Pomorskie Święta

Boże Narodzenie to dziś jedno z najradośniejszych, najbardziej wyczekiwanych i rodzinnych Świąt. Zanim więc usiądziecie przy wspólnym stole, wyruszcie z nami w podróż do przeszłości. Zajrzyjcie do dawnych pomorskich domów, przejdźcie się uliczkami przedwojennego Szczecina. Ogrzejcie w cieple starych pieców kaflowych, zachwyćcie aromatami pomorskiej kuchni i przegryzając szczecińskie pierniki, wysłuchajcie naszej świątecznej opowieści.

Autor

Karolina Wysocka

galeria

Gwiazdka niejedno ma imię

Pomorze Zachodnie to region, w którym mieszają się różne kultury i wpływy. Tak samo nasze Święta są różnorodne. Każdy dom ma swoje ulubione dania oraz zwyczaje. U jednych króluje barszcz czerwony oraz kutia, u innych zupa grzybowa czy kompot z suszonych owoców, karp, gołąbki z kaszą, a u jeszcze innych – sałatka ziemniaczana oraz pieczona gęś. W wielu domach tradycją jest dodatkowe nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Niektóre rodziny dbają o to, by przed Wigilią położyć siano pod obrusem, inne do uszek wkładają drobne pieniądze lub po wieczerzy łuski karpia do portfela, a w jeszcze innych żywy jest zwyczaj pocałunku pod jemiołą. Co dom i rodzinna, to inne tradycje oraz zwyczaje. Jedne kultywowane są od lat, niektóre uległy przemianom, a niekiedy pojawiają się też zupełnie nowe. Wszystkie ciekawe, w tym: piękne, wzruszające, zabawne czy zupełnie nietypowe. A jak kiedyś było na tych ziemiach? Okazuje się, że równie barwnie! Dawne Święta na Pomorzu także były kulturową, zwyczajową mieszanką, odzwierciedleniem historii tych ziem oraz świadectwem różnych wpływów. Akcenty germańskie, słowiańskie, pogańskie, chrześcijańskie, katolickie, protestanckie i inne przenikały się, łączyły oraz przeistaczały w różne tradycje. Niektóre z nich nawet dziś są nam bliskie. Zresztą przekonajcie się sami.

Przy wigilijnym stole

W przedwojennym Szczecinie, tak jak i teraz, poranek 24 grudnia rozpoczynał się od wielkiej krzątaniny i robienia ostatnich zakupów. Po obiedzie następowało sprzątanie oraz ubieranie choinki. Późnym popołudniem ulice miasta wyludniały się. Według źródeł wtedy w całym Szczecinie rozbrzmiewały świąteczne dzwony. Był to znak dla mieszkańców miasta, by udać się do kościoła na bożonarodzeniowe nabożeństwo z muzyką. Wszyscy ubierali się odświętne i z radością szli wspólnie świętować, co przywodzi nam na myśl polską pasterkę. Podczas modlitwy każdy trzymał w rękach świecę lub lampion. W tym miejscu warto wspomnieć o symbolice światła i tym, że data Gwiazdki ma znaczenie umowne, co szerzej wyjaśnione jest m.in. w książce „Polskie Tradycje i Obyczaje” Anny Willman i Sylwii Chmiel. Ojcowie Kościoła wybrali ją, bo łączy się z czasem przesilenia zimowego, które w kulturach przedchrześcijańskich było świętowane jako triumf światła nad ciemnością, początek odradzania się przyrody. Pierwsi chrześcijanie zaadaptowali niektóre elementy pogańskiej tradycji, nadając im nowe znaczenie. Można pokusić się o stwierdzenie, że nawet dzisiejsze światełka na choince są nie tylko tradycją bożonarodzeniową, ale też echem dawnych zwyczajów. Wracając jednak do przedwojennego Szczecina, Pomorzanie dopiero po powrocie z kościoła do domu zasiadali do stołu z rodziną. Dzieci podczas uroczystego wieczoru śpiewały kolędy, opowiadano lub czytano bożonarodzeniowe opowieści. Tak jak dziś, panował nastrój radości i zabawy. W bogatych domach tańczono, ucztowano, bawiono się przy alkoholu, a uroczystość trwała do późnych godzin nocnych, w biedniejszych wieczerzę kończono wcześniej. Stoły uginały się od smakołyków, choć nieco innych, od tych którymi dziś zazwyczaj zajadamy się w naszych domach.

Grażyna Zaremba-Szuba, pasjonatka ruchów slow food oraz zero waste, restauratorka i właścicielka Dworku Tradycja w publikacji „Pomorska książka kucharska” wyjaśnia, że na co dzień Pomorzanie jedli dość skromnie, ale w Święta pozwalali sobie na nieco więcej. Na stołach pojawiały się m.in.: wieprzowina, mąka pszenna, rodzynki, sól, proso, mleko, masło i ziemniaki.  – Protestanci mieszkający na tych ziemiach skromnie obchodzili Święta – mówi autorka książki. – Każdy dom miał jednak swoje zwyczaje, a wszystko zależało od zasobności portfela – dodaje. W jej publikacji można znaleźć mnóstwo pomorskich przepisów, które zostały zmodyfikowane do potrzeb współczesnej kuchni, a także poznać bliżej kulinarną historię regionu. Jakie dania gościły na świątecznych stołach Pomorzan? – Tak jak teraz modny jest jarmuż, tak też dawni mieszkańcy tych ziem doceniali jego smak. Był nazywany kapustą bożonarodzeniową, gdyż jego liście malowniczo wyglądały, kiedy ozdobił je mróz. Podawano go z głowizną, czyli świńską głową – wyjaśnia pani Grażyna. Popularna była też gęś w różnych postaciach, pieczona i nie tylko. Jak podkreśla właścicielka Dworku Tradycja, dawni mieszkańcy Pomorza starali się niczego nie marnować. Można powiedzieć, że byli prekursorami współczesnego trendu zero waste. Wśród dań z gęsiną pani Grażyna wymienia m.in. potrawkę, kiełbasę, puree z grochu okraszone omastą i skwarkami, smalec. – Z gęsiej krwi robiło się krwisty placek. Przygotowywano go na czerstwym pieczywie. Krew mieszano z mlekiem – mówi pasjonatka lokalnej kuchni. Sama wypróbowała ten przepis, a efekty można zobaczyć na Instagramie Dworek Tradycja. – Dodałam śmietany zamiast mleka i korzennych przypraw. Smak mnie zaskoczył – wspomina restauratorka. – Inne popularne dawniej danie to gęsie pipki. Na Pomorzu była to gęsia szyja faszerowana podrobami z przyprawami – wyjaśnia pani Grażyna. Wiadomo, że na świątecznych stołach pojawiał się też wspomniany groch, jak również kapusta. Oczywiście, nie zabrakło słodkości. Grażyna Zaremba-Szuba wymienia ciasteczka maślane oraz roladę z owocami i dżemem. Niektóre źródła wymieniają również „Wilka ostronosego”, który był ciastem upieczonym w formie drapieżnego ssaka, miał rodzynkowe oczy i podobno był popularny w rejonie szczecińskim. Pani Grażyna mówi, że to ciasto drożdżowe, a podawano je szczególnie na Nowy Rok. Kulinarna pasjonatka wspomina też o piernikach. 

Grażyna Zaremba-Szuba wyjaśnia, że znane są od wieków i początkowo dodawano do nich pieprzu. Co więcej, kiedyś były zakąską do alkoholu, ale polubiły je dzieci, więc stały się bardziej słodkie niż ostre w smaku. Korzenne ciasteczka zajmowały też szczególne miejsce w szczecińskiej tradycji bożonarodzeniowej. W naszym mieście wypiekano charakterystyczne ciastka w marynistycznych formach. – W kształcie ryb, żaglówek, marynarzy – mówi pasjonatka lokalnej kuchni. Szczecin dzięki tym kształtom i niezwykłemu smakowi pierników, słynął z wyrobu tych korzennych słodkości. – Pierniki wieszano na piramidach świątecznych, wyznaczających czas pozostały do Bożego Narodzenia. Znajdowały się na głównych placach naszego miasta. A na wsiach, w dawnych domostwach, gospodynie zawieszały ciasteczka pod sufitem, by skruszały do Świąt. Przygotowywano je odpowiednio wcześniej, mniej więcej w połowie listopada – wyjaśnia pani Grażyna. Robiono to dlatego, bo korzenne ciastka muszą dojrzeć, by cieszyć pełnią smaku. Co ciekawe na stronie Internetowej Encyklopedii Szczecina można znaleźć informację, że tuż przed wojną ówczesne władze Szczecina promowały przystrajanie choinek kolorowymi piernikami w różnych kształtach. Był to jeden z głównych elementów bożonarodzeniowych na Pomorzu. Po latach zapomnienia, jakiś czas temu szczecińskie pierniki wróciły do łask, a według starej, oryginalnej receptury powstają we wspomnianym Dworku Tradycja. 

Bożonarodzeniowe zwyczaje i tradycje

W niektórych częściach Pomorza w pierwszy dzień Świąt na porannych nabożeństwach śpiewano bożonarodzeniowe pieśni. Pomorzanie, tak jak i my często 25 oraz 26 grudnia odwiedzali bliskich. Wzajemne spotkania dalszych oraz bliższych krewnych w okresie świątecznym były na porządku dziennym. Odwiedzano dziadków, rodziców, wujów i ciotki. Dzieci recytowały wiersze przed choinką. Co do zielonego drzewka, bez którego dziś nie wyobrażamy sobie Świąt, warto wiedzieć, że do Polski trafiło na przełomie XVIII i XIX wieku, a przywędrowało z Niemiec. Na Pomorzu, tak jak później w naszym kraju, początkowo dekorowano je m.in. piernikami, orzechami, ciastkami czy ozdobami z papieru. Według różnych źródeł popularne było też oglądanie żywych szopek, tradycji która od jakiegoś czasu przeżywa u nas renesans. Zwyczaj ten rozprzestrzenił się na Pomorzu w XIX wieku, a w przedstawieniach często brały udział dzieci. W dawnej Polsce w drugi dzień Świąt po wsiach zaczynali chodzić kolędnicy, tradycja do dziś zachowała się w niektórych regionach, a co ciekawe na pomorskich ziemiach było coś podobnego, ale o tym zaraz. Zwyczaj był znany w całej Europie, jednak szczególnie u nas, na Ukrainie, Białorusi, Rosji, Czechach oraz Słowacji. Szczególną atrakcją występów kolędników był turoń – rogata, kudłata kłapiąca paszczą maszkara, mająca często głowę osła. Tańczyła, psociła, harcowa, a później ją przeganiano. W książce „Polskie Tradycje i Obyczaje” można przeczytać, że według etnografów chodzenie z turoniem było reliktem słowiańskiego obrzędu oprowadzania po polach tura, symbolizującego siłę i płodność. Grażyna Zaremba-Szuba wspomina o ciekawym, kojarzącym się kolędnikami zwyczajem na ziemiach pomorskich. – Na dawnym Pomorzu obrzędowość pogańska, słowiańska mieszała się z chrześcijańską, protestancką. Mimo, że na tych ziemiach mieszkało wielu surowych protestantów, na wsiach popularny był zwyczaj rozdawania prezentów przez ubraną na biało dziewczynkę, która miała na głowie zielony wieniec. Kojarzy się to ze skandynawską tradycją i dniem świętej Łucji. Ta pomorska dziewczynka symbolizowała dzieciątko Jezus. Chodziła od domu do domu, rozdając dzieciom prezenty. Przychodziła wraz z osłem, który na koniec był przeganiany – mówi właścicielka Dworku Tradycja.

Inną, ciekawą tradycją, która już się nieco zatarła i niewiele źródeł o niej wspomina jest róża bożonarodzeniowa. Dawne gospodynie pomorskie robiły lampiony z czerwonej i zielonej bibuły, uformowane w kształt kwiatu. Zwykle przyzdabiano tak szklane naczynie, a do jego środka wkładano świeczkę. Z tymi lampionami wiąże się legenda o początkach chrześcijaństwa na Pomorzu. Według niej w pewnym małym miasteczku mieszkał stary człowiek, który był chrześcijaninem, ale ukrywał swoją wiarę. Jego złośliwi sąsiedzi byli poganami i wydali go swoim kapłanom. Starzec miał zostać zgładzony. Kiedy był w więzieniu, jeden z kapłanów zażartował z niego i powiedział, że jeśli w siarczystym mrozie zakwitną kwiaty, to go ułaskawią i może nawet całe miasto się nawróci. Starzec całą noc się modlił. Kiedy nastał świt, zabrano go na miejsce egzekucji. Miejsce było pełne kwitnących czerwonych róż. Starzec został uwolniony, pogańscy kapłani wypędzeni, a Pomorze przyjęło chrześcijaństwo. Podobno na pamiątkę tamtego wydarzenia czasami róże kwitną w środku zimy.

Święta z dreszczykiem

Dziś nie każdy pamięta o tym, że podczas wigilijnego wieczoru wszystko ma symboliczne znaczenie: czynności, gesty, słowa, przedmioty. Obecnie traktujemy je jako element bożonarodzeniowej tradycji, ale dla naszych przodków były czymś magicznym, wyrazem wiary w łączność ze światem nadprzyrodzonym. W publikacji „Polskie Tradycje i Obyczaje” można znaleźć informację o tym, że na terenach polskich wierzono, iż w wigilijny czas łączy się świat żywych i umarłych. Twierdzono, że w okresie świątecznym obecność tego, co nadprzyrodzone jest szczególnie odczuwalna. Uważano też, że w wigilijną noc można poznać swoją przyszłość. Podobne myśleli dawni Pomorzanie. 

Wierzyli, że w świątecznym czasie mogą się spełnić proroctwa i obietnice, np. o zatopionym w Morzu Bałtyckim mieście. Według niektórych źródeł popularna była przepowiednia, mówiąca o tym, że rybak, który usłyszy jego dzwony w bożonarodzeniową noc umrze przed Nowym Rokiem. Szczecinianie wierzyli również, że niedaleko miasta znajduje się zaczarowane wrzosowisko, gdzie żyją dusze zmarłych, których jęki słychać w świąteczne dni. Mówili, że biada temu, kto zaczyna kłótnie w Boże Narodzenie. Uważano, że zmarli z wrzosowiska upomną się o taką osobę. To z kolei przywodzi na myśl polskie porzekadło „Jaki dzień Wigilii, taki cały rok”, według którego w tym dniu należy być szczególnie ostrożnym, by nie ściągnąć na siebie nieszczęścia, nie można więc się sprzeczać ani kłócić.

Na szczęcie, dawni Pomorzanie, podczas Świąt opowiadali sobie też przyjemne historie. Jedną z nich jest opowieść o złotej mewie. Według niej w czasie Bożego Narodzenie należy iść cicho, w tajemnicy na plażę, mając w sercu życzenie. Miało się spełnić, gdy na wschodzie pojawi się światło i mewa poleci w górę, do nieba. Tę historię w nieco zmienionej formie zna też Grażyna Zaremba-Szuba. – Wystarczyło wyjść na dwór i pomyśleć życzenie, gdy zobaczyło się mewę – mówi z uśmiechem.

Dotarliśmy do końca tej gwiazdkowej opowieści. Dawne pomorskie Święta były równie barwne jak dzisiejsze. Łączyły różne tradycje i zwyczaje. Niektóre z nich są nam bliższe, inne dalsze, ale warto je znać, nie tylko by ubarwić nimi świąteczne wieczory. Stara pomorska Gwiazdka, jak ta dzisiejsza, pachniała żywą choinką, aromatem pierników, rozbrzmiewała melodiami kolęd, rozświetlała mroki zimy światłem świec i… łączyła ludzi. 

foto: pexels, www.postkarten-paradies.net

źródła: „Polskie Tradycje i Obyczaje” Anna Willman i Sylwia Chmiel; blog.pommerscher-greif.de; sedina.pl; encyklopedia.szczecin.pl; „Pomorska książka kucharska”, Grażyna Zaremba-Szuba

Świąteczny przepis:

Policzki wieprzowe z jarmużem, „Pomorska książka kucharska”

Składniki:

  • 1 kg policzków wieprzowych
  • 2 kg oczyszczonego i pozbawionego twardych części jarmużu
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka mąki, sól, pieprz, cukier do smaku

Składniki:

Do 1 litra gotującej się i doprawionej do smaku wody włożyć oczyszczone i umyte policzki wieprzowe. Gotować około 45 minut na niewielkim ogniu. Po tym czasie dołożyć jarmuż i gotować powoli jeszcze około jednej godziny. Odcedzić wywar przez sito. Jarmuż posiekać, mięso pokroić w plastry. Masło roztopić w garnku, dodając mąkę i lekko przyrumienić. Zalać rosołem. Dodać jarmuż i mięso, i jeszcze dusić razem około 10 minut.

12( 133)
Grudzień'19