Budapeszt: kontrasty charakterologiczne

Gdyby chcieć określić Budapeszt jednym określeniem, to byłby to kontrast. Ten najwyraźniejszy kontrast to różnice „charakterów” centralnych dzielnic, kiedyś osobnych miast – Budy i Pesztu. Ta pierwsza słynie z majestatycznych królewskich gmachów i dumnych wzgórz, druga choć płaska to „charakterek” ma raczej wyboisty. Buda jest spokojna i dostojna, Peszt nie zasypia nigdy, trochę też rozrabia... Obie dzielnice zdaje się łączyć jedynie metro oraz subtelny fakt, że imponujące gmachy Budy najlepiej widać z pesztańskich bulwarów, a pesztańskie z budzińskich. 

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Rozmach miasta, sięgający daleko za horyzonty czterech stron świata, wyraźnie widać ze wzgórz Budy, od których – nie tylko dla dobrej orientacji – powinno się zaczynać jego eksplorację. Widok na miasto oraz zakole Dunaju z ponad dwustumetrowej Góry Gellerta zapiera dech w piersiach. Oprócz panoramy warto zaobserwować fenomenalną ciekawostkę – południowy stok wzgórza z uwagi na wysokie temperatury i duże nasłonecznienie porasta roślinność typowa dla południowych krajów śródziemnomorskich, a ocienione stoki północne – Skandynawii. Ot budapeszteński kontrast. Panorama miasta rozlega się także z tarasów Wzgórza Zamkowego. Budavári Palota czyli Zamek Królewski to monumentalna budowla i jeden z największych zamków świata, w którego wnętrzach znajduje się dziś Galeria Narodowa z imponująca kolekcją malarstwa oraz Muzeum Historii Budapesztu. Na skarpach pod zamkiem rozciągają się wspaniale zrekonstruowane ogrody (Várkert bazár), a na szczycie budzińskie Stare Miasto. Mimo pewnej kameralności, nie ma tu klimatu typowej dla starówek, wszystko psują wszędobylskie samochody, brakuje także typowej turystycznej infrastruktury. Zachwyca za to plac Świętej Trójcy (Szentháromság tér) z kolejnymi ikonicznymi budowlami. Nad placem góruje smukła wieża kościoła św. Macieja, swego czasu miejsca koronacji węgierskich władców. To biała, wręcz koronkowa, neogotycka fasada z dachem pokrytym kolorową mozaiką. Za świątynią kolejne architektoniczne cudo – Baszta Rybacka, o formie wprost wyjętej z baśni. Przykrym kontrastem dla wspaniałych zabytków jest socmodernistyczna bryła Hotelu Hilton, ale odbicie zabytkowych gmachów w przeszkleniach na jego fasadzie to rekompensuje. Nagrodą są też widoki na Peszt, Dunaj oraz najbardziej chyba znany budynek węgierskiej stolicy – Parlament. Ten ostatni jednak najlepiej podziwiać z otwartego na rzekę placu Batthyány. Tutaj także ciekawy barokowy kościół św. Anny, niewielka hala targowa (Vásárcsarnok) oraz jedna z najsłynniejszych budapeszteńskich naleśnikarni – Nagyi Palacsintázója z wyborem blisko stu smaków (rekomendacja: naleśniki z musem z kasztanów!). Przy nabrzeżu cumują dziesiątki statków wycieczkowych – rejs po Dunaju (szczególnie po zmroku) powinien być obowiązkowym punktem programu pobytu w Budapeszcie, szczególnie że bilety nie są drogie. 

Opuszczamy dostojną Budę, najlepiej jednym z imponujących mostów (a jest ich dziesięć).  W Peszcie, na prawym brzegu Dunaju warto z bliska przyjrzeć się zachwycającej fasadzie Parlamentu, pospacerować ulicami wokół rządowego dystryktu z zadziwiająco wysokimi i zdobnymi kamienicami. Szczególnej urody gmachy stoją przy placu Wolności (Szabadság tér). Stąd już blisko do olbrzymiej Bazyliki św. Szczepana oraz śródmiejskiej dzielnicy, której osią jest długa na ponad kilometr Váci útca. Równolegle do handlowego deptaku biegną naddunajskie bulwary, z których znakomicie widać reprezentacyjne budowle Budy. Spacerując tu wieczorową porą można podziwiać przepiękną iluminację. Ulicę Váci wieńczy stalowa konstrukcja Wielkiej Hali Targowej (Nagy Vásárcsarnok), a wewnątrz… wszystko. Można tu kupić słynną węgierską paprykę w każdej niemal postaci – świeżą, suszoną, marynowaną i w proszku, a także tradycyjną kiełbasę salami, tokajskie wina, nie brakuje rękodzieła i pamiątek. Niestety hala jest opanowana przez tłumy turystów. Szeroka arteria tuż przy hali to swoisty budapesztański ring, przy którym można się natknąć na kolejne wspaniałości architektury i nie tylko. Można tędy dojść do ponad dwukilometrowej reprezentacyjnej Andrássy útca pełnej eklektycznych kamienic, ekskluzywnych sklepów, galerii, teatrów (piękny gmach Opery), kawiarni i restauracji. Pod promenadą, notabene zbudowanej na wzór paryskich Pól Elizejskich, przebiega najstarsza na kontynencie (po Londynie) linia metra z zabytkowymi wagonikami oraz urzekającym wystrojem stacji. Żółtą linią metrem można dojechać na plac Bohaterów (Hősök tere) z klasycyzującą Kolumnadą oraz okazałymi budynkami Muzeum Sztuk. Za placem ciągnie się Park Városliget. Na ponad 100 hektarach obok terenów zielonych są także zaskakujące niespodzianki, między innymi replika baśniowego siedmiogrodzkiego Zamku Vajdahunyad, stworzona pod koniec XIX wieku z okazji milenium państwa węgierskiego, a dalej Ogród Zoologiczny i wreszcie Széchenyi fürdő czyli…

Budapeszt to jedyna stolica na świecie, w której oprócz typowych atrakcji można spędzić czas na… kąpielach. Zapewnia to ponad setka gorących źródeł i trzydzieści publicznych termalnych łaźni. Najpopularniejsze to właśnie Széchenyi fürdő – wodny pałac z zachwycającymi ornamentami oraz ponad dwudziestoma basenami. By przyciągnąć młodych, w weekendy organizowane są tu… dyskoteki. Równie znane co piękne są secesyjne Gellért Gyógyfürdő, a w sezonie letnim popularnością cieszy się kompleks zewnętrznych basenów na Wyspie Małgorzaty. Jednak wszystkie są oblegane i drogie (bilet dzienny ok. 6000 HUF = 75 pln). Warto zatem poszukać tych mniej sławnych, jednak równie atrakcyjnych, a przy tym tańszych nawet o połowę. Świetnym wyborem będzie Rudas Gyógyfürdő z otwartym basenem na dachu, z którego można podziwiać panoramę miasta. Tu obok zabytkowych łaźni jest także nowoczesny kompleks SPA. Zdecydowanie największe wrażenie robią XVI – wieczne Király gyógyfürdő. Woda w głównym basenie pod efektowną kamienną kopułą ma 36°C, kolejne 32 i 40°C. Na uwagę zasługuje także zachowany wystrój wnętrz z kabinami oraz gabinetami relaksacyjnych zabiegów. A po relaksie…

Okazuje się, że to nie berliński Kreuzberg czy Friedrichshain, nie barcelońska El Born, ani nie londyńskie Soho czy dubliński Temple Bar, ale budapeszteńska siódma dzielnica czyli Miasto Elżbiety zasługuje na miano rozrywkowej stolicy Europy. Choć dawny żydowski dystrykt, nazwany na cześć słynnej Cesarzowej Sisi, sąsiaduje z reprezentacyjną Andrássy útca i centralnym placem Deák Ferenc to nie ma tu wybitnej architektury, błyszczących marmurów, fontann, klombów, złoconych ornamentów na elewacjach. Są mocno zdegradowane kamienice i niekończące się podwórza tworzące labirynt, w którego pokonaniu nie pomoże nawet najdokładniejsza mapa. Rytm dzielnicy nadaje Gozsdu Udvar czyli plątanina pasaży (ponad 60 000 m2), a w nim dziesiątki rzemieślniczych sklepików, galerii, kawiarni, restauracji i klubów. To unikatowe ponadstuletnie założenie zostało pieczołowicie zrewitalizowane, a cały kompleks trafił na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wokół Gozsdu ciągną się wąskie ulice (Dohány, Wesselényi, Dob, Kazinczy, Klauzál, Kiraly útca) z zaniedbanymi kamienicami, ale w parterach raj dla admiratorów beztroski. Absolutnym fenomenem na światową skalę są Romkocsma czyli „ruin bars”, które powstały w opuszczonych kamienicach i ich podwórzach. Za dnia odbywają się tam pchle targi i bazary z ekologicznymi produktami, wieczorami króluje już muzyka i zabawa. Najpopularniejsze z nich to Szimpla Kert oraz Instant, ale w samym tylko Mieście Elżbiety jest ich kilkanaście (m.in. Mika kert, Ellátó Kert, Füge Udar, Anker't romkocsma czy Doboz). Siódma dzielnica to także raj dla smakoszy, można tu znaleźć przysmaki kuchni z całego świata. Ciekawostką są restrykcyjnie koszerne restauracje w żydowskiej dzielnicy ortodoksów (Kazinczy útca). Oryginale dania, w tym wariacje (także wegańskie) na temat słynnego węgierskiego gulaszu albo Lángosburgery można zamówić w food trackach parkujących (na stałe) w swoistych kanionach między kamienicami. To Street Food Karavan przy Kazinczy útca 18 albo wegański  Rácskert przy Dob útca 40. W siódmej dzielnicy warto zobaczyć także ciekawie zdobione synagogi, w tym jedną z największych na świecie – Wielką Synagogę (Nagy zsinagóga). Kilka przecznic dalej wznosi się jeden z najdziwniejszych budynków Budapesztu – monstrualna ceglana podłużna płaszczyzna.
To pochodząca z 1969 stacja transformatorowa projektu Ernö Lestyàn. À propos płaszczyzn – przechadzając się po dzielnicy warto wypatrywać wielkoformatowych murali zdobiących skrajne szczyty wielu budynków. 

Budapeszt to fascynujące miasto totalnych kontrastów. Każda niemal dzielnica, a często nawet ulica to zupełnie osobny świat i to pod każdym niemal względem (może stąd nowe promocyjne motto: Miasto, które jednoczy (A város, amely egyesít). Należy zatem zgubić mapę i poddać się szaleńczemu rytmowi miasta. Jedyną przeszkodą może być tylko piekielnie trudny język. Choć z drugiej strony nieczytelność choćby ulicznych komunikatów może pozwolić na jeszcze większą beztroskę i skuteczniejsze… zgubienie albo nawet zatracenie.  

 
12( 133)
Grudzień'19