Lokalnie znaczy najlepiej

Być dobrze ubranym to także być świadomie ubranym. Po latach zachwytu nad sieciówkami i berlińskimi outletami Szczecin zaczyna stawiać na jakość. W naszym mieście tworzą świetni, lokalni projektanci, dzięki którym unikniemy bylejakości, powtarzalności, a na dodatek będziemy dobrze ubrani. Inwestując w lokalny biznes fashion, wspieramy szczecińskie marki, zyskując oryginalny i świetny gatunkowo produkt, który zostanie z nami na lata.   

Autor

Aneta Dolega

galeria

– To bardzo złożony i wielowątkowy temat – mówi o masowej produkcji ubrań Angelika Wojciechowska z Fanfaronady. – Przede wszystkim ogromnym problemem stała się nadprodukcja. Produkuje się zdecydowanie za dużo i bez sensu. To powoduje też wiele wypaczeń w branży - na przykład okłamywanie konsumentów co do składu materiałów. Kupując ubrania szyte masowo, wspiera się też biznes, który wyzyskuje ludzi. Natomiast zdecydowanym argumentem za kupowaniem w małych lokalnych firmach jest jakość produkowanych przez nie ubrań. Przykładowo, bluzki szyte u nas z dżerseju wiskozowego (wyprodukowanego w Polsce) noszone 5/6 lat wciąż wyglądają tak samo. Podobne bluzki dżersejowe z popularnych “sieciówek” zwykle nie wytrzymują nawet jednego sezonu.

Ubrani w slow fashion

Fanfaronada działa na modowym rynku już 17 lat. Jej kolekcje składają się głównie z ubrań wyjściowych, wieczorowych oraz kreacji ślubnych. – Po nasze ubrania sięgają głównie panie, które znudzone są tym,
że większość sklepów oferuje to samo. Chcą czegoś bardziej oryginalnego, ciekawego i przede wszystkim dobrej jakości. Często też szytego na miarę, bo sklepy sieciowe nie uwzględniają tego, że kobiety mają różne figury i różne potrzeby – a my tak – podkreśla Angelika Wojciechowska. – Ostatnio zorganizowałyśmy konkurs, w którym klientki mogły wysyłać swoje pomysły na sukienkę. Zwycięski projekt zostanie przez nas uszyty, pokażemy także cały proces powstawania takiej kreacji.

Podobne podejście do tematu ma Maja Źróbecka, której marka MiaGiacca upodobała sobie szlachetny tweed i szyje z niego m.in. charakterystyczne żakiety dla pań, które stały się znakiem rozpoznawczym firmy. – Szerzymy ideę slow fashion i zawsze stawiamy na jakość tkanin – podkreśla projektantka. – Całość produkcji odbywa się w naszym studio
w Szczecinie. Najpierw powstają prototypy, potem odszycia próbne, zaś na koniec gotowe modele. Nasza najnowsza kolekcja do efekt współpracy z absolwentką szczecińskiej Akademii Sztuki, Manuelą Korecką. Manuela tchnęła w markę powiew świeżości. Nikt w Polsce nie robi niczego podobnego. Nowa kolekcja to ubrania, które towarzyszą kobiecie we wszystkich porach dnia, w pracy, w domu, na wakacjach. 

Buty od ręki

Oprócz ubrań, również buty zyskują na wartości i jakości gdy są ręcznie robione. Kafka Concept od kilku lat szyje swoje modele w Anniel, małej włoskiej manufakturze. – Do Anniel trafiłyśmy w trakcie poszukiwania komfortowego obuwia. Tak zaczęła się nasza współpraca, która na przestrzeni lat zaowocowała fasonami szytymi tylko i wyłącznie dla Kafki – mówią właścicielki firmy, Karina Olejniczak i Agnieszka Zielińska. – Dlaczego warto wybrać takie obuwie? Bo to ręcznie szyty but, bazujący na rzemieślniczych umiejętnościach. To przedkłada się przede wszystkim na wygodę naszych fasonów. Okazuje się, że wygodne szpilki to już nie oksymoron.

Podobnie działa marka Liebre Style, która tworzy utrzymane w klasycznym stylu buty, paski i torby, wszystkie w limitowanych edycjach. Modele są ręcznie robione w Portugalii przez kilka rodzin, które się
w tym specjalizują. Dodatkowo wykorzystany w projektach tweed pochodzi od tkaczy z wyspy Harris a jedwab z włoskiej Lombardii. – Rzeczy w ten sposób produkowane, w małych ilościach i z dbałością o szczegóły są wyjątkowe i zostają z nami na wiele lat – przekonuje Elena Gasulla  Tortojada z Liebre. – Noszenie ich sprawia ich właścicielom radość. 

Wspierasz markę, wspierasz ludzi

Za jakością i urodą tych rzeczy idzie także promocja miejsca w przypadku naszych bohaterów jest to Szczecin), z którego pochodzą, a nawet głębsze treści. Robi to 100% – pierwsza streetwerowa marka w Polsce, która wyrosła z subkultury skateboardingowej i kojarzona była m.in. z hip hopem. – W dzisiejszych czasach noszenie streetwearu to opowiedzenie się za filozofią marki, za miastem z którego pochodzi. Za ludźmi i stylem życia, których marka wspiera – tłumaczy Łukasz Kosy, dyrektor kreatywny 100%. – Aktualnie przyświeca nam idea odświeżenia wizerunku marki. Wdrażamy nowy sklep www i nowe logo, dynamiczną Stówę. Próbujemy przypomnieć odbiorcom o naszych podstawowych wartościach marki, czyli 100% serca we wszystko co robisz. Zawsze zajmowaliśmy stanowisko w ważnych sprawach społecznych i poświęcaliśmy temu jakiś fragment przestrzeni na ubraniach. Na przykład po putinowskim zajęciu Krymu 100% nazwało drop Fight4Peace. Zrobiliśmy happening pokojowy z pamiątkową koszulką, a zysk z niej przekazaliśmy na fundację pomagającą ofiarom konfliktów zbrojnych.

Działania takie przyczyniają się do wspierania lokalnych marek, są dobrą reklama, wzbudzają większe zaufanie do firmy. – Wokół lokalnej marki tworzy się sieć zwolenników, którzy sprawiają, że ta marka żyje – wyjaśnia Elena Gasulla Tortojada. – Wspierając lokalną markę, wspierasz też innych ludzi. Nasza pracownia i sklep firmowy znajdują się w Szczecinie. Oznacza to, że współpracujemy z dużą grupą lokalnych freelancerów: księgowym, fotografem, z naszymi studentami, z twórcami stron internetowych i wieloma innymi osobami. Jeśli chcesz, aby Szczecin prosperował, staraj się kupować rzeczy, które mają szczecińską duszę, bo każde euro wydane na te rzeczy zostanie ponownie zainwestowane w uczynienie miasta wspanialszym i nowocześniejszym. 

Styl poza modą

Mając tak wspaniałych projektantów i marki tu na miejscu, potrafimy z tego korzystać? Czy Szczecin jest miastem mody? – Nie potrafię tego określić – zastanawia się Łukasz Kosy. – Myślę, że głównie dzięki takim platformom jak Instagram czy Pinterest, wszyscy wsiąknęli w kulturę obrazkową. Oglądają, inspirują się i naśladują. Takie ślepe naśladownictwo nie jest dobre. Brakuje też nam odwagi. Takiej odwagi, jaką mają chociażby Japończycy, którzy są dla mnie jednym z najlepiej bawiących się modą narodów. Natomiast obserwując szczecińskie ulice, widzę dobre zmiany i coraz więcej interesujących kreacji. Średnia wieku ludzi świadomie ubierających się cały czas się zmienia, co też jest dobre.

Okazuje się, że szczególnie szczecinianki są bardzo świadomymi klientkami. – Często przychodzą do nas i na pierwszy rzut oka widzimy, że ubrane są w większości w polskie marki – stwierdzają zgodnie Daria Salomon i Angelika Wojciechowska z Fanfaronady. – Niezwykle nas to cieszy, bo widać, że świadomość odpowiedzialnych decyzji zakupowych rośnie z roku na rok.

– To, co zawsze podziwiam, to eleganckie starsze kobiety. Ciągle mają to coś, co nazywamy stylem – wtóruje Maja Źróbecka. – Piękny płaszcz, apaszka, torebka. Do tego wyprostowane plecy i szminka na ustach. 

O stylu wspominają także dziewczyny z Kafki: – Styl jest poza modą i położeniem geograficznym. Ciekawie ubrani ludzie mieszkają nie tylko w Paryżu, Warszawie, czy Szczecinie, ale także w naszym rodzinnym Koszalinie.

Na koniec Elena Gasulla Tortojada dodaje: – Wiem od naszych klientów, że w Szczecinie jest wiele osób zainteresowanych jakością ubrań i niepowtarzalnymi wzorami. Projektanci i architekci powinni zaryzykować i otworzyć tutaj mały sklep z modą. Problem w tym, że wielu z nich uważa, że w Szczecinie nie ma popytu i wolą wyjechać do Warszawy lub innych dużych miast. Wielu projektantów boi się tu zostać, żeby robić biznes. My zaryzykowaliśmy i się udało. Dlatego zachęcam projektantów do pozostania w Szczecinie i pomocy w budowaniu stolicy designu w Polsce. Jednocześnie chcę zachęcić czytelników Prestiżu do wspierania lokalnych talentów i wydawania więcej pieniędzy w naszych małych niezależnych firmach, a mniej w dużych i bogatych międzynarodowych korporacjach.

 

7( 140)
Listopad'20
gajda