Autor

Dariusz Staniewski

– Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!  – „Miś” reż. Stanisław Bareja.

Wszyscy na świecie znają taki napis – HOLLYWOOD. Umiejscowiony na południowym zboczu góry Lee w Los Angeles w Kalifornii. Jego litery są białe, mają wysokość 14 metrów, a długość całego napisu wynosi 110 metrów. I wszyscy wiedzą, że chodzi o zagłębie filmowe, „fabrykę snów”, światowe centrum produkcji filmowej. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na szczecińskiej Łasztowni zrealizowano pewien projekt ujęty w jednym z Budżetów Obywatelskich – napis SZCZECIN, przy którym mieszkańcy i turyści mogą zrobić pamiątkowe zdjęcie. Według komunikatu miasta projekt instalacji został przygotowany przez artystów z Akademii Sztuki. Ma nawiązywać do morskiego charakteru miasta, a oprócz liter składających się na jego nazwę, obejmuje również drewniane siedziska, przypominające kształtem żagle. Litery pomalowane są na biało, a elementy stalowe wykonane z tzw. stali kortenowskiej, dzięki czemu (zdaniem miasta) całość idealnie wpisuje się w krajobraz Łasztowi. Łączna długość instalacji wynosi ok. 10,5 m, a wysokość liter wraz z podstawami to 1,85 m. 

Napis stanął tam gdzie miał stanąć, a w internecie wybuchła burza. Szczecinianie masowo zaczęli kpić i wyszydzać nową atrakcję miasta – bo litery jakieś nijakie takie, bo nie podświetlone, bo za niskie, bo napis nie oddaje morskiego charakteru miasta, albo oddaje go w nikłym stopniu, że miejsce źle zostało wybrane, że najlepiej jakby napis stanął przy wjeździe do miasta np. na Trasie Zamkowej itp. Od czci i wiary odsądzono także pomysłodawców i realizatorów napisu. Niewiele pojawiło się głosów akceptujących pomysł, miejsce i wykonanie. Zakrzyczano ich (pisemnie oczywiście) nie szczędząc słów obraźliwych i tych powszechnie uznanych za wulgarne (nie ma co cytować, wszyscy wiedzą o co chodzi). I tak napis, który miał być napisem zgody szczecinian i nową atrakcją miasta, stał się kolejnym frontem wojny Polski z Polską a raczej Szczecina ze szczecinianami. A szkoda. Bo rzeczywiście powinien nas łączyć. Może należy zorganizować lokalny Okrągły Stół dotyczący napisu? Bo przecież może on stać się za chwilę odzwierciedleniem naszych marzeń i niespełnionych nadziei - miasta, które zaistnieje w końcu w… filmowym świecie. Skąd ten odważny wniosek? Od jakiegoś czasu polscy (i nie tylko) filmowcy nie omijają  już szerokim łukiem stolicy Pomorza Zachodniego. Nakręcono tu zdjęcia do kilku odcinków kultowego w Niemczech serialu kryminalnego pt. „Telefon 110”. Szczeciński port elegancko zagrał w drugiej części sensacyjnych „Kobiet mafii” Patryka Vegi. Ostatnio pojawiła się w Szczecinie ekipa realizująca nową komedię kryminalną z aktorami znanymi m.in. z „Chłopaki nie płaczą” i „Poranka kojota”, czyli „Futro z misia”. Nie milkną także echa zapowiedzi realizacji w stolicy Pomorza Zachodniego filmu polsko – bollywoodzkiego. A w ostatnich dniach światem wstrząsnęła informacja o tym, że kanał filmowy HBO zamierza nakręcić w Szczecinie serial. Kryminalno-psychologiczny w reżyserii Xawerego Żuławskiego. Trochę szkoda, że Szczecin upodobali sobie filmowi twórcy obrazów o charakterze kryminalnym. Miasto chyba nie zasłużyło sobie na łatkę „stolicy polskiej przestępczości”. A tak można by mniemać po wspomnianych wyżej produkcjach filmowych. A przecież i u nas można nakręcić np. komedię romantyczną. Wielka mi sztuka! Urokliwych plenerów nie brakuje, a fabuła w polskich komediach romantycznych jest akurat najmniej istotna. Wystarczy tylko  dobry „product placement” oraz kilku aktorów znanych przede wszystkim z plotkarskich portali, tandetnych seriali lub reklam czegoś tam. I już. W Szczecinie można ulokować także akcję jakiegoś thrillera np. dotyczącego budowy nowego promu: pt. „Przeklęta stępka”, albo filmu science fiction o odbudowie przemysłu stoczniowego np. „Kosmiczna pochylnia”. Albo film katastroficzny, „dreszczowiec” dotyczący realizacji inwestycji miejskich np.  o pękających szynach Szybkiego Tramwaju, albo o katastrofie budowlanej na Zamku Książąt Pomorskich. Wreszcie może być też thriller, którego akcja rozgrywałaby się w północnych dzielnicach miasta np. „Skolwińska masakra piłą mechaniczną”. Kilka lokalnych skandali erotycznych też nadawałoby się do ekranizacji. A szczecińska scena polityczna jakim jest wdzięcznym tematem? Taki tam „House of Cards”, to pikuś przy tym co można byłoby wykroić z tego co wyprawiają miejscy i sejmikowi radni.

Mamy więc potencjał, czekamy na filmowców. Wielki napis SZCZECIN może mieć charakter przyszłościowy, wizjonerski. Trzeba tylko nad nim trochę popracować. Zmiana miejsca byłaby wskazana. Wzgórz u nas jak na lekarstwo. Ale może mieszkańcy miasta, w tzw. czynie społecznym, powinni usypać specjalny kopiec, na wzór  jednego z tych krakowskich? I na takim wzniesieniu umieścić napis SZCZECIN, dwa, albo nawet trzy razy większy, podświetlony (jak szczecińska Filharmonia), elegancki, ostro kłujący w oczy i natychmiast dający odpowiedź na pytanie gdzie leży przyszłość polskiej kinematografii. No co? Jak mawiają Amerykanie: trzeba myśleć pozytywnie.

1( 134)
Styczeń'20
gajda