Motel na krawędzi…

Autor

Szymon Kaczmarek

Ten felieton miał być na zupełnie inny temat. Chciałem w zgrabny sposób opisać smutek listopada, jego odległość od wszystkiego co słoneczne, kolorowe, ciepłe... Pożalić się, że tak daleko do wiosny, a i wspomnienie minionego lata znika w mroku niepamięci. Plany wzięły w łeb, ponieważ 29 października w godzinach wieczornych włączyłem telewizor i na kanale państwowej telewizji zobaczyłem pewien program. Świat wykonał trzy salta, zawirował i zamarł na dłuższy czas. Już nigdy nie będzie taki sam, jak przed tą chwilą. Do teraz brwi mam ponad czołem, a szczękę opartą o kolana. Trwam tak dłuższy czas w zdumieniu, ale i pewnego rodzaju podziwie. Podziw ów, określić można dwoma słowami: „jak dalece?”.

Ja już powoli przyzwyczajam się  do faktu, że telewizja jest po to, by pooglądać sobie męskie siusiaki i damskie cipki, albo zepsute maszyny do wydobywania australijskiego złota. Przestaje mnie razić wszechobecna kamera zaglądająca w zakamarki rozmaitych grup społecznych, charakteryzujących się obfitym tatuażem, nadmierną masą mięśniową, prymitywnym, wulgarnym językiem i kompletnym brakiem tej części mózgu, która odpowiada za refleksję. Już nie denerwują mnie różne fakty, wiadomości i panoramy. Są szyte tak, jak widz sobie na to zasługuje. Niech ten rolnik w spokoju znajdzie sobie żonę, a Gesslerowa krzyczy „pobite gary!” Nawet sącząca się z abonamentowej martyrologia nie robi już na mnie większego wrażenia, no, ale wspomniany program… tak. Wciąż trwam i zapewne długo pozostanę, w zdziwionym zdumieniu pełnym niedowierzania i oszołomienia. Wszak, z niebagatelną nutą podziwu.

Oto bowiem, prowadząc mały eksperyment socjologiczny, przez pewien czas, sprawdzałem na własnym organizmie, jak dalece można zajść w upadku moralnym, że o zawodowym nie wspomnę. Eksperyment ów polegał na masochistycznym oglądaniu wiadomości tvp1 i serwisach tvp info. Państwo rozumieją teraz skąd u mnie nerwowe tiki, jąkanie i moczenie nocne? Ale niech tam, nie bacząc na skutki, oglądałem dzielnie, każdego dnia podziwiając, że można upaść jeszcze niżej, że w zeszmaceniu zawodowym można posunąć się aż tak daleko. Wiem, takie eksperymenty można przeprowadzać również na podwórku z rodzimymi „dziennikarzami”, ale to może innym razem. Tym bardziej, że pewien dziennikarz o etyce zawodowej wątpliwej jak zwycięstwo wyborcze Łukaszenki, oceny etyki zawodowej swoich byłych Kolegów już dokonał.

Wróćmy jednak do eksperymentu, który tak poranił mi duszę i ciało. Tuż obok programu (dez)informacyjnego natrafiłem na zjawisko. Nie, nie będę brał na siebie odpowiedzialności za zdrowie Czytelników i nie podam tytułu tego zjawiska, które jest tak samo cykliczne, jak i niebezpieczne. Spróbuję je opisać. Oto, wyobraźmy sobie: scenografia jak w Telewizji Sudan z wczesnych lat 60’. Pokoiki we wściekłych kolorkach wypełnione ludźmi w różnym wieku i stadium rozwoju osobniczego. Osobnicy płci różnych i takiż rozmiarów. Jak opisują sami twórcy: „to hybrydowy serial reality o tematyce polityczno-lifestylowej. Oglądając wspólnie telewizję i spotykając się w telewizyjnym motelu goście recenzują i opisują współczesną Polskę. Wśród nich są osoby znane i lubiane, ale także zwykli widzowie, którzy wyróżniają się humorem, zdrowym rozsądkiem i ciekawością świata”.

Ech…. co ja tam, malutki będę Wam opisywał. Poczekajcie do czwartku…

Wracając zaś do listopada, to mam jakąś dziwną nadzieję, że od tego roku, wspominać go będziemy, a może nawet i świętować hucznie, jako miesiąc niosący nadzieję zarówno dla Kobiet, jak i mężczyzn, a nade wszystko dla zdrowia psychicznego telewidzów, czego Czytelnikom i sobie życzę z okazji Nowego Roku. No, bo jak i Nowy Rok odwołają, to listopadowe życzenia jak znalazł.

 
7( 140)
Listopad'20
gajda