie w jakimś kwadraciku. Tu jest od razu „wjazd na chatę” – stwierdza ze śmiechem Paweł. – Zajęcia są szybkie, konkretnie, od razu wskakujemy na wysoki poziom. W tym systemie fajne jest to, że ludzie, którzy nigdy nie tańczyli, w bardzo krótkim czasie potrafią osiągnąć takie efekty, na jakie trenując samemu potrzeba było kilku dobrych lat.

Bez stresu

Spójrzmy na taką sytuację, która często ma miejsce. Jest impreza, panowie zazwyczaj stoją przy barze albo na podium obcinając wzrokiem pląsające na parkiecie panie. Nikt nie tańczy w parze, ale czy to znaczy, że nie potrafi czy też się boi? Okazuje się najczęściej, że wiele z tych osób potrafi tańczyć tylko blokuje ich stres przed publicznym go zaprezentowaniem. I dla takich osób przeznaczony jest nowy wspólny projekt taneczny Pawła Świtalskiego oraz tancerki i instruktorki tańca Magdaleny Geldner z Royal Dance. – „Dance, no stress” to projekt, który opiera się na elementach tańca i kierowany jest do ludzi, którzy już tańczyli, którzy nie tańczyli i którzy idą na imprezę nie wiedząc co zrobić z tym, czego się nauczyli – wyjaśniają w skrócie Magdalena i Paweł.

– W ramach tego projektu odbywają się cztery zajęcia, weekendowo, w soboty, w godzinach wieczornych, tak by po lekcjach od razu polecieć na imprezę i wypróbować tego czego się nauczyliśmy. Trzy z tych zajęć to zajęcia typowo taneczne, a czwarte to mini impreza w studiu tańca. Postawimy stoliki, na stołach np. prosecco, jakieś przekąski i się bawimy. Jeszcze w swoim gronie. Później, jeżeli tych osób będzie naprawdę dużo, raz na kwartał wspólne wyjście do klubu na imprezę.

Taka forma nauki tańca to także nauka przełamywania nieśmiałości, uczenie się otwartości i bycia po prostu sobą i bycia z innymi. Sam taniec to wypadkowa wszelkich jego form. – Nie będziemy uczyć żadnego konkretnego gatunku, tylko raczej tańca użytkowego – tłumaczy Magdalena Geldner. – Pokażemy podstawowe kroki, ale nie one będą tu najważniejsze tylko to jak się poruszamy. Same zajęcia będą prowadzone na luzie. Zależy nam na tym, żeby nauka tańca przypominała bardziej zabawę. My zawodowi tancerze i instruktorzy przyzwyczajeni jesteśmy do pewnego rygoru i dyscypliny. Te zajęcia będą bardziej swobodne. Taniec to radość, wspaniały sposób na życie, na rozładowanie stresu, na poznanie siebie, na pokonanie kompleksów. Taniec to życie.

 
11( 132)
Listopad'19
gajda