Serce dla Ghany

Trzy szczecinianki pojechały do Ghany. Miały tam tańczyć, ćwiczyć jogę i odpoczywać. Nie wszystko poszło jednak tak, jak przewidywały. Zamiast zajmować się wyłącznie relaksem, poznały codzienne życie Ghańczyków, ich troski, biedy, a także małe radości. To wszystko ogromnie je poruszyło. Postanowiły pomóc. Tak powstał projekt Mama Africa. To inicjatywa Doroty Kaweckiej, Moniki Niedźwieckiej i Izabeli Szukiewicz. Szczecinianki swoją charytatywną działalnością pokazują innym, że niewiele trzeba, by zmienić czyjś świat na lepsze.

Autor

Karolina Wysocka

galeria

Kobiety na końcu świata

Panie zgodnie przyznają, że ich podróż do Ghany miała być wyprawą w głąb samych siebie, ale stała się podróżą do serc dzieci. – Tańczymy taniec afrykański, Magdalena Prieditis, która prowadzi zajęcia, zaproponowała nam wyjazd do Ghany. Stwierdziłyśmy, że to świetna okazja, aby oderwać się od codzienności – wspomina Dorota Kawecka. Szczecinianki zaczęły przyglądać się afrykańskiemu krajowi, odwiedzać różne miejsca. Ich wyprawa nie była wycieczką jak z turystycznego folderu, ale podróżą, która wywołała w nich głęboką refleksję. Zauważyły, że Ghana to gościnne i przyjazne miejsce, ale jednocześnie biedne, brudne, a także bardzo naznaczone piętnem niewolnictwa. To tam znajduje się zamek Elmina, miejsce jednego z największych ludzkich dramatów. Był on pierwszą stałą placówką handlu niewolnikami. Dziś jest symbolem nieludzkiego traktowania człowieka… przez człowieka i przestrogą. To w Ghanie znajduje się też wielkie śmietnisko Zachodu. – Na ogromnych hałdach odpadów bawią się dzieci. Panuje tam straszliwy smród, który pamiętam do dziś, wciąż go czuję – przywołuje nieprzyjemne wspomnienie Monika Niedźwiecka. Dla szczecinianek była to podróż do innego świata, jak same przyznają zobaczyły prawdziwą Afrykę. Trudne warunki bytowe, ciężką pracę, smutny los wielu dzieci. Poruszyła je ogromna niesprawiedliwość społeczna, poczuły smutek, a nawet wyrzuty sumienia jako część europejskiego świata, który przyczynił się do tej sytuacji. To w Ghanie odwiedziły Monikę Quarcoo (wcześniej Kaczmarczyk), która pracuje na rzecz najmłodszych z wioski w Duadze. Polka założyła dla nich przedszkole. Tam dzieci mają zapewnioną opiekę, bezpieczeństwo i posiłek. Uczą się, bawią, odpoczywają. Mają szansę na lepszy byt. – Monika musi mieć jednak co miesiąc na to pieniądze, na wyżywienie, ubrania, wynagrodzenia dla opiekunów – zaznacza Dorota Kawecka.  W tej miejscowości odwiedziły też szkołę, do której obecnie uczęszcza 400 uczniów, a brakuje m.in. pomocy dydaktycznych. Wszystko, co zobaczyły, czego doświadczyły tam szczecinianki, bardzo je poruszyło. Wtedy zaczęła im kiełkować myśl o pomocy dla małych mieszkańców Ghany. Duży wpływ na ich spostrzeżenia miało też miejsce, w którym mieszkały, ubogi hostel w małej wiosce rybackiej, niedaleko Elminy. – Prowadzi go mężczyzna, który chce pomóc dzieciom z tej miejscowości. Stworzył dla nich zespół taneczny i bębniarski. Działalność hotelarska pomaga mu we wspieraniu tej inicjatywy. Tam dzieci mają opiekę, mogą się bawić, odrabiać lekcje – mówi Izabela Szukiewicz. Panie właśnie w tej wiosce zawiązały pierwsze znajomości i przyjaźnie. Rozmawiały z mieszkańcami, były zapraszane do ich domostw, kościoła. Przyglądały się afrykańskiej codzienności. – To nie jest dostępne dla przeciętnego turysty, który mieszka w resortach z basenami i podróżuje zwiedzając Afrykę z autobusu – wyjaśnia Dorota Kawecka. Szczecinianki mogły poczuć na własnej skórze, co to znaczy tam mieszkać, żyć, pracować. Poznały różnorodność Afryki. Walkę z upałem, insektami, problemy związane z niedostatkiem wody czy brak podstawowych środków do życia, a także wielkie marzenia oraz proste radości. Zauważyły, że mieszkańcy Ghany są życzliwi, odnoszą się do innych z szacunkiem, opiekują sobą nawzajem, wspierają w trudnych chwilach, tworząc zgraną wspólnotę. Spotkały się z ich strony z ogromną otwartością i życzliwością. W hostelu, gdzie mieszkały, poznały Michaela, pracownika miejsca, który służył im pomocą na każdym kroku. To on zwrócił im uwagę na to, że w Afryce edukacja jest prawdziwym luksusem. Opowiedział swoją historię, a panie postanowiły mu pomóc. To był kolejny impuls i krok ku utworzeniu projektu: Mama Africa. Kiedy wszystko w jego sprawie się udało, był przeszczęśliwy. Nazwał swoje dobre dusze wspaniałymi mamami z Polski. Właśnie od słów Michaela wzięła się nazwa inicjatywy trzech szczecinianek. 

Misja: odbudowa

Często słyszy się głosy, że Afryka to dzieci. Właśnie one najbardziej potrzebują pomocy. Wiele osób wierzy, że w przyszłości, gdy dorosną, mają szansę zmienić swój kraj. Teraz brakuje im jednak podstawowych rzeczy. Potrzebują opieki, wyżywienia, środków higienicznych i edukacji. Prawie wszystkiego, co potrzebne jest do prawidłowego funkcjonowania. Szczecinianki tworząc swoją inicjatywę, działały pod wpływem impulsu, ale przygotowały się do niej, wiedząc, że akcje charytatywne mają sens, jeśli odpowiadają na prawdziwe, konkretne potrzeby. Obserwowały, pytały ludzi w Ghanie, konsultowały swoje pomysły. Współpracują blisko z Moniką Quarcoo, która mieszka w Afryce. – Mocno związałyśmy się z Moniką, by wspierać ją w wartościowych projektach i pomagać w ich rozwijaniu – wyjaśnia Dorota Kawecka. Podkreślają, że ich akcja charytatywna jest jak praca u podstaw, znana nam z pozytywistycznej literatury. Głównymi celami szczecinianek jest działanie na rzecz poprawy warunków życia dzieci z Ghany i zapewnienie im edukacji. Starają się patrzeć na szerszy obrazek. Mówi się, że działanie na rzecz najbiedniejszych, najbardziej pomijanych, może w końcu pomóc Afryce wyjść z zacofania. Podnieść stan zdrowia i wiedzy ludzi, a także odtworzyć poczucie wartości, nadszarpnięte wieloma wiekami niewolnictwa. W skrócie: odbudować Afrykę. Szczecinianki pomagają i zachęcają do tego innych. Podkreślają, że każdy, nawet najdrobniejszy gest się liczy. Ich projekt nie ma nawet roku, a już udało się zrealizować kilka pomocnych inicjatyw, dzięki którym życie najmłodszych w Ghanie staje się coraz bardziej barwne i wartościowe. Wśród najważniejszych celów pań z Mama Africa jest m.in. utrzymanie dzieci we wspomnianym przedszkolu założonym przez Monikę Quarcoo. – Warto wiedzieć, że w Afryce nie ma instytucji przedszkola publicznego. Monika wybudowała i stworzyła to miejsce, by najmłodsi nie byli pozostawieni sami sobie – mówi Izabela Szukiewicz. Przedszkole utrzymywane jest wyłącznie z datków, a chodzi do niego około 80 dzieci. Najwięcej kosztuje wyżywienie, choć brak pieniędzy także na inne wygody, mimo to dla przeciętnego Europejczyka te kwoty nie są wysokie. – Koszt utrzymania afrykańskiego dziecka w przedszkolu Moniki wynosi jedynie 35 zł – podkreśla Dorota Kawecka. 

Ta kwestia bardzo poruszyła szczecinianki i postanowiły się nią najpierw zająć. Afrykańskie dzieci jedzą niewiele, a do tego są to ubogie w wartości odżywcze dania, które za zadanie mają jedynie wypełnić żołądek tak, by nie czuły one głodu. – Chcemy, by miały więcej owoców i warzyw, jadły pełnowartościowe posiłki – dodaje Izabela Szukiewicz. – To nasz pierwszy, główny projekt – podkreśla Dorota Kawecka. Widać już efekty działania pań. Dzieci w przedszkolu w Duadze częściej obchodzą Dzień Owoca, a ich dania są bogatsze w wartościowe składniki. Szczecinianki wiedzą, że pieniądze, które przesyłają za pośrednictwem Mama Africa docierają wprost do potrzebujących. 

Dostają zdjęcia i filmiki. Widać na nich uśmiechnięte maluchy znad pełnych talerzy. Panie cieszą się swoim małym sukcesem, choć podkreślają, że aby projekt trwał, potrzeba stałych, comiesięcznych przelewów. Kolejne zadanie, które stoi przed ich wspólną inicjatywą, to wsparcie szkoły w Duadze. Placówka również powstała m.in. dzięki Monice Quarcoo. – Obowiązek szkolny istnieje od kilku lat, ale nie jest egzekwowany, brakuje nauczycieli, podręczników, budynków – wymienia Dorota Kawecka. Ogromny procent ludności to analfabeci, a do tej placówki chodzi około 400 uczniów! Szczecinianki postanowiły wesprzeć szkołę i dzięki wernisażowi fotografii, który zorganizowały w styczniu, udało im się zakupić kilka komputerów do sali informatycznej. Zebrały też sporą sumę pieniędzy. Zainteresowanie przerosło ich oczekiwania, dodając paniom skrzydeł. Jednorazowa akcja przerodziła się w jeden w ważniejszych celów Mama Africa. Panie chcą dalej wspierać szkolę w Duadze. Liczą na to, że uda im się jeszcze lepiej wyposażyć salę informatyczną. Kolejny cel to wsparcie dziewcząt, które chodzą do tej placówki. Na miejscu szczecinianki na własne oczy zobaczyły, na jak niskim poziomie stoi edukacja seksualna kobiet w Ghanie. – Ogromnym problemem są nastoletnie ciąże – mówi Izabela Szukiewicz. Dziewczynki nie wiedzą też jak się zachować podczas menstruacji, a do tego mają bardzo niskie poczucie wartości. Szczecinianki postanowiły więc wesprzeć program Sisterhood, kolejną z inicjatyw, którą na miejscu wspiera Monika Quarcoo. 

W projekcie bierze udział kilkadziesiąt dziewcząt. Inicjatywa polega na nauce prawidłowych nawyków higienicznych, edukacji seksualnej oraz wspieraniu rozwoju osobistego młodych kobiet. – Wierzymy, że edukacja wpłynie na zmianę społeczeństwa – dodaje Izabela Szukiewicz. Program to dodatkowe zajęcia w szkole. – Przyjeżdżają tam pielęgniarki, lekarze, specjaliści, którzy mówią o podstawowych kwestiach dotyczących higieny i seksualności – mówi Monika Niedźwiecka. Szczecinianki postanowiły dołożyć do tego swoją cegiełkę, fundując dziewczętom „wyprawkę higieniczną”. – Znajdują się tam m.in. podpaski wielokrotnego użytku, które po praniu można użyć ponownie. Wszystko jest dostosowane do warunków życia w Afryce – zaznacza Monika Niedźwiecka. – Chciałybyśmy co miesiąc móc przygotowywać dziewczętom te wyprawki – dodaje Dorota Kawecka. To kolejny projekt, na który Mama Africa potrzebuje pieniędzy. – Marzymy o tym, by wysłać dziewczynki na kurs fryzjerstwa lub np. krawiectwa, żeby pokazać nastolatkom, że kobieta może być samodzielna i niezależna. Pokazać, że życie może wyglądać inaczej – przyznaje Izabela Szukiewicz. – Zaczęłyśmy od produktów higienicznych, ale chcemy wspierać dalszą edukację, rozwój osobisty dziewcząt, by mogły zdobywać konkretne zawody, mieć dzięki temu pieniądze na utrzymanie siebie. Ważne jest także budowanie szacunku wobec własnej osoby – mówi Monika Niedźwiedzka. Szczecinianki w swoim projekcie nie zapominają też o rybackiej wiosce, w której mieszkały. Ich cel to cotygodniowe organizowanie pełnowartościowych obiadów dla dzieci. – Spytałyśmy jak możemy pomóc wspomnianego właściciela hostelu, który wspiera najmłodszych z wioski. Powiedział, że są często głodni, niedożywieni. Przyznał, że chciałby maluchom raz w tygodniu zapewnić porządny obiad. Teraz co niedzielę zdaje nam relację – mówi Dorota Kawecka. Panie z Mama Africa trzymają rękę na pulsie, a do swojego projektu podchodzą bardzo poważnie. Dostają z Ghany informacje zwrotne, szczegółowe raporty. Wiedzą, że ich pomoc, przesyłane pieniądze przekładają się na konkretne działania. Z uśmiechem opowiadają o radości dzieci i ich śpiewających podziękowaniach.

Pomocne dłonie

Dorota Kawecka, Monika Niedźwiecka i Izabela Szukiewicz działają od listopada. W krótkim czasie udało im się osiągnąć wiele, ale marzą o tym, by zrealizować jeszcze sporo innych projektów. – Nie bierzemy pod uwagę nawet myśli o tym, że miałybyśmy przestać. – mówi pani Izabela. – Do dalszego intensywnego działania zainspirowały nas osoby, które wspierają projekt Mama Africa. Ludzie chcą pomagać, a my wiemy, że nie możemy tego skończyć – dodaje Dorota Kawecka. Wszystkie przyznają, że najbardziej zależy im na wsparciu edukacji, bo to ona jest przyszłością dla ghańskich dzieci. –  Mamy w planie zorganizowanie kolejnej akcji charytatywnej. Chcemy zachęcić ludzi do pomocy. Nie trzeba wpłacać dużych sum, wystarczą comiesięczne niewielkie kwoty, które regularnie wpłacane będą zapewniać ciągłość naszego projektu – mówi Izabela Szukiewicz. – Kolejna akcja, którą planujemy to Marsz dla Zdrowia, pomysł zaczerpnięty z Ghany. Wzięłyśmy udział w takim wydarzeniu. To był długi spacer z muzyką, w radosnej atmosferze. Chcemy taki marsz zorganizować wiosną lub wczesnym latem w Szczecinie, przenieść tę energię, pokazać kawałek Afryki. Przypomnieć o naszym projekcie – dodaje. Panie planują też kolejny wyjazd. Chcą zobaczyć swoich podopiecznych, sprawdzić, co się u nich zmieniło. Nie mogą doczekać się spotkania.

„Biały człowiek, chcąc komuś powiedzieć coś miłego, napisałby: Nigdy cię nie zapomnę. Mieszkaniec Afryki mówi: Nie wyobrażamy sobie, abyś mógł o nas kiedykolwiek zapomnieć” – napisała Karen Blixen w „Pożegnaniu z Afryką”. Trzy Szczecinianki nie zapomniały. Pokazują także innym, że każdy z nas może zrobić dla drugiego człowieka coś bezinteresownego, w końcu więcej szczęścia jest w dawaniu niż braniu.

 

 
3( 136)
Marzec'20