My, hrabiny

Matki, żony, córki, siostry, te samotne i te w związkach. Te robiące kariery i te walczące każdego dnia o spełnienie swoich marzeń. To bohaterki dowcipnych monologów autorstwa Anny Ołów Wachowicz, ożywionych przez Olgę Adamską. „My hrabiny nie płaczemy” mówione i śpiewane historie o codzienności kobiecego życia, zadebiutują 1 kwietnia na scenie Teatru Kameralnego, a także na kartach książki, która pojawi się w tym samym czasie.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Wszystko zaczęło się od bloga „Jest sprawa” współprowadzonego przez Anię. Jej pełne ciętego dowcipu opisy rzeczywistości
z punktu widzenia kobiety szybko stały się popularne, a publikowane w formie postów na Facebooku zaczęły zataczać coraz szersze kręgi aż pewnego dnia pojawiły się przed oczyma Olgi Adamskiej. – Urzeczona po lekturze wpisu zatytułowanego „Dzień matki”, w którym Ania opisała historię o tym jak wróciła do domu lekko wstawiona, a co nadal jest tematem tabu, postanowiłam do niej napisać. Wysłałam jej wiadomość: autorko dzisiejszego postu, kim jesteś? – mówi aktorka. – Skontaktowała się ze mną, ale dopiero po roku wróciłam do tematu i zaproponowałam jej przełożenie tych tekstów na język teatru.

Ania bez wahania przystała na taką propozycję, a po tym, kiedy zobaczyła Olgę w monodramie „Uwiedziona” nie miała żadnych wątpliwości co do tego pomysłu – Wybrałam tylko te teksty, które dotyczą moich przeżyć – mówi. – Tak się składa, że część z tych opowieści była udziałem moich koleżanek.  Wydało mi się, że lepiej będzie, jak ta część pozostanie w bardziej prywatnej sferze. Podzieliłam się wyłącznie swoim życiem.

„Hrabiny” to typowo kobiece spojrzenie na to, co się dzieje naokoło. Bardzo współczesne. – Bohaterką monodramu jest dziewczyna z sąsiedztwa, tytuł zaś – metaforą – tłumaczy aktorka.  – Hrabina oznacza dzielną kobietę, taką która nie lubi się awanturować jak przekupa na targu, potrafiącą przemyśleć każdy problem i przyjść z gotową odpowiedzią. To, że nie płaczemy oznacza tylko tyle, że też potrafimy się z wielu rzeczy śmiać. Posiadamy umiejętność spoglądania na przydarzające się nam sytuacje anegdotycznie. Trzymamy dystans.

Monodram nie jest też żadnym feministycznym manifestem ani próbą umniejszania roli mężczyzny w naszym życiu – Facet
w tych historiach, pomimo iż jest na drugim planie, traktowany jest
z sympatią, z dużą dawką ciepła – tłumaczy Olga. –  Mi samej prywatnie, w relacji kobieta – mężczyzna odpowiada partnerstwo. Lubię, kiedy jesteśmy ze sobą kompatybilni. Dlatego tez reżyserem spektaklu jest mężczyzna.  Omawiam z nim każde zagadnienie, jest dla mnie pewnego rodzaju odniesieniem.

Autorka monologów uważa się za statystyczną szczeciniankę
i to co opisuje jest bardzo charakterystyczne dla kobiet tutaj mieszkających, także ich punkt odniesienia do rzeczywistości.
– Umówmy się, należymy do takiej grupy osób, które w swoim mniemaniu trzymają pewien wysoki poziom – śmieje się. – Każda z nas przecież urodziła się księżniczką, a jeśli nie księżniczką to hrabiną i tak chciałaby być traktowana. Oczywiście, że nie płaczemy. Wolimy ten płacz wyszydzić, zamienić go w śmiech. Szczecin, w którym mieszkamy, z jednej strony nie jest wielkim miastem
a z drugiej nie jest też małym. Przebywając w swoich kręgach towarzyskich, prędzej czy później na siebie natrafimy, co ma swój urok i klimat. Co ciekawe to miejsce, w którym możemy spotkać jednego dnia mnóstwo znajomych osób, a następnego pozostać całkowicie inkognito. To tez nas charakteryzuje.  

Według Ani śmianie się z siebie jest pewnego rodzaju mechanizmem obronnym, ale też wielką zaletą. – Właściwie w każdej sytuacji, nawet w tej najbardziej dramatycznej można odnaleźć coś zabawnego – stwierdza. – Przyznaję się: zdarza mi się śmiać nawet na pogrzebach. Jestem zawsze wzruszona, ale obserwując np. niektórych uczestników uroczystości zauważam czasem wiele absurdalnych szczegółów. Śmiech nie jest tu kpiną tylko rozładowaniem napięcia. My kobiety zazwyczaj staramy się być perfekcyjne, bardzo dbamy o tą naszą powierzchowność. Po prostu świetne i niezastąpione w każdej roli. Dziwnym nie jest, że w końcu to puszcza i przydarzają się nam sytuacje, po których nic tylko usiąść i się śmiać. Ja to widzę i opisuję.

A Olga Adamska to odtworzy na scenie. Wybrane teksty autorstwa Ani uzupełnione zostaną m.in. przez socjologiczne obserwacje Hanny Bakuły i jeden męski tekst Wiesława Myśliwskiego.
To nie jedyny udział mężczyzny w tym projekcie. Całość wyreżyseruje Zura Pirveli a „hrabinie” na scenie będzie akompaniował wybitny akordeonista Roman Rydz. Nic tylko przyjść, usiąść, posłuchać i się śmiać.

autor: Aneta Dolega / foto: Karolina Nowaczyk, Anna Bal

 
3( 136)
Marzec'20
gajda