„Dymny” reż. Krzysztof Materna

Teatr Polski w Szczecinie, reż. Krzysztof Materna 

Autor

Daniel Źródlewski

„Dymny” to nie tylko hołd złożony wybitnemu twórcy Wiesławowi Dymnemu, ale przywołanie krakowskiej, piwnicznej atmosfery, to rzecz o potrzebie poezji, a przede wszystkim o pewnej zapomnianej już wrażliwości i mądrości. To wreszcie porażająco aktualny manifest polityczny i prowokacyjne wytknięcie narodowych przywar (rewelacyjny tekst Dymnego „Polski szynkwas żydowski” parafrazujący „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego). To świat pełen ironii, groteski, absurdu i awangardy. Świetnym pomysłem było filmowe wprowadzenie przywołujące postać Wiesława Dymnego, co znacznie ułatwiło zrozumienie Jego twórczości i czytanie intencji autorów spektaklu. Materna stworzył gęste od znaczeń, dynamiczne i energetyczne widowisko muzyczne. W sukurs przyszła mu aranżacyjna rzetelność Krzysztofa Baranowskiego. Przedstawienie jest podzielone na dwie części, jakże różne pod niemal każdym względem – atmosfery, muzyki i wreszcie ciężkości znaczeń, które jednak składają się w spójną całość: niepokojącą diagnozę społecznych chorób współczesności. Zespół aktorski jest skupiony, nieco wyciszony, nade wszystko perfekcyjnie przygotowany. Komiczną siłę uwolnił Michał Janicki (przepyszny monolog o świniach), w dramatyczne tony mistrzowsko uderzyła Olga Adamska, świetny był Sławomir Kołakowski, aktorską klasę potwierdził gościnnie występujący w spektaklu Edward Linde-Lubaszenko. Wokalnie zachwycali praktycznie wszyscy, ale na wyjątkowe uznanie zasługują Dorota Chrulska, Krzysztof Niewirowski oraz Olek Różanek. Ten ostatni wbrew swojemu emploi, świetnie odnajduje się w poetyckich klimatach. Znakomitą pracę wykonali Jarosław Staniek i Katarzyna Zielonka, którzy stworzyli precyzyjny ruch sceniczny i choreografie. To dzięki nim brawurowo wypadają sceny zbiorowe oraz „niegasnący” nawet na chwilę drugi plan. Brawa za „nagi”, pozbawiony kostiumu, folklor w drugiej części przedstawienia. Scenografia Mariusza Napierały sprowadza się do kilku podestów oraz świetlnej girlandy. I właśnie znakomicie prowadzone światło tworzy wyjątkową atmosferę spektaklu. Daleka od ascezy była za to Dorota Roqueplo, autorka przepysznych kostiumów – wpierw wręcz wyjętych z hippisowskiej mody lat ’70, a później ironicznie nawiązujących do współczesnej „tandety”. Prestiżowe maksimum: 6./6

12( 133)
Grudzień'19
gajda