Historia Heńka i Stefka Pojarki

W Kooperatywie Łaźnia można oglądać nietypowe, unikalne maskotki – potworki stworzone przez Kasię Pietrzak… ze starych ubrań. – Staram się nadawać przedmiotom drugie życie. Moje potworki trafiły już m.in. do USA, Chin czy do Tajlandii – mówi artystka. –  Każda z maskotek ma duże oczy, które kojarzą mi się z oczami mojej mamy. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Co można zrobić z niepotrzebnymi już ubraniami? Można oddać w kolejne ręce bądź… stworzyć z nich prawdziwe, aczkolwiek niezwykle miło usposobione potworki. Specjalistką w tej dziedzinie jest Kasia Pietrzak, która szyje unikalne zabawki. Porwany sweter czy bluzka to dla niej doskonały materiał do pracy. Jej maskotki krążą już po całym świecie. Mieszkają nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech, w Anglii, w Stanach Zjednoczonych, w Chinach, a nawet w Tajlandii. 

– Myślę, że czeka na nie jeszcze kawał świata – śmieje się artystka. 

Ale zacznijmy od początku. Pasja Kasi, bo nie jest to jej główny sposób na życie, zrodziła się przed sześcioma laty. Mieszkała w Londynie. Narysowała swojego pierwszego anioła, a właściwie anielicę – Zdzisławę. – Zaczęłam szyć maskotki dla dzieci, ale szczerze mówiąc to nie był temat w którym dobrze się czułam. Do pełni szczęścia wciąż mi czegoś brakowało. Przełom nastąpił w styczniu 2016 roku, kiedy wróciłam od siostry z Niemiec. Zostało mi jeszcze trochę urlopu i nagle „przemówił do mnie sweter”. Miał już widoczną dziurę, ale wciąż był zbyt dobry by go wyrzucić. Na nieszczęście, również dla mojego narzeczonego Arka, mam naturę zbieracza i dużo rzeczy zostawiam, bo może uda się je naprawić, a może przydadzą się do czegoś innego. Ale wracając do swetra, z niego powstał Heniek, maskotka, która jest dzisiaj nieodłącznym towarzyszem moich podróży. 

Dziewczyna nie spodziewała się, że Heniek wywoła takie szaleństwo. Na facebookowym fanpejdżu maskotka zrobiła prawdziwą furorę i stała się wizytówką artystki. – W Anglii zaczęłam z nim jeździć na różnego rodzaju kiermasze i bez wątpienia Heniek był na nich bardziej rozpoznawalny ode mnie – śmieje się. 

To był znak, że jest to właściwy kierunek. Kasia dostała wiatru w żagle. Za Heńkiem narodził się Rudolph Poeta, później Woolf, Stefka Pojarka i tak dalej, i tak dalej… – Nie wiem dlaczego szyję tylko potwory, ale to właśnie one grają w mojej duszy. Rzadko od samego początku wiem, co ostatecznie uda się stworzyć. Przeważnie kroje kształt ze swetra, a potem zaczyna się modelowanie formy, przymierzanie oczu, uszu, aż wreszcie wyłania się stwór. Na tym etapie powoli kształtuje się jego charakter. Ubrania pochodzą zarówno z mojej garderoby, jak i od przyjaciół, czy osób, które zażyczą sobie potworka. 

W Anglii niezwykle popularne są „keepsake”. W naszym języku nie ma odpowiednika, choć można to oczywiście wytłumaczyć. Są to sentymentalne przedmioty tworzone z ubrań z dzieciństwa lub po osobach, która odeszły. I właśnie na takie pamiątki zaczęły pojawiać się zlecenia. 

– By coś wymyślić z takich ubrań muszę dowiedzieć się, jaki osoba ma bądź miała charakter. Wtedy dopiero mogę coś uszyć. W innym przypadku maskotki przygotowuję „na spontanie”. Bardzo bliska jest mi idea recyclingowania. Staram się ograniczać zakupy, segreguję rzeczy, staram się nadawać im nowe życie. Przykładowo stworzyłam autorską kolekcję biżuterii z plastikowych butelek PET.  

Kasia przyznaje, że słyszała o porównaniach swoich potworków do postaci tworzonych przez światowej sławy reżysera – Tima Burtona. On również ma upodobania do mrocznej strony sztuki. 

– Prawdopodobnie kojarzone są ze względu na duże, okrągłe, podkrążone oczy. Ciężko mi powiedzieć ile w tym prawdy, ale mi kojarzą się raczej z okrągłymi oczami mojej mamy – śmieje się. - Te oczy są charakterystyczne dla tego co maluję i co szyję. Bardzo się cieszę, że w taki niewymuszony sposób powstało coś charakterystycznego dla mojej twórczości, coś w rodzaju podpisu, co sprawia, że z daleka widać że to moje "dzieło".

Szycie przerodziło się w wielką pasję. Potworki nie powstają w godzinę, czy nawet w dzień. Proces ich tworzenia jest bardziej złożony i pracochłonny. – Choć czasu na tworzenie mam mniej niż bym sobie życzyła to potrzebuje tego tworzenia jak powietrza. Dzięki mojej twórczości, po powrocie z Anglii, poznałam w Szczecinie wspaniałe dziewczyny. Znalazłam swoje miejsce w szyjącym środowisku.

Już szóstego grudnia spełni się wielkie marzenie artystki. W Kooperatywie Łaźnia przy ulicy Koński Kierat 14-15, o godzinie 18, rozpocznie się wernisaż niespotykanych i unikatowych „lalek”. Wystawa „Recycle or Die” potrwa do 20 grudnia. 

– Serdecznie zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi potworkami. Jak one powstawały można zobaczyć też na moim facebookowym profilu Weirdcatspace. Każda z nich jest niepowtarzalna, nie ma takiej drugiej na świecie. Cieszę się, że wielu osobom się podobają. To nakręca do dalszego działania – podsumowuje artystka. 

12( 133)
Grudzień'19
gajda