Niemieckie muzeum trafiło do Szczecina

Do Szczecina trafiła imponująca kolekcja unikatowych eksponatów z przedwojennej fabryki Stoewera. Dotychczasowy właściciel muzeum w niemieckim Wald-Michelbach, Manfried Bauer, opowiedział nam, dlaczego zdecydował się pozbyć zbiorów życia. – Szukałem następcy, moi synowie nie chcieli się tym zajmować – przyznaje. – Cieszę się, że kolekcja trafiła właśnie do Szczecina, bo właśnie tutaj, w 1941 roku, się urodziłem. 

 

galeria

Kiedy powstało pana muzeum i ile udało się uzbierać eksponatów?

Otworzyłem je 17 lat temu, w 2002 roku. Udało się uzbierać 900 różnych eksponatów. Od samochodów czy rowerów, przez maszyny do szycia, aż po dokumenty czy fotografie. 

Jak pan je wszystkie kolekcjonował i gdzie wyszukiwał?

Kolekcjonowałem je przez 30 lat. Wykorzystywałem wszystkie możliwości, jakie daje współczesny świat. Na szczęście istnieje niezwykle pomocny Internet, który ułatwił mi sprawę. W poszukiwaniu eksponatów przejechałem dziesiątki tysięcy mil. Żadna odległość nie była dla mnie przeszkodą.

Który z nich był najtrudniejszy do zdobycia?

Było sporo takich rzeczy. Przykładowo samochód Stoewer Arkona. Został sprowadzony do Ameryki po 1945 roku. Zaproponowano mi go na początku lat dziewięćdziesiątych. Dopiero w 1998 roku udało się sprowadzić Arkonę z powrotem do Niemiec. Musisz być bardzo cierpliwy w takich sprawach, w przeciwnym razie to nie zadziała.

A który dla pana jest najcenniejszy?

Bez wątpienia wspomniana Arkona. Gdy go sprowadziłem, był w bardzo złym stanie. Odrestaurowanie go kosztowało naprawdę dużo pieniędzy. Podczas kolekcjonowania wszystkich eksponatów poznałem, przez 30 lat, mnóstwo historii. Poproszono mnie o to, bym zachował je wszystkie w książce. Niestety brakuje mi czasu na jej napisanie.

Dlaczego zdecydował się pan na rozstanie z tymi unikatowymi perełkami techniki?

Moi dwaj synowie powiedzieli, że nie będą prowadzili Muzeum Stoewera. Musiałem się martwić, co z tym wszystkim zrobić. Pan Stanisław Horoszko, dyrektor Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie otrzymał wiadomość, że szukam następcy. Rozmawiałem też z innymi niemieckimi muzeami. Pan Horoszko miał jednak najlepszą koncepcję kontynuacji eksponowania zbiorów. 

Jak na tę decyzję zareagowali Niemcy?

Kilka osób odradzało przenoszenia kolekcji do Szczecina, jednak zdecydowana większość znajomych osób zareagowała bardzo pozytywnie. Wszystkim tym, co byli przeciw powiedziałem, że zapomnieli chyba o tym, że już przecież wszyscy jesteśmy Europejczykami i nie ma znaczenia, gdzie ona trafi.

Szczecin kupił od pana kolekcję za 750 tysięcy euro. Ma pan pomysł na zainwestowanie tej kwoty?

Umowę podpisaliśmy w środę 14 sierpnia. Pieniądze pojawią się na moim koncie w trzech rocznych ratach. Ostatnia będzie pod koniec października 2021 roku. Nie martwię się co zrobię z tą sumą, bo jeszcze jej nie mam. Zapewniam, że nadal zamierzam dostarczać szczecińskiemu muzeum kolejne eksponaty Stoewera. Za pozyskaną sumę z pewnością nie kupię też Mercedesa, ani Porsche. Mój mały samochód w zupełności mi wystarczy. 

Urodził się pan w 1941 roku, właśnie w Szczecinie. Ile czasu pan spędził w tym mieście?

Zupełnie go nie pamiętam. W 1945 roku ojciec został uwięziony, a mama, prawdopodobnie wiosną, ze mną i moim bratem została eksmitowana. Nigdy o tym z nią nie rozmawiałem. Dla nas wszystkich nie był to najlepszy czas. 

Czuje pan sentyment do tego miasta?

Tak naprawdę poznałem Szczecin w 1984 roku. Jest kilka miejsc, które polubiłem. Należą do nich Wały Chrobrego oraz przepiękny Park Kasprowicza. Od 1989 roku jestem w tym mieście nawet dwa razy do roku. Za każdym razem, gdy tutaj przyjeżdżam widzę coś nowego, w tym odrestaurowane budynki. Jest tutaj coraz piękniej. Cieszę się z tego, mam tutaj polskich przyjaciół. Zapewniają, że kochają Szczecin. Doskonale ich rozumiem. 

 
12( 133)
Grudzień'19