„Romeo i Julia” Opera na Zamku w Szczecinie

Muzyka: Charles Gounod
Libretto: Jules Barbier i Michel Carré wg tragedii Wiliama Szekspira
Reżyseria: Michał Znaniecki

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Reżyser Michał Znaniecki kluczem do swojej (oraz autorów libretta) operowej interpretacji nieśmiertelnego dramatu Szekspira czyni formułę teatru w teatrze. W pierwszej scenie chór zapowiada, że będziemy świadkami właśnie inscenizacji… Tworzy tym samym symboliczny dystans i pozostawia pewien interpretacyjny margines, który na miłosną historię pozwala spojrzeć z szerszej perspektywy, także tej aktualnej vel politycznej. O teatralizacji do kwadratu świadczy także monumentalna scenografia Luigi Scoglio: to kilkupiętrowa konstrukcja o misternych zdobieniach i efektownej iluminacji. Jedni widzą w niej antyczny amfiteatr, inni ociekające krwią Koloseum, a jeszcze inni wnętrze teatru elżbietańskiego. A może to cerkiewny ikonostas, nadający scenom prowadzonym na owalnym podeście sakralnego charakteru – ołtarz miłości vs. ołtarz ofiarny. Żartobliwa interpretacja zasłyszana podczas premiery, kierowała jeszcze skojarzenie na kolumnadę z czołówki „Muppet Show”, co pierwotnie wydawało się niepoważne, lecz po namyśle… całkiem trafne. Szczególnie w odniesieniu do uniwersalnych znaczeń dramatu Szekspira i ich współczesnego rozumienia. 

Orkiestrę poprowadził – wierny partyturze jak Romeo Julii – Franck Chastrusse Colombier, francuz, obecnie kierujący muzykami Opery Śląskiej w Bytomiu. Instrumentaliści Opery potwierdzili swoje muzyczne wyczucie, dyscyplinę i przede wszystkim umiejętności. Pięcioaktówka Charles’a Gounoda zawiera obszerne fragmenty wyłącznie instrumentalne, co pozwala wyraźniej wybrzmieć muzyce, ale też daje nieco interpretatorskiej wolności i przestrzeń do popisów baletu. Świetnym pomysłem było zróżnicowanie zwaśnionych rodów nie tylko kostiumem (znakomita praca samego reżysera), ale także ruchem. Zadanie powierzono zatem dwójce choreografów – Elżbiecie i Grzegorzowi Pańtak – którzy stworzyli odległe od siebie ruchowe kompozycje: Kapuleci – z klasycznie baletową manierą, Monteki – zawadiacko i dynamicznie, wręcz musicalowo. O ile choreografie wpisane w akcję (szczególnie sceny pojedynków) wypadły pysznie, to zbyt rozbudowane baletowe „wypełniacze”, choć znakomicie wykonane, były po prostu sztuczne.       

Sceniczni kochankowie – Victoria Vatutina i Pavlo Tolstoy – perfekcyjni aktorsko i wokalnie, szczególnie w duetach. Vatutina stworzyła niezwykle przejmującą postać, ale pozostawiła sobie wykraczająca poza „epokę” swobodę widoczną w niektórych scenach w niemal prywatnych gestach i mimice. Znakomity zabieg. Tolstoy urzekł charyzmą i śpiewaczą sprawnością. Świetny był Mercutio w interpretacji Christiana Oldenburga, znanego szczecińskiej publiczności z brawurowego wcielenia w „Procesie” z muzyką Philipa Glassa. Bardzo dobrze wypadli także Lucyna Boguszewska jako Stefano i Michał Sobiech – Parys. Przyjemnością było także oglądanie (i rzecz jasna słuchanie) wybitnego Aleksandra Teligii wcielającego się w postać Ojca Laurenta. 

Monumentalne widowisko Znanieckiego pełne teatralnych fajerwerków zachwyca. Jest tu wszystko przynależne gatunkowi, a nawet więcej (zbyt dużo?) – elementy akrobatyki czy odważne interwencje w przestrzeń widowni. Całość jest jednak niespójna
– kontrast między subtelnymi duetami czy kameralnymi scenami, a wręcz bizantyjskim przepychem kolejnych fragmentów burzy nastrój i rytm dzieła. W zbiorowych scenach tłum wykonawców niezbornie rozsadza scenę. Niektóre kameralne sceny toną w mroku, zupełnie ignorując wizualny rozmach. 

Jest jednak coś jeszcze – geniusz Szekspira i wspomniane współczesne polityczne konotacje. Prawem się nie da. Po prośbie też nie. Siłą nie można. Śmiechem nie wyszło. To może miłością? Ciekawe czy poza teatrem, w realnej przestrzeni pękniętego Narodu, znalazłaby się taka para, która by zwaśnione społeczeństwo pogodziła… Prestiżowe 5/6.  

3( 136)
Marzec'20