I love Szczecin

Studia w Szczecinie rozpoczął w 1976 roku. Jego ulubionymi miejscami były studenckie kluby, kawiarnie czy kina. Jak Henryk Sawka pamięta Szczecin z tamtych lat, a jak – według niego – nasze miasto wygląda dzisiaj? Zapraszamy do lektury.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Pierwsze wspomnienia związane ze Szczecinem sięgają lat 70. ubiegłego wieku. Studiowałem wówczas polonistykę. Mieszkałem w akademiku – Bakałarzu – przy ulicy Bohaterów Warszawy. Moje życie kręciło się głównie wokół życia studenckiego i kulturalno-rozrywkowego. Chodziliśmy do wielu kultowych miejsc. Uwielbiałem kina. Numerem jeden był Delfin. Oglądałem tam wiele znakomitych produkcji, przykładowo „Lot nad kukułczym gniazdem”. Był oczywiście Pionier, był także Hetman, który tak naprawdę niczym szczególnym się nie wyróżniał. Znajdował się na Pomorzanach. Pamiętam, że był kinem bardzo kompaktowym, takim jamnikowatym. Zawsze, gdy już w centrum nie można było zobaczyć jakiegoś filmu, bo skończyła się projekcja, to szło się właśnie do Hetmana. No i Colosseum – kino absolutnie fantastyczne. Ostatnim filmem, jaki w nim zobaczyłem był Gladiator. Byliśmy na nim z synem w 2000 roku.  

Studia rozpocząłem w 1976 roku i trwały do początku lat 80. Jednym z odwiedzanych przeze mnie i moich kolegów miejsc była kawiarnia Drużba położona przy al. Wojska Polskiego, tuż za Małą Sceną Rozrywki. Dyskoteki prowadził tam wyśmienity duet Bogdan Bogiel oraz Jacek Bromski. Ciekawostką jest fakt, że na bramce stał słynny… Oczko. Nie wiedzieliśmy kim będzie ten pan. Gdybyśmy mieli świadomość to pewnie już wtedy poprosilibyśmy o autograf (śmieje się – przyp. red.). Do Drużby chodziło się na wagary. Uciekaliśmy z zajęć studenckich, bo tam często było piwo – bardzo deficytowy towar. Gdy się pojawiało, od razu tworzyły się kolejki. Do dzisiaj zastanawiam się skąd wtedy jego braki. Czy wynikały może z gospodarki planowej, czy może przeznaczane było na export? To drugie to raczej mało prawdopodobne, bo było dosyć podłej jakości. Jedyne dwa znośne to Żywiec i Krakus, wtedy chyba lepsze niż teraz. Była też szafa grająca, do której wrzucaliśmy parę monet i jedna po drugiej leciały piosenki Boney M. Pamiętam również kilka innych miejsc: Herbaciarnię Szu-Hin przy ulicy Jagiellońskiej, czy pizzerię Piccolo z fantastyczną pizzą na niesamowitym cieście. Zresztą miejsce istnieje do dzisiaj. 

Uwielbiałem kluby studenckie, czyli miejsca, gdzie kwitło artystyczne życie. Występowały tam kabarety. Na bardzo wysokim poziomie były Kontrasty. To samo i Pinokio. Można było posłuchać Krzysztofa Piaseckiego, Zenona Laskowika, Kabaret Elitę. To były naprawdę doskonałe i na poziomie miejsca, gdzie prężnie rozwijała się kultura. Lokale studenckie miały też chyba pozwolenie na alkohol, co powodowało, że grupowała się w nich młodzież. A alkohol wiadomo, jest to czynnik, który rozwiązuje języki i dodaje energii. Taki zabawowy dopalacz. Nie oszukujmy się: takim był, jest i będzie. 

Mniej dostępny był dla nas świat knajp takich jak Jubilatka, Bajka czy Kaskada. Niektórzy moi koledzy, jako didżeje, zarabiali tam niezłe pieniądze. Jak marynarze wracali z rejsu i chcieli się zabawić to nie żałowali gotówki. Podobnie jak przyjezdni Szwedzi. Przelicznik za 100 naszych polskich złotych to był 1 dolar. Po upadku komuny, gdy z Ameryki przyjechał do nas wujek, był bardzo zdziwiony tym, co się stało. Powiedział zaskoczony: „Kiedyś, jak za komuny wpadałem ze 100 dolarami do Pewexu to wynosiłem pół sklepu. Teraz za to niewiele mogę już kupić”. 

Prawda jest taka, że po mieście niewiele spacerowaliśmy. Jeśli już to chodziliśmy, to na Jasne Błonia czy do Parku Kasprowicza. Dobrym miejscem był też Cmentarz Centralny, chyba ukochane miejsce spacerów matek z wózkami. Zawsze było ich mnóstwo. Nic dziwnego. Jest to przecież przepiękny park. 

Dla mnie Szczecin był i jest najładniejszym miastem w Polsce. Pamiętam, jak pojechałem do Warszawy, przejechałem Krakowskie Przedmieścia i pomyślałem: „kurde, co to za miasto, co to za małe domki, wygląda jak jakaś mała mieścina”. W tym mieście wyróżniał się tylko Pałac Kultury, w którym to dzisiaj mam przyjemność występować w Teatrze 6. Piętro w Szkle Kontaktowym, w programie na żywo. Nie mówię tak na potrzeby chwili. Szczecin jest najbardziej miejski ze wszystkich miast w Polsce. Wiadomo, zbudowany został przez Niemców, ale co z tego. Tutaj, moim zdaniem, nie ma korków. Mam porównania z innymi miastami w Polsce, a byłem chyba we wszystkich. Fakt, mają ładne Starówki, ale przejechać w szczycie czy zaparkować we Wrocławiu, w Poznaniu, czy już nie wspomnę o Warszawie, to już graniczy z cudem. Kiedyś śmiałem się z naszej Starówki, a tymczasem ona… stała się fajnym punktem. Bardzo chętnie tam bywam. Jest mnóstwo świetnych miejsc: wyjątkowy Browar Wyszak, galeria Maćka Włosińskiego i wiele innych. Nie można się tam nudzić. 

Gdy słyszę nazwę Szczecin od razu przed oczami mam nasze dźwigozaury. Jeśli chcemy komuś pokazywać miasto powinniśmy zacząć od strony wjazdu do centrum Trasą Zamkową. A to, co widzimy dzisiaj od strony Łasztowni to naprawdę Europa!

 

 
1( 134)
Styczeń'20