Piknik pod Wiszącą Skałą

Teatr Współczesny

Po wyjściu ze spektaklu w podświadomości z prędkością i siłą porównywalną do mocy obliczeniowej wielkiego komputera gdzieś z Doliny Krzemowej przewija się pojęcie i znaczenie „tajemnicy”. Co się wydarzyło pod Wiszącą Skałą? Ten spektakl uderza także w nasz codzienny kierat życia uwalniając marzenia o zmianie na lepsze lub/i inne. Pensjonarska poprawność i pewna wiktoriańska sztywność kontrastuje z zagrożeniami zewnętrznego świata. Ale dziś to już nie tylko węże, pająki i pułapki natury nieożywionej, ani nawet znane nam współczesnym cywilizacyjne zagrożenia. Pandemia koronowirusa przewrotnie nadała oryginalnej wymowie powieści Joan Lindsay jeszcze nowego znaczenia. Jak będzie? To pytanie do sił natury… także ludzkiej. Mira Mańka zaproponowała kameralny i zaskakująco krótki, lecz intensywny spektakl pełen wielu teatralnych formatów. Wszystko jednak w idealnych proporcjach, nie pozwalających na zużycie środków. Znalazła miejsce nie tylko na akuratnie dawkowaną merytoryczną esencję, pozwalającą z łatwością odnaleźć narracje literackiego pierwowzoru, ale także wymowne pauzy, wysmakowane plastycznie sceny, pełnowymiarową pieśń, a nawet choreografie (subtelne układy Katarzyny Sikory). Pięć aktorek, w niewinnej pensjonarskiej bieli, znakomicie odnalazło się w atmosferze przedstawienia. „Przydział” postaci odbywał się procesie tworzenia, to niejako temperamenty poszczególnych aktorek wskazały im role. Wszystkie Panie, bez wyjątku, zaproponowały postaci rzetelnie zbudowane. Świetnie odnajdujące momenty „wyjścia” z ról, by epatować także frywolną prywatnością. Znakomitą pracę wykonała Anna Rogóż, jej scenografia i kostiumy brawurowo tworzą atmosferę spektaklu. Podglądanie pensjonarskiego świata przez białe firany, wymowne zmagania się z „trudnymi” strojami, a całość… filuterna. Do tego znakomita, dramatyczna muzyka Michała Lazara. 

5( 138)
Wrzesień'20