MARCIN RAUBO. Pomorze Zachodnie lepsze niż Mazury

Mazury to dzisiaj niekwestionowana żeglarska stolica Polski. Nasz region, komercyjnie dzisiaj nie może się z nimi równać, ale kto nam zabroni marzyć o tym, aby w przyszłości być numerem jeden? Taki ambitny cel stawia sobie Marcin Raubo, szczeciński przedsiębiorca wybrany kilka tygodni temu na funkcję prezesa Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Gdy dodamy do tego, że Marcin jest niezwykle skutecznym managerem i wizjonerem, marzenie to wcale nie musi okazać się utopią. 

Autor

Jakub Jakubowski

galeria

Raubo to w Szczecinie nazwisko znane i poważane. Odnosisz spore sukcesy biznesowe. Wielu ludzi zdziwiło się, gdy postanowiłeś kandydować na stanowisko prezesa Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Co cię skłoniło do tego?

Nie ukrywam, że żeglarstwo jest mi bliskie i głęboko zakorzenione nie tylko w mojej osobowości, ale też w rodzinnych tradycjach. Nasz region ma bogate żeglarskie tradycje i jeszcze większy potencjał, który niestety nie był właściwie wykorzystywany. Infrastruktura i warunki geograficzne na światowym poziomie, a sportowo i komercyjnie zdecydowanie poniżej oczekiwań. To bolało, szczególnie, gdy inne regiony pięknie się rozwijały, a Zachodniopomorskie stało w miejscu. Trzeba też podkreślić, że nie wziąłem się w żeglarstwie znikąd. 

No właśnie, wszak wcześniej doświadczenie zdobywałeś w YACHT KLUBIE POLSKI SZCZECIN.

I nadal zdobywam. Jestem komandorem tego zasłużonego klubu, który skupia ciekawe osobowości, ludzi ambitnych, określonych światopoglądowo, kierujących się w życiu dobrymi wartościami i żeglarskim etosem. W klubie zawsze mieliśmy jasny pogląd na to, co grało i co nie grało w naszym potocznie zwanym przez żeglarzy „Okręgu”. 27 lat rządziła ta sama ekipa, w naszej ocenie, z biegiem lat wypłukana z pomysłów, z motywacji do działania, mentalnie tkwiąca w zupełnie innej epoce. Dlatego właśnie wystartowałem w wyborach na prezesa, ale nie zrobiłbym tego, gdyby razem ze mną, ramię w ramię, nie stał zespół ludzi, tak samo jak ja zdeterminowanych do działania, z pomysłami, pasją i otwartymi głowami. Nasza załoga w Okręgu to dziś merytorycznie duży kaliber i największy atut w drodze do realizacji naszego programu na najbliższe lata. Zero przypadku, strasznie się cieszę z możliwości pracy w takim składzie.  

Zanim porozmawiamy o twoim pomyśle na żeglarstwo w regionie, zatrzymajmy się chwilę przy tych żeglarskich tradycjach, o których wspomniałeś. 

Moja rodzina to z jednej strony ludzie morza, portowcy, z drugiej zaś strony pedagodzy. Jeden z moich dziadków był inżynierem, projektował maszynownie na topowych statkach budowanych podczas złotego okresu stoczni szczecińskiej. Drugi dziadek był pedagogiem, komandorem i instruktorem żeglarstwa. W jego ślady poszły córki, moja mama i jej siostra. Ojciec, również szedł śladami dziadka, to inżynier mechanik po szkole morskiej. Często żeglowaliśmy rodzinnie, od najmłodszych lat brałem także udział w żeglarskich obozach wędrownych, których komandorem był mój dziadek, a mama instruktorem. To jest druga połowa lat 80-tych, dla kilkulatka Zalew Szczeciński jest jak morze, a jego porty to magiczna kraina. Dziadek w swojej karierze społecznej wychował kilka pokoleń żeglarzy. W tym klimacie się wychowałem. Żeglarstwo zeszło na chwilę na dalszy plan w liceum i na studiach w Londynie. 

Po studiach wróciłeś do Szczecina i mówiąc metaforycznie, znowu złapałeś wiatr w żagle?

Studiowałem prawo przedsiębiorcze i biznes międzynarodowy, praktyki robiłem w branży morskiej, w spedycyjnych firmach w Hong Kongu i Szanghaju. Do Polski wróciłem z zamiarem wykorzystania zdobytego wykształcenia. Od zawsze chciałem być przedsiębiorcą, tworzyć firmy, zdobywać nowe rynki. Zupełnie niespodziewanie, dzień po powrocie do kraju z 7 letniej emigracji trafiłem na tereny dawnej Stali Stocznia przy ul. Przestrzennej nad brzegiem jeziora Dąbie. To zielona enklawa w samym sercu miasta. Pierwotnie te tereny kupiliśmy inwestycyjnie z myślą o deweloperce, ale pomyślałem, że to może być fantastyczne miejsce na nowoczesną marinę jachtową. Tak zrodziła się koncepcja MARINA’CLUB. Nowoczesność w naszej filozofii to usługa i wokół tego kręci się ten port. Ten projekt pochłonął mnie zupełnie i jest dzisiaj moim oczkiem w głowie i czymś, co napawa mnie dumą. 

W twojej marinie siedzibę znalazł YACHT KLUB POLSKI SZCZECIN. 

Tak. To też jest ciekawa historia. Któregoś dnia, gdy marina była modernizowana, spotkałem na przystani Stanisława Żyłę, ówczesnego komandora YKP SZCZECIN i, jak się okazało, kolegę mojego dziadka ze stoczni. W Szczecinie YKP był wtedy klubem bez przystani, bez portu macierzystego. Stasiu zaczął mi opowiadać o klubie, zaprosił na spotkanie i nie musiał mnie wcale przekonywać do zaangażowania się w jego działalność. Zaprosiłem YKP na naszą przystań, aby wrócił do korzeni, do miejsca, w którym kiedyś funkcjonował. Bardzo zakochałem się w idei przedwojennego klubu, z dżentelmeńskimi tradycjami, klubu dla ludzi związanych z morzem, z sercem po właściwej stronie jeśli chodzi o lifestyle żeglarski. Obok działalności biznesowej, za punkt honoru postawiłem sobie wzmocnienie pozycji klubu. Zaczęliśmy budować sekcje dla dzieci, organizować szkolenia, rozszerzyliśmy działalność ze stricte towarzyskiej na wielowymiarowy klub żeglarski – edukacja, sport, organizacja wydarzeń sportowych. Dla mnie wartością było to, że YKP to nie jest komercja, a działalność misyjna, która zapewnia mi zdrowy i jakże potrzebny balans w mojej działalności biznesowej. 

Żeglarstwo powinno być wpisane w tożsamość województwa zachodniopomorskiego – to słowa z Twojego programu wyborczego. Co przez to rozumiesz?

Patrząc w przyszłość, nie możemy zapominać o przeszłości, o naszej bogatej tradycji, na której powinniśmy opierać swoją działalność żeglarską. Nie wolno nam dłużej popełniać grzechu zaniedbania. Mam takie przeświadczenie, że pozycja zachodniopomorskiego żeglarstwa jest nieadekwatna do oczekiwań, potencjału i możliwości jakimi dysponujemy, zarówno jeśli chodzi o położenie, zasoby ludzkie, czy infrastrukturę. Nasz region był kiedyś zdecydowanie silniejszy zarówno w żeglarstwie regatowym, sportowym, jak i tym eksploracyjnym oraz turystycznym, nie mówiąc już o przemyśle jachtowym, czy prestiżu naszych ośrodków. Pomorze Zachodnie musi wrócić na należne mu miejsce na żeglarskiej mapie Polski. Taki jest mój cel. 

Mówiąc o należnym miejscu na żeglarskiej mapie Polski, masz na myśli Mazury, które doskonale wykorzystują swój potencjał?

Rzeczywiście, Mazury to dzisiaj niekwestionowany lider jeśli chodzi o żeglarstwo w Polsce. Kraina tysiąca jezior doskonale wykorzystała swój potencjał. My dzisiaj nie możemy się z Mazurami równać, ale kto nam zabroni marzyć o tym, aby w przyszłości być numerem jeden? Wiem, to może brzmieć zadziornie, a wręcz zuchwale, ale takie mamy ambicje. Tutaj jest o niebo lepiej niż na Mazurach. Jeszcze do niedawna Szczecin dla mieszkańców centralnej Polski leżał na końcu świata. Dzisiaj, dzięki budowie nowych dróg, podróż z Warszawy trwa niewiele ponad 4 godziny. Z lotniska w Goleniowie jest szybki dostęp praktycznie do każdego miejsca na Zachodniopomorskim Szlaku Żeglarskim. Oczywiście, nigdy nie przeskoczymy tego, że na Mazury ta podróż trwa dwa razy krócej, ale to już nie są kolosalne różnice, a przy olbrzymiej różnorodności żeglarskiej naszego regionu ten argument nie ma aż tak dużego znaczenia. Tylko trzeba o tym mówić, docierać z przekazem do żeglarzy w innych częściach Polski. 

Na czym polega żeglarska różnorodność regionu?

Doskonałym tego przykładem jest Zachodniopomorski Szlak Żeglarski. W tym miejscu kłaniam się nisko naszym poprzednikom, w partnerstwie z Marszałkiem Geblewiczem i gronem samorządowców, to ich dzieło, dopchnięte kolanem, dopilnowane, bez żadnych kompleksów w porównaniu z resztą Europy w wymiarze infrastruktury, prawdziwy pomnik poprzedniej ekipy. Trasa szlaku leży na głównej drodze wodnej prowadzącej z Berlina poprzez Bałtyk do Skandynawii. To warta setki milionów złotych sieć nowoczesnych portów i przystani jachtowych na drodze wodnej łączącej najatrakcyjniejsze porty turystyczne znajdujące się na Odrze, Jeziorze Dąbie, Zalewie Szczecińskim i Zatoce Pomorskiej. W żadnej innej części Polski nie ma tak szerokich możliwości żeglowania. Można tu pływać przez wiele tygodni od portu do portu, doskonaląc swoje umiejętności żeglarskie na różnych akwenach o różnym stopniu trudności. Jest tu także miejsce do uprawiania żeglarstwa morskiego na dużych jachtach. Są również miejsca na spokojne, rodzinne pływanie pod żaglami. 

A propos żeglarstwa morskiego. Czy Pomorze Zachodnie to dobra baza wypadowa do portów po drugiej stronie Bałtyku?

Zdecydowanie tak. Przykładowo, wsiadasz na łódkę w Świnoujściu i za trzydzieści parę godzin cumujesz w Kopenhadze, topowej stolicy nowoczesnego, zachodnioeuropejskiego kraju i delektujesz się posiłkiem
w restauracji z gwiazdką Michelin. Mamy świetne połączenie z portami niemieckimi i skandynawskimi. Ta część wybrzeża Bałtyku jest o wiele ciekawsza z żeglarskiego punktu widzenia niż polski fragment. Polskie wybrzeże słynie z pięknej linii brzegowej, szerokich piaszczystych plaż, ale żeglarsko to są nudy. Te ciekawe bałtyckie rewiry zaczynają się dopiero od Świnoujścia na zachód – wyspy, cieśniny, bliskość portów. To wszystko ma znaczenie, a świadczy o tym chociażby popularność naszego regionu wśród żeglarzy z Niemiec i Skandynawii. Oni generują pokaźne źródło przychodów dla naszej turystyki, kochają tu żeglować i doceniają naszą infrastrukturę, która jest na topowym europejskim poziomie. Ale sporo jest jeszcze do zrobienia. 

Co konkretnie?

Promocja żeglarstwa i żeglarskich atutów regionu. Chcemy też mocniej postawić na sportową, regatową stronę żeglarstwa. Dużo pracy musimy też włożyć w edukację żeglarską i upowszechnianie żeglarstwa wśród dzieci i młodzieży. Brakuje nam napływu świeżej krwi i będziemy chcieli to zmienić. Cierpimy niestety na brak ludzi do szkolenia. Musimy uruchomić ciągłe szkolenie kadry instruktorskiej. Będziemy to stymulować, bo bez dobrej kadry nie osiągniemy efektu skali adekwatnego do potencjału regionu. Tym bardziej, że dzisiaj jest potężna konkurencja dla żeglarstwa. Dzieci wybierają spośród wielu innych dyscyplin sportu, swój czas wolny poświęcają na naukę języków, naukę programowania, taniec, playstation, netflixa, a doba ma tylko 24 godziny. Nie jest łatwo ich czymś zainteresować i zatrzymać na dłużej. Dlatego ta pozytywistyczna praca u podstaw jest tak ważna. 

Mówiliśmy wcześniej o żeglarskiej tożsamości Szczecina. Jak w tą filozofię wpisują się działania władz samorządowych?

Zarówno marszałek województwa zachodniopomorskiego, jak i prezydent Szczecina, a także władze gmin i powiatów doskonale rozumieją rolę żeglarstwa i upatrują w nim szansy na rozwój regionu. Zachodniopomorski Szlak Żeglarski jest świetnym przykładem współpracy i wzajemnego zrozumienia. Bardzo się też cieszę z faktu, że na Łasztowni w Szczecinie powstaje Morskie Centrum Nauki. To bardzo potrzebna instytucja, potencjalnie nowa ikona miasta, która w atrakcyjny sposób będzie popularyzować morską, wielopokoleniową tradycję Pomorza Zachodniego. Stolicą naszego regionu i najważniejszym ośrodkiem żeglarskim jest oczywiście Szczecin, miasto z bogatymi tradycjami żeglarskimi, w którym odbywają się tak spektakularne międzynarodowe imprezy, jak finał The Tall Ships Races i dziesiątki regat organizowanych prze lokalne kluby, ale chciałbym trochę odwrócić Szczecin twarzą do regionu. Tutaj co prawda jest najwięcej żeglarzy, działa najwięcej klubów, są świetne akweny, ale siła naszego środowiska tkwi w regionie. Regatowy, wojewódzki kalendarz ZOZŻ to ponad 60 imprez w sezonie, to jest moc, musimy tylko nauczyć się sprawniej to pokazywać na arenie krajowej i wykorzystywać do przyciągania świeżej krwi ze wszystkich grup wiekowych. 

Jedną ze spraw, która rozpala wyobraźnię żeglarzy jest port jachtowy w Trzebieży. 

Trzebież to kolebka żeglarstwa, miejsce o bogatej, ale i trudnej historii. Polski Związek Żeglarski doprowadził port do europejskich standardów, teraz wyzwaniem jest wypracowanie pomysłu na funkcjonowanie Trzebieży. Lokalne środowisko jest dla PZŻ merytorycznym partnerem. W ostatnich dekadach było w Trzebieży więcej polityki i kłótni niż żeglarskiego działania i życia. Dzisiaj mamy parcie na konsensus i współpracę. Głównym czynnikiem, który ma Trzebieży zagwarantować sukces jest święty spokój, budowanie dobrej atmosfery i konsekwentne działanie. Trzebież, ze względu na sam kształt portu i jego historię nie może być przystankiem na drodze między Berlinem i Bałtykiem. Po pierwsze, z tego port się nie utrzyma. Trzeba wzbogacić to miejsce o pewne spektrum działań – szkolenia, zgrupowania, regaty, imprezy. Wzbogacić ofertę samego portu nie tylko o przysłowiowy wychodek i miejsce do cumowania, ale być może też o karawaning z zapleczem, który tchnie życie towarzyskie w to miejsce, podobnie jak to się dzieje na Półwyspie Helskim. Trzebież ma ku temu uwarunkowania brzegowe i wodne, a przecież kitesurfing i windsurfing lifestylowo to ta sama żeglarska rodzina. 

Na koniec rozmowy wróćmy jeszcze do ciebie. Prowadzisz biznes, jesteś działaczem żeglarskim, ale czy sam jeszcze pływasz?

Oczywiście, staram się schodzić na wodę jak tylko mi czas pozwala. Najbardziej naturalnym dla mnie akwenem jest Dąbie, ale z zamiłowania jestem żeglarzem morskim i w ostatnich latach co raz częściej żegluję samotnie. W zeszłym roku wyrwałem czas na samotny rejs po Bałtyku, Helsinki i z powrotem, pętla dookoła wschodniej części morza, adrenalina, wolność i totalny reset. To dla mnie świetny sposób na pokonywanie własnych ograniczeń.

 

 
MARCIN RAUBO

Rocznik 1984, prezes Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, komandor Yacht Klubu Polski Szczecin, rdzenny szczecinianin,  deweloper, przedsiębiorca, pomysłodawca projektu OFF Marina, organizator regat, promotor i mecenas żeglarstwa, miłośnik klasycznych zabytkowych jachtów, w ostatnich latach samotny żeglarz. Absolwent XIII LO i Birkbeck, University of London.

4( 137)
Lipiec'20
gajda