Prestiż od kuchni: Adam Fedorowicz

Biorąc do ręki jakikolwiek magazyn pierwsze co zwraca naszą uwagę to jego okładka. Nie inaczej jest z Prestiżem – okładka ma dla nas bardzo duże znaczenie, chociaż bardzo często przeglądanie zawartości zaczynamy od końca… Jednak żeby coś nas zaciekawiło musi przykuć naszą uwagę. Za wizualną stroną gazety stoi szereg utalentowanych osób: fotografowie, graficy, wizażystki, stylistki… Z nowym rokiem postanowiliśmy zaprezentować wam ludzi, którzy dbają byśmy byli zawsze piękni i intrygujący. Jako pierwszy: Adam Fedorowicz.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Jest niesamowicie utalentowanym fotografem a przy tym bardzo skromnym człowiekiem. Posiada umiejętność zjednywania sobie ludzi, jest zawsze życzliwy, delikatny i bardzo kulturalny. Ujmuje spokojem. Współpraca z nim należy do przyjemnych. Zrobił dla Prestiżu wiele sesji, w tym kilka mocnych i znaczących okładek jak ta z Adamem Dzieciniakiem, wcielającym się w rożne filmowe postacie: od Ojca Chrzestnego przez Szalonego Kapelusznika po Czarnego Łabędzia. – To moja najważniejsza sesja i chyba nie tylko dla Prestiżu – mówi z uśmiechem – Współpraca z takim człowiekiem jak Adam Dzieciniak to czysta przyjemność. Świetny aktor i osoba. To był naprawdę dobry dzień. Co do samych zdjęć to tak naprawdę największą robotę wykonała Maja. To jej wizja, ja tylko naciskałem na spust aparatu.

Z Mają Holcman-Lasotą tworzy super duet od lat, chociaż współpracuje także z innymi wizażystami i stylistami. – Znamy się bardzo długo, jesteśmy również dobrymi przyjaciółmi – wyznaje. – Maja jest niesamowicie kreatywną osobą, ma zawsze setki pomysłów, jest pełna pasji w tym, co robi. Ma dynamiczną osobowość, a ja jestem spokojny. Świetnie się przez to uzupełniamy i być może to sprawia, że tak dobrze się nam pracuje ze sobą. Czasem nawet nie musimy rozmawiać, by wiedzieć co myśli drugie.  

Ludzie dla Adama są najważniejsi, choć fotografuje różne rzeczy to jednak najlepiej się czuje, gdy przed jego obiektywem staje człowiek, niezależnie czy będzie to sesja fashion/beauty, klasyczny portret czy sesja wizerunkowa. Ludzie go fascynują, a umiejętność rozmawiania z nimi sprawia, że chętnie się przed Adamem otwierają a nawet… rozbierają. – Ludzie są szalenie interesujący – mówi. – Każdy jest inny i do każdego podchodzę inaczej. Czy będzie to poważny biznesmen, modelka, znany artysta, sportowiec czy zupełnie anonimowa osoba – zawsze rozmawiam z takim człowiekiem, poznajemy się. Nie każdy pewnie czuje się przed obiektywem. Jestem więc trochę jak psycholog, a że najwyraźniej posiadam zdolność tworzenia odpowiedniej atmosfery, tym bardziej mnie to cieszy.

Ta zdolność przydaje mu się w realizowanym od lat autorskim projekcie „Between light and shade”. To jego spojrzenie na nagie ludzkie ciało. –  Jest warte pokazywania, jest fascynujące i nie należy się go wstydzić – tłumaczy. –  Niestety nagość jest na co dzień pokazywana w tani, wulgarny sposób. Jesteśmy tym wręcz zalewani. Przed obiektyw zapraszam nie tylko modelki, kobiety o wysportowanych, idealnych kształtach. Każde ciało potrafi być interesujące i piękne, wystarczy wiedzieć jak je pokazać. 

Projekt trwa od lat, od czasu do czasu jego fragmenty są publikowane w różnych miejscach. Były w Prestiżu, ale też w Playboyu. – To trochę zabawne, bo to fotografia zupełnie niepasująca do stylistyki Playboya. Moja nagość to raczej studium ludzkiego ciała, czarno biała fotografia, bardzo minimalistyczna. Tymczasem kilka ze zdjęć z tej serii zostało przez Playboya docenionych i pojawiły się na łamach tego pisma. 

Mistrzem fotografii dla Adama jest Richard Avedon, wybitny portrecista i fotograf mody. Avedon zawsze szukał idealnego sposobu na dotarcie do sedna „kondycji ludzkiej”. Wdawał się w rozmowy ze swoimi gości, często zadawał głębokie i trudne pytania. Robił to by uzyskać jak najlepszy i jak najbardziej szczery portret fotografowanej przez siebie osoby. Do tego minimalista w formie, swoich modeli ustawiał zazwyczaj na tle białej ściany. – Mistrz i inspiracja, chociaż on chętnie sam stawał przed obiektywem czy fotografował się ze swoimi gośćmi. Ja najlepiej czuje się po drugiej stronie aparatu. Sam swoich zdjęć mam chyba raptem dwa – śmieje się. – Zawsze byłem wycofany, raczej introwertyczny. Fotografia mnie również otworzyła na ludzi.

Adam nie kończył żadnej artystycznej szkoły, jest samoukiem. – Mój pierwszy aparat znalazłem w rodzinnym domu. Byłem ciekawy co mogę z nim zrobić i wykonałem kilka zdjęć. Spodobało mi się to co wyszło, fotografia też zainteresowała mnie od technicznej strony – opowiada. – Pierwsze zlecenie przyszło dość szybko a później jakoś samo wyszło. Niespecjalnie się promowałem, tu zadziała poczta pantoflowa. W ogóle mam problem z autopromocją.

Dopiero niedawno zdjęcia Adama pojawiły na Instagramie, portalu społecznościowym, gdzie fotografia zajmuje ważne miejsce. – Nidy nie miałem takiej potrzeby by promować się w sieci. Wiem, że to zupełnie nie nowoczesne podejście do tematu – śmieje się. – Wynikało to z braku czasu. Jakiś czas temu to zmieniłem i okazało się, że przez te wszystkie lata zrobiłem naprawdę dużo zdjęć. Co do samej fotografii i tego, że teraz każdy może robić zdjęcia, bo technologia nam na to pozwala. Cóż… tak jest jak chyba ze wszystkim. Dobre zdjęcie samo się obroni, posiadanie super sprzętu nie wystarczy. Trzeba mieć oko, mieć wyczucie kiedy nacisnąć spust.

Przed Adamem kolejne sesje i zdjęcia. Przyznał, że chciałby więcej popracować w fotografii fashion. – To świetna rzecz, codziennie oglądam co dzieje się w tym temacie, jak zmieniają się trendy. Tu ciągle się coś dzieje. W jednym sezonie modne jest to, w następnym coś innego – mówi. – Myślę też od czasu do czasu o wydaniu albumu i zorganizowaniu wystawy z moim autorskim projektem. Materiału mam dość. Tylko nie jestem pewny czy zrobić to teraz. Na pewno chce dalej współpracować z Prestiżem. I powiem coś, co jest absolutną prawdą, a nie żadną kokieterią. Współpraca z wami jest najlepsza.


 

www.adamfedorowicz.com

2( 135)
luty'20