Autor

Szymon Kaczmarek

Przyjaciół poznaje się w biedzie. To fakt niezaprzeczalny i wielokrotnie sprawdzony na własnym organizmie. Iluż to, każdy z nas, ma byłych przyjaciół, którzy w sytuacji podbramkowej zachowali się jak… no, wiecie, jak. Podbramkową sytuację mamy wciąż i niewielu zna dokładny termin zmiany na lepsze. Na jeszcze lepsze, bo to lepsze lepsze, ponoć już było. Ciężkie czasy są jak precyzyjna waga jubilera: dokładnie pokazują ile warta jest próba człowieka.  Najfajniejsze złoto, to te, którego próba wynosi 999. Najfajniejszy Człowiek to ten, o którym mówimy: „złoty człowiek”. Złotymi okazali się być pracownicy służby zdrowia. W znakomitej większości. Od salowych, przez ratowników, pielęgniarki, lekarzy… Chciałem skończyć na ministrze, ale on okazał się złoty z całkiem innej przyczyny. Choć to raczej zwykły tombak. Złotymi są szyjące spontanicznie Panie, które maseczkami własnej produkcji wspierały niedoinwestowaną służbę choroby. Mało, że je szyły, to jeszcze samodzielnie zanosiły tam gdzie była ich potrzeba. Największy samolot świata An-225 Mrija odpoczywał w tym czasie w ukraińskim hangarze. Wysokiej próby ludźmi okazali się młodzi pukający do starszych sąsiadów, oferujący zrobienie zakupów, czy ze zwykłej sąsiedzkiej troski. Restauratorzy spontanicznie zawożący obiady dla dyżurujących w szpitalach, ludzie organizujący wszelkiego rodzaju zbiórki, by wspomóc tych, co na pierwszej
linii…

Wielu by tu wymieniać, wszak mimo propagandy mediów jak dom publicznych, złotych ludzi ci u nas dostatek. Codzienność nam tego dowodzi w drobiazgach i szczególikach, umykających naszej uwadze. Ot, choćby pan przepuszczający staruszkę, czekająca karnie w kolejce przed pocztą. I jego próba wskazuje na ogromną zawartość złotego kruszcu.

Dlaczego o złocie dziś piszę? Przez tiwi. Otóż, wcisnął mi się przed oczy, dokumentalny serial o australijskich poszukiwaczach złota. Patrzę i… nie wierzę. Różne grupki ludzi, przemierzają bezludzia australijskiego buszu i albo kopią dziury, lub za pomocą talerza do szukania metali, uganiają się za złotem. Najczęściej psuje im się sprzęt, łapią gumy, chorują, lub nie mają ogólnie farta. W sumie zysk niewielki, czasem znajdą grudkę kruszcu. Jednak za nimi pozostają hektary zrujnowanego kontynentu! Po prostu pasjonujący serial składający się z tryliona takich samych odcinków, których głównym bohaterem jest czerwony, australijski piach. Podobnych tasiemców w tiwi dostatek: jedni wrzucają metalowe klatki do rozbujanego morza, inni wyjmują z niego jeżowce, a jeszcze inni grzebią w gratach pozostawionych w blaszanych garażach i jeszcze za to płacą niemało. Powodów by marnować czas na telewizyjne bzdury jest bez liku. Tym pierwszym jest nasze lenistwo. Klikamy wpatrzeni w klawiaturę telefonu, w ekran tv, zamiast patrzeć w oczy człowiekowi. Świat widzimy zza szyby, szukamy wrażeń na kanałach kablówki. A przecież można jeżowca zjeść w restauracji, zamiast gapić się na cudze, wysprzątać własny garaż i w końcu, złoto znaleźć w człowieku. Nawet w sobie. Bez kłopotów z popsutą kruszarką do skał i niebotycznym upałem.

Zostanę takim poszukiwaczem. Niech ogarnie mnie gorączka złota. Niech w czasach złych, czy dobrych, złoto pokazuje swój blask. We mnie go niewiele, ale dobrze przyjrzę się Wam.

 

P.S.

Wciąż jednak zadziwia mnie fakt, że Naczelny Jubiler, mając tu, na dole tyle złota, patrząc na najbardziej tandetne, pordzewiałe blaszaki, uśmiecha się złośliwie i mówi: „Tych? Tych damy do polityki…”.

-- 

Wszyscy myślą o sobie, tylko ja myślę o mnie...

4( 137)
Lipiec'20
gajda