Autor

Dariusz Staniewski

* Nie straszny był im wiatr porywisty, ani lecąca z nieba woda. Tłumy mieszkańców Szczecina oraz turystów ruszyły w miasto! Czyżby gdzieś coś rozdawano za darmo? Czyżby gdzieś były na coś jakieś atrakcyjne promocje? Czyżby do miasta zawitał Zenek Martyniuk? 

Otóż nie. Ludzie ruszyli, bo chcieli. Zapragnęli poznać trochę historii miasta w ramach VIII edycji Międzynarodowego Dnia Przewodnika Turystycznego. Przygotowano dla nich kilka atrakcyjnych tras np. „Śladami rodziny Stoewerów”. Inni zobaczyli m.in. Browar Bosman, archiwum Straży Granicznej czy też podziemia Urzędu Miasta. Niektórzy przeszli szlakiem filmów kręconych w Szczecinie, a jeszcze inni oglądali zabytkowe dziedzińce i podwórka. Fajne to i ciekawe, atrakcje niewątpliwie. Ale brakuje w tym trochę jakiejś nutki fantazji, jakiejś niezwykłości. Choć ukłon do pasa przed tymi, którzy trasy na Dzień Przewodnika opracowywali. Ale większość tych miejsc jest już jednak znana i obejrzana. A przecież można byłoby popracować nad czymś nowym, niebanalnym, czymś takim, że jak mieszkaniec o tym usłyszy, to otworzy usta ze zdumienia. A co dopiero turysta! Ale niby co? Łatwo nie jest. Ale jak mawiają telewizyjni kucharze - celebryci: kto nie próbuje, ten się nie zatruje. 

A może coś takiego - przygotować trasę głośnych przestępstw i znanych przestępców Szczecina - przed wiekami i współczesnych? Zaczynając np. od szczecińskiego Wzgórza Wisielców, poprzez wieki (na pewno znajdzie się ktoś „godny” uwiecznienia na takiej trasie) a kończąc na sławnym w całej Polsce Rzeźniku z Niebuszewa (w ubiegłym roku jego popularność sięgnęła zenitu - ukazały się aż trzy książki na temat tego osobnika oraz jego działalności, dziw, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, aby np. drukować koszulki z jego podobizną - w USA taki temat zostałby wyeksploatowany „na maksa”) oraz lokalnych grupach przestępczych lat 90 ubiegłego wieku, które trzęsły miastem i spędzały sen z powiek szczecińskich poruczników Borewiczów czy kapitanów Żbików. Kto wie, może taką trasę można byłoby ubarwić jakimś tradycyjnym „spotkaniem z ciekawym człowiekiem” np. jednym z dawnych „cynków” - utwardzaczy bruku i chodników pod Peweksami. Może któryś z nich chciałby się podzielić swoimi wspomnieniami oraz umiejętnościami? A może stworzyć szlak upadłych szczecińskich firm? Jest przecież tego trochę - stocznia Warskiego, wytwórnia paprykarza, huta, papiernia Skolwin, zakłady odzieżowe Odra, Wiskord. Albo kolejny pomysł. Ta trasa na pewno wzbudziłaby sensację i cieszyłaby się mega popularnością - szlakiem dawnych szczecińskich lokali gastronomicznych i rozrywkowych. Tych, których nie ma a o których chętnie opowiadają ludzie, którzy pamiętają jeszcze PRL. Co my tu mamy? Proszę bardzo: Ryska, Żeglarska, Jagódka, To Tu, Jubilatka, Zamkowa, Gdak, Bosmańska, Szczecinianka,   Szu Hin, Artystyczna, Balaton, Paloma, Kaskada, Ułańskie, 13 Muz, studenckie kluby Trans, Pinokio, Kubuś i Atut, Wenus, Bajka, cukiernie Duet oraz Lucynka i Paulinka, Kaprys, czy też Dachy Paryża. Ileż wspomnień…Niejednemu
i niejednej łza się w oku zakręci! Ileż wypitego alkoholu, ile kaców, ile mordobić, ile skonsumowanych potraw (dziś już zapomnianych lub zabronionych przez dietetyków czy jakieś maniaczki fitness), ile szalonych bali, ile pierwszych miłości, nawiązanych romansów, ile zdrad, ile małżeństw i rozwodów, ile skradzionych portfeli, zastawionych zegarków i przetańczonych dancingów po świt. Ludzie, aż się prosi! To wcale nie musi być szlak przygotowywany raz do roku. Może być stałą prezentacją poszerzoną też (biorąc pod uwagę turystów zza Odry) o np. miejsca, w których istniały sławne przedwojenne lokale - restauracje, piwiarnie (których było od groma), cukiernie, ogródki itp. I w ten sposób upieczemy kilka pieczeni na jednym ogniu (jak w prawdziwej knajpie) - zyskamy kolejną atrakcję Szczecina, lokalną, ale jednocześnie międzynarodową, chwała i sława kilku kultowych miejsc nie przepadnie, a wręcz będzie utrwalana. No to na szlak!

* I jeszcze o związkach Szczecina z jedzeniem. Zwłaszcza z jej potrawą - wizytówką. Klub piłkarski Pogoń Szczecina (przez niektórych nazywany Dumą Pomorza, przez lokalnych złośliwców Dumą Pomorzan, przez wrogów D…ą z Pomorza a ogólnie w Polsce „paprykarzami” lub „portowcami”) wypuścił na rynek własną wersję…paprykarza! Recepturę opracowano z pewnym lokalnym producentem. I tak powstał Portowy Paprykarz Szczeciński. To bardzo słuszna idea, którą powinniśmy zmierzać. W stolicy Pomorza Zachodniego na rynek powinny więc trafić w najbliższym czasie kolejne wersje paprykarza np. Urząd Miejski powinien wypuścić Magistracki lub Prezydencki, marszałek województwa Marszałkowski, wojewoda Wojewódzki. A idąc dalej: Policyjny, Stoczniowy, Pocztowy, Energetyczny, Lekarski, Strażacki, Budowlany, Wodociągowy, Kolejowy, Arcybiskupi, PiS-owski, Platformerski itd. itp. A raz do roku, na nowym stadionie Pogoni. mogłyby się odbywać wielkie zawody - czyj wyrób jest lepszy. Pod hasłem: „każdy na świecie marzy, by skosztować naszych paprykarzy”. 

 
3( 136)
Marzec'20
gajda