Krzysztof Skiba. Wysłałem wątrobę na wakacje

Jest gwiazdą rocka, ale nie jest alkoholikiem, a to ponoć rzadki przypadek. Jak sam mówi, polska kultura pachnie wódą. On jednak woli whisky, ale przyszła kryska na Matyska. A w zasadzie na Skibę. W życiu lidera  legendarnego Big Cyca zaszły poważne zmiany. Skiba stał się fit, a szalony, rockandrollowy tryb życia poszedł w odstawkę. Nie zmieniło się tylko jedno – ostrze jego satyry nadal tnie równo i nie oszczędza nikogo.

Autor

Jakub Jakubowski

galeria

Jak gdańszczanin czuje się w Szczecinie?

Zawsze wybornie! W Szczecinie przeżyłem sporo ciekawych historii i to nie tylko związanych z ekscentrycznymi imprezami. Lubię klimat Szczecina, fantastyczną publikę. Koncerty w Szczecinie zawsze zapadają w pamięć na długo. Grywałem tutaj często podczas imprez typu studenckie juwenalia. Pamiętam też niesamowity koncert podczas Dni Morza, gdy na scenie przy Wałach Chrobrego oglądało nas ponad 50 tys. ludzi. Niezapomniane przeżycie. Koncert prowadził Konjo, po nas grała Becia Kozidrak z zespołem Bajm, było zatem bardzo wesoło, a wszystko zakończyło się monstrualnym kacem po symbolicznej lampce wina z soboty na wtorek. Całkiem niedawno też miałem bardzo udany stand-up w klubie Hormon. Poza tym w Szczecinie mam wielu przyjaciół i kumpli, więc jeśli mam czas, to zawsze mogę zadzwonić i ktoś mnie ugości. Przy okazji pozdrawiam Henia Sawkę, z którym rozmowa zawsze jest prawdziwą, intelektualną ucztą. Z nim nie ma kurtuazyjnej gadki z dupy, po której masz wrażenie, że tylko straciłeś czas. 

Nagrywałeś też u nas program telewizyjny. 

Tak, to była świetna przygoda. Wiele lat temu w Szczecinie funkcjonowała popularna, lokalna telewizja Gryf. W tym czasie w klubie Rocker robiono konkursy wokalne w stylu „Szansy na sukces”. Przez wiele lat byłem w jury tych konkursów i raz w miesiącu bywałem w Szczecinie, przy okazji przywożąc ze sobą jakąś gwiazdę, z którą dla tej lokalnej telewizji robiłem swój autorski talk-show. Był m.in. Kuba Wojewódzki, Michał Wiśniewski, Marek Sierocki, była Monika Brodka, Mandaryna, była też Doda, która dopiero co wylansowała się w programie Bar. W ogóle, Rocker był taką moją szczecińską miejscówką, można powiedzieć nawet, że byłem tam przedłużeniem baru. Proszę zwrócić uwagę na czas przeszły, bo to były czasy, gdy piłem alkohol. 

Już nie pijesz?

Nie, teraz prowadzę zdrowy tryb życia. Jestem na diecie. Schudłem 27 kg. Ale to nudne, nie gadajmy o tym. 

No co Ty? Legenda polskiego rockandrolla, która nie pije alkoholu – idealny temat na rozmowę. Ale o tym za chwilę, bo chciałbym jeszcze na chwilę zatrzymać się przy Rockerze. Miejska legenda głosi, że to właśnie tutaj testowano specyfik o nazwie 2KC, a Ty byłeś królikiem doświadczalnym. 

Faktycznie tak było. To była chyba jakaś akcja promocyjna już po jego wprowadzeniu, niemniej zaproszono mnie na tą imprezę i cóż… wyniki badań na żywym organizmie zakończyły się sukcesem (śmiech). Ten specyfik działa tak, że rozbija alkohol, ale trzeba go zażywać w trakcie imprezy w dawkach adekwatnych do ilości spożywanego alkoholu. Po czterech drinkach jedna tabletka. Ja wziąłem wtedy cztery tabletki i czułem, że w ogóle nie mogę się upić. To w ogóle jest nieekonomiczne, bo jak się nie możesz upić, to pijesz więcej alkoholu. Trzy butelki whisky wtedy poszły i nic. Poza tym, że cały następny dzień spędziłem na kiblu i po tym co przeżyłem, to chyba jednak wolałbym mieć tego kaca. 

Jak zostać gwiazdą, nie zostając alkoholikiem? Tak zapowiadasz swój stand-up. To ciekawe i intrygujące. 

(śmiech). Ciekawe, intrygujące i bardzo trudne. W Polsce jest kultura alkoholowa, picie jest elementem życia towarzyskiego, a jak nie pijesz, to jesteś wręcz do tego przymuszany. Polska kultura pachnie wódą. Wielu znakomitych polskich poetów i pisarzy dawało w kanał nieprzeciętnie. Mickiewicz, Słowacki, chociaż ten drugi wolał dragi od alkoholu. Z alkoholowych libacji słynęli Skamandryci z alkoholowych libacji słynęli Skamandryci, a wcześniej twórcy młodopolscy ze Stanisławem Przybyszewskim i Janem Kasprowiczem na czele. Wątroby nie oszczędzali zarówno twórcy poezji dla dzieci, Julian Tuwim i Konstanty Ildefons Gałczyński, jak i autorzy polskiej poezji erotycznej, Bolesław Leśmian, czy Kazimierz Przerwa – Tetmajer. Władysław Broniewski zwykł się przedstawiać: Polak, katolik, alkoholik. Marek Hłasko pił ze wszystkimi, zarówno z artystycznym establishmentem, jak i ze złodziejami, prostytutkami i przypadkowo poznanymi pijakami. Wojaczek, Tyrmand, Pilch, Himilsbach i mógłbym tak wymieniać jeszcze długo. Ten ostatni sparafrazował słowa Marka Hłaski i podsumował polską kulturę alkoholową słynnym cytatem – picie wódki to jest wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości. 

Ten baśniowy element towarzyszył nie tylko pisarzom, ale jest nieodłącznym elementem całego artystycznego świata. 

Zdecydowanie. Aktorzy, muzycy, malarze… nie ma wyjątków. Ale przypominam sobie pewien wakacyjny wypad koncertowy, który graliśmy razem z TSA. Ja dojechałem szybciej niż koledzy z zespołu, którzy utknęli w potężnym korku. Poprosiłem chłopaków z TSA, by zagrali pierwsi, oni się zgodzili. Big Cyc dojechał na styk, po siódmym wymuszonym bisie, ale generalnie wszystko się udało, publika zadowolona. Po koncercie wpadamy do garderoby TSA z bardzo dobrą, wiekową whisky, a tu nie ma z kim rozpić butelki. Gitarzysta nie pije, bo zdrowie nie pozwala, basista i perkusista to samo. Wcisnęliśmy tą butelkę Markowi Piekarczykowi, ale on też mówi, że on to tylko piwko, delikatnie. Wtedy trochę z tego się podśmiewaliśmy, że dziadki już nie dają rady, ale nie minęło kilka lat, a w Big Cycu mamy to samo. Z naszego składu tylko Dżej Dżej jeszcze coś tam czasami sobie chlapnie. 

Może to jest naturalny etap w procesie ewolucji rockandrollowca? 

Pewnie tak. Mam nadzieję, że nie dożyjemy do etapu, w którym abyśmy mogli wejść na scenę trzeba będzie nam przetaczać krew, zasysać cysternami kroplówkę i poddawać seriom elektrowstrząsów. A po koncertach pakować w szlafroki i odwozić na sygnale do sanatorium na odpoczynek.   

(śmiech) To musielibyście mieć geny Ozzy Osbourne’a. Zatem jaka jest odpowiedź na pytanie o to, jak zostać gwiazdą nie zostając alkoholikiem?

Największy udział zazwyczaj ma w tym lekarz, który w odpowiednim momencie uświadomi Ci, że jeśli nie zrobisz czegoś ze swoim życiem, to ono po prostu szybko się skończy. Wyniki badań są zazwyczaj bardzo wymowne i motywujące do odstawienia alkoholu. Oczywiście, nie u wszystkich to działa. 

U Ciebie zadziałało?

Tak, aczkolwiek ja nie miałem problemu z alkoholem, nie piłem nałogowo. Okazuje się, że takie życie też ma swoje zalety, a najważniejsza zaleta to, że wciąż jestem wśród żywych i dobrze się czuję. Schudłem sporo, ludzie mnie nie poznają, co ma swoje zalety. Teraz jestem już na etapie stabilizacji wagi, budzę się o 6 rano, gimnastykuję się, idę na bieżnię. W ogóle sporo się ruszam, uprawiam marszobiegi. Kiedyś budziłem się o 8-9, czytałem lub pisałem do 1 w nocy. Teraz zasypiam dużo wcześniej. No i powoli zapominam, jak to jest mieć kaca. 

Co Cię skłoniło do zdrowego stylu życia?

Rozsądek.Zrobiłem sobie badania profilaktyczne, bo w moim wieku takie badania po prostu trzeba robić. Wiedziałem, że nie będą one jakieś rewelacyjne, ale okazało się, że jest gorzej niż myślałem. Między innymi, doktor powiedział mi, że wątroba musi pójść na wakacje. To skutek nie tylko alkoholu, ale też tłustego jedzenia, którego sobie nigdy nie żałowałem. Wysłałem więc wątrobę na wakacje, zmieniłem nawyki żywieniowe, udało mi się trochę schudnąć samodzielnie, ale zdecydowałem się oddać w ręce dietetyczki, która świetnie mnie poprowadziła. Dawała mi gotowe przepisy tak skonstruowane, ustaliła żelazne zasady, których muszę się trzymać i efekt jest widoczny. Nie tylko jest mnie wyraźnie mniej, ale też świetnie się czuję, mam prawidłowe BMI. I mam nadzieję, że tak będzie dalej, bo to musi stać się już stylem życia, nie można odpuścić.  

Dobry moment wybrałeś sobie na zmianę stylu życia, bo tuż po zakończeniu jubileuszu 30-lecia Big Cyca. 

No tak, jubileusz faktycznie nie sprzyjał. Koncerty, bankiety, whisky, torty urodzinowe. Nie mieściłem się już w żadnych normach, zrobiłem też badania, o których mówiłem, no i przyszła pandemia i związana z nią kwarantanna. Wszystko się tak złożyło w czasie, że podjęcie tej decyzji było stosunkowo łatwe. 

Pandemia mocno skomplikowała Ci życie?

Przede wszystkim pandemia przerwała nam trasę koncertową pod hasłem „Z partyjnym pozdrowieniem – 30 lat później”. Zorganizowaliśmy ją z okazji 30 rocznicy naszej pierwszej płyty, z której pochodzą takie hity, jak Berlin Zachodni, Ballada o smutnym skinie, czy Wielka miłość do babci klozetowej. Zdążyliśmy zagrać 3 koncerty i nastąpił lockdown. Dzisiaj musimy się mierzyć ze skutkami pandemii, a w mojej branży te skutki są tragiczne. Nie mówię tylko o nas, muzykach, ale to są tysiące ludzi pracujących przy koncertach, eventach. Oni z dnia na dzień stracili środki do życia. Mało mamy powodów do radości dzisiaj. 

 
6( 139)
Październik'20