Niepokonany – Grzegorz Markowski

Trudno wyobrazić sobie polską scenę muzyczną bez Grzegorza Markowskiego oraz grupy Perfect. Przecież może się wydawać, że istnieli od zawsze. Niestety, 6. marca Perfect zagra jubileuszowy, pożegnalny koncert w naszym mieście. – Nie żegnam się z muzyką, może wystąpię gościnnie w jakimś wydarzeniu. Nie chcę być jednak karykaturą samego siebie – powiedział nam Grzegorz Markowski. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Kończy się przygoda z grupą Perfect. Schodzi pan ze sceny niepokonany?

Nasza ostatnia trasa urodzinowa jest pod hasłem „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”… Nadchodzi taki moment w życiu, że coś co cię zawsze cieszyło, przestaje. Powstało wiele medialnych nieporozumień w związku z moim odejściem z Perfectu. Nie żegnam się z muzyką, może się zdarzyć, że wystąpię gościnnie w koncercie Patrycji czy jeśli pojawi się ciekawa propozycja udziału w interesującym wydarzeniu muzycznym. Uważam, że muzyczny czas zamyka się dla mnie w najlepszym możliwym momencie. Jeszcze mogę, jeszcze chcę, ale wiem, że finał nieubłaganie nadchodzi. Jak wyznaczyć tę granicę? Nie mam pojęcia. Nigdy nie chciałem zostać karykaturą samego siebie.

Jak wyglądało dotychczasowe życie Grzegorza Markowskiego: czy grając rocka trzeba rzeczywiście prowadzić rocknrollowy styl życia? 

O tym jak żyją rockendrolowcy napisano już tyle prawd i kłamstw, że nic oryginalnego nie dodam. To życie ciągle na walizkach, codziennie w innym hotelu, w drodze. Sukcesy i smutki razem z kolegami dzielone, czasem zakropione alkoholem, ale z wiekiem coraz rzadziej, by wytrzymać tempo tej pracy. Wbrew pozorom trzeba żyć higienicznie. Codziennie od lat ćwiczę na siłowni, żeby na scenie nadal mieć tą energię i nie stać się smutnym starszym panem z mikrofonem. Palę papierosy, nie powinienem, ale lubię.

40 lat to sporo czasu. Tyle spędził pan w jednym z najważniejszych zespołów polskiej sceny muzycznej. Jest coś, czego po tylu latach się żałuje?

Perfect to prawie całe moje muzyczne życie. Wcześniej był Teatr na Targówku, szkoła życia artysty nie do zastąpienia, nagrałem także solową płytę „Kolorowy telewizor” w dawnych czasach. Czasem fani mówią na mnie Mr. Perfect, a Perfect przecież to zespół – pięciu ludzi – razem na scenie i poza nią. Miałem szczęście do ludzi, Zbigniew Hołdys miał wyczucie i talent, zaprosił mnie do Perfectu, a życie napisało dalej swój scenariusz. Czy czegoś żałuję? Może, że nie jestem ciągle młody? Ale to przecież normalne. Bardzo chciałem zdążyć nagrać płytę z córką – i jest, „Droga” wydana w styczniu 2019 roku. Gdybym nie zdążył… tak, tego bym żałował na pewno.

Jeszcze dłużej, bo już teraz 47 lat (!) jest pan żonaty z panią Krystyną. Ogromne gratulacje. Jaki jest przepis na sukces w małżeństwie? W dzisiejszych czasach ludzie, zamiast naprawiać, wolą wymieniać. 

Wydaje mi się, że bycie singlem w tym zawodzie zabija. Na chwilkę super, ciągle nowe twarze, nowe znajomości, ale dla mnie zawsze najważniejsza była perspektywa. A to daje rodzina. Bez poczucia stabilności – nie przetrwasz, za dużo pokus. Niepewność z każdej strony. Skąd tyle osób na lekach psychotropowych i u psychologów? Małżeństwo od zawsze było dla mnie tą opoką, miejscem, do którego się wraca z każdej trasy koncertowej. Jestem starej daty, nie wymieniam – naprawiam. Mieszkamy wciąż w tym samym domu od lat. Naprawiłem dach niedawno – trzeba było.

Nigdy, przez te wszystkie lata, nie pomyślał pan o tym, że mógł pójść zupełnie inną drogą? Czy muzyka jest jednak czymś koniecznym?

Szedłem inną drogą jak musiałem. Pracowałem w firmie budowlanej u ojca. Z ojcem malowaliśmy między innymi warszawskie metro. Utrzymanie rodziny zawsze było dla mnie najważniejsze. Ale jak widać chyba wolę śpiewać, nikt mnie do tego nie zmuszał. Jacek Cygan napisał dla mnie bardzo ważny osobisty tekst „Odnawiam dusze” do ballady Darka Kozakiewicza z naszej płyty „DaDaDam” (2014). Świat bez muzyki byłby nie do wytrzymania. Ale ciszę po koncercie też kocham. Jak zawsze najważniejsza jest proporcja.

Ile przez wszystkie lata zagraliście koncertów? Wszystkie były udane?

Tysiące. Pamiętam zdarzenia podczas koncertów, niektóre twarze, na pewno koncert na dachu Cepelii jak zgarnęła nas policja, koncerty dla Polonii w USA czy UK mają swój odmienny charakter. Nie pamiętam gdzie, ale pamiętam jak miałem zaćmienie umysłu i zapomniałem tekstu w „Autobiografii”… tego się długo nie zapomina!

Można powiedzieć o panu, że jest majętnym człowiekiem i muzyka ustawiła życie? Będą przysługiwały panu świadczenia emerytalne?

Otrzymuję emeryturę jak każdy człowiek pracujący w moim wieku, który pracował całe życie. Te świadczenia nie starczyłyby mi na opłacenie rachunków za dom. Ostatnie lata naszego życia były dosyć obfite, a że jestem zapobiegliwy, odkładałem na spokojną starość. Może na 120 lat nie starczy, ale żeby przeżyć najbliższe lata – czuję się w miarę bezpiecznie.

Jak pan ocenia to, co dzisiaj dzieje się w Polsce. Nie kryje się pan z poglądami politycznymi. Nie obawia się tego, że może się to komuś nie spodobać? I nie mówię o fanach… Może były już jakieś problemy związane ze szczerością?

Myślę, że po tym jak zrobiliśmy sobie z Patrycją zdjęcie w koszulkach „Konstytucja” nikt nie ma wątpliwości co do moich sympatii politycznych. Jak się to komuś nie podoba, to trudno. Jestem konsekwentny w swoich wyborach i mogę spojrzeć sobie w lustro. Uważam, że demokracja to narzędzie dostępne dla wszystkich i tych u władzy, i tych w opozycji. Cieszę się, że nasi fani się nie podzielili – łączymy ludzi. Poglądy polityczne nie są w stanie zniszczyć wspólnoty przeżyć i miłości do muzyki. Na to liczę.

Ostatnia płyta nagrana została z Patrycją, pana córką. Czy jest to najważniejszy krążek w Pana karierze? Wielokrotnie podkreślał pan, że Patrycja jest nie tylko córką, ale również przyjaciółką, najważniejszą osobą w pana życiu.

O tym już mówiłem, że tego bym sobie nie darował, gdyby ta płyta nie powstała. Ale jest. Jest dla mnie bardzo ważna, pod każdym względem, emocjonalnym, uczuciowym, muzycznym. Na niej śpiewam piosenki, nie tylko duety, których nie mógłbym zaśpiewać w Perfekcie. Praca z Patrycją nad tą płytą to była po prostu przyjemność. Ona doskonale wie czego chce. Produkcją tej płyty zaopiekowała się nasza managerka – dogadały się z Patrycją w punkt i tak powstał ten album. Kupa roboty, ale też fajnych rozmów i dobrej wspólnej zabawy. Pojechaliśmy razem kręcić klipy do Hiszpanii, obie mnie wkręciły, że zrobimy 1 w 3 dni, a wiedziały z góry, że chcą zrobić 2. Dlaczego chce kończyć karierę? Nie chcę nie nadążać…. 

Wyobraża sobie pan zespół Perfect z innym wokalistą? Kto z obecnej sceny muzycznej najbardziej pasowałby do składu? Może Patrycja?  

Ona ma swój zespół i swoją muzykę. Gdy usłyszałbym zespół z innym wokalistą to na pewno byłby dla mnie dziwny dzień. To jak z pożyczaniem auta, niby ok, ale nikt nie ma ochoty. Czy to się zdarzy? Czas pokaże.

Pożegnalny koncert grupy Perfect odbędzie się również w Szczecinie. Wielokrotnie pan występował z zespołem w naszym mieście. Podobno Szczecin ma jakieś szczególne miejsce w pana sercu?

Do Szczecina przyjeżdżamy zawsze z uśmiechem, choć to zawsze jakoś daleko. Tu mieszka nasz przyjaciel Adam Grochulski. Dżentelmen pełną gębą, mało już takich ludzi na świecie. Zawsze nas gości po królewsku, ale przede wszystkim jest i się naprawdę wzrusza… Obawiam się, że na koncercie w Szczecinie 6 marca jeden z moich szalików nie wystarczy by osuszyć łzy wzruszenia Adama. W każdym razie tak, pierwsze skojarzenie: Szczecin – Adam Grochulski i jego zjawiskowa żona – Danka.

Będzie pan przyjeżdżał tutaj teraz turystycznie?

Na pewno wrócę tu jeszcze nie raz, dla przyjemności. Jeśli mnie spotkacie na ulicy, wiadomo z kim będę szedł na wódkę (śmiech).

Czego możemy życzyć Grzegorzowi Markowskiemu? Czy może pan obiecać, że nie da o sobie zapomnieć i fani będą mieli okazje do kolejnych spotkań?

Piosenki nie dadzą o mnie zapomnieć jeszcze przynajmniej jakiś czas. Ktoś powiedział do mnie w Sosnowcu, „Panowie, schodzicie ze sceny w butach”, bardzo mi to utkwiło w pamięci. Życzcie mi, żeby tak zostało.

 
2( 135)
luty'20
gajda