Małgorzata Rozenek-Majdan: Nie odpoczniecie ode mnie!

Nie ma chyba takiej drugiej gwiazdy showbiznesu w Polsce, która by wzbudzała tyle emocji co Małgorzata Rozenek-Majdan. Uwielbiana i hejtowana. Perfekcyjna pani domu, zawsze doskonale wyglądająca, tytan pracy. Jednocześnie mama trzech synów, żona Radosława Majdana, byłego piłkarza Pogoni Szczecin i reprezentacji Polski. Do tego mocno zaangażowana w promowanie in vitro, niebojąca się mówić głośno tego co myśli. Jej kolejna rola związana jest ze zdrowym trybem życia, któremu hołduje od lat. 

 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Jest pani ambasadorką naturalnych kosmetyków Clochee, linii Baby&Kids, przeznaczonej do pielęgnacji skóry dzieci. Wybór chyba nie był przypadkowy: została pani niedawno ponownie mamą, jest pani zwolenniczką zdrowego trybu życia.

Tak naprawdę to Clochee wybrało mnie (śmiech). To wspaniała marka, która robi w stu procentach naturalne, wegańskie kosmetyki do pielęgnacji. Nie było to moje pierwsze spotkanie z nimi. Znałam produkty Clochee, ale te dla dorosłych. Ekologia ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Do tego opakowania. Jestem estetką i zwracam dużą uwagę na design. Linia Baby&Kids ma  przyjemny wygląd i świetny skład. Poza tym bardzo podoba mi się ideologia firmy. Mam świetny kontakt z paniami z Clochee, z panią Darią, właścicielką firmy. Mamy w Polsce markę kosmetyków na światowym poziomie.

Zdrowy tryb życia jest dla pani szczególnie ważny.

Ogromnie, dlatego też dużą wagę przykładam do tego jakich kosmetyków używam. Kosmetyki to jednak nie wszystko. Bardzo ważny jest ruch, wysiłek fizyczny. Dobry wygląd jest tylko skutkiem ubocznym tego, sport dostarcza nam sporą dawkę energii. Do tego ważne jest to co jemy. Jest wiele prawdy w tym, że jesteśmy tym, co jemy. Ja od wielu lat jestem wegetarianką.

A czym jest dla pani bycie mamą?

Wszystko co robię w swoim życiu, robię dla moich dzieci. Są dla mnie najważniejszymi osobami. Jestem mamą trzech synów. Każdego z nich urodziłam dzięki in vitro. W przypadku Henia było najtrudniej, staraliśmy się o niego z mężem przez kilka lat. Procedura in vitro jest skomplikowana, ale warta wysiłku i poświęcenia.

Mówiąc wprost: przeszła pani drogę przez mękę w bardzo szlachetnym i pięknym celu.

Bywało ciężko. In vitro ma ogromny wpływ na ciało i emocje. Są nie do opisania i ciężko jest o nich opowiedzieć. Stąd też pojawił się pomysł książki „In vitro. Rozmowy intymne” oraz poradnik „Świadoma mama”. Są to pozycje, w których przybliżam pozytywne strony macierzyństwa, ale nie obieram go z chwil, które dla rodziców bywają trudne.

Jest pani w Polsce orędowniczką in vitro. Promuje pani tą metodę, edukując innych, wspierając inne pary, które pragną zostać rodzicami. Jednak to nie jest takie proste, szczególnie w naszym kraju.

Dzięki tej metodzie zostałam trzykrotnie mamą. To skomplikowana i kosztowna procedura, dlatego powinna być refundowana. W Polsce ponad półtora miliona par mierzy się z niepłodnością. To ogromna liczba. W kraju, w którym tak głośno mówi się o wartościach rodzinnych i stawia rodzinę na pierwszym miejscu, in vitro traktowane jest jak coś złego. Kobiety są stygmatyzowane, podobnie jak i dzieci, które zostały w ten sposób poczęte.

Dlatego założyła pani fundację? Żeby wspierać innych?

Fundacja zaczęła swoją działalność w marcu, na moment przed lockdownem. Przez parę miesięcy jej praca była utrudniona ze względu na sytuację w jakiej się znaleźliśmy, ale od września pracuje już na pełnych obrotach. Jej głównym celem jest pomoc i wsparcie dla par, które starają się o dziecko metodą in vitro,  a dokładnie zbieraniem środków na zabieg. Największą barierą są właśnie finanse. Należy też pamiętać, że in vitro to ostateczność, proponowana jest wtedy, kiedy inne sposoby zawiodły. Oprócz tego, fundacja współpracuje z bardzo dobrymi klinikami, ze świetnymi lekarzami. W planach mamy propagowanie badań: rezerwy jajnikowej u kobiet, u mężczyzn badania jakości nasienia. Najlepiej zrobić je przed 30 rokiem życia, jeśli myśli się o założeniu rodziny. Ponadto będziemy prowadzić działalność edukacyjną, gdyż pojawia się dużo nieprawdziwych informacji. 

Część z tych informacji jest naprawdę absurdalna i zwyczajnie okropna. Wspomniała pani o piętnowaniu kobiet, ale też o dzieciach, które urodziły się dzięki tej metodzie. Słyszałam takie opinie, że dzieci z in vitro to „dziwolągi”, że nie są normalne…

To już nawet nie chodzi o samo in vitro. Tu chodzi w ogóle o kobiety, o próbę kontrolowania naszego życia. To, co dzieje się aktualnie w Polsce, to że kobiety wyszły na ulice protestować, głośno domagać się swoich praw jest reakcją na to, co w Polsce Kościół Katolicki robi od lat, na to co wyprawia z nami aktualny rząd, cynicznie wykorzystujących pandemię do wprowadzania absurdalnych pomysłów. Nie da się obok tego przejść obojętnie i spokojnie.

Widziałam pani reakcję na Instagramie. Otwarcie pani poparła Strajk Kobiet i mocno skomentowała projekt dotyczący aborcji. Zaskoczyła tym pani wiele kobiet. Słyszałam opinie typu, że „Rozenek jest w porządku”, „lubię Małgośkę”, itp. No właśnie, z Małgorzatą Rozenek-Majdan jest tak, że albo się ją kocha albo nienawidzi. Szczególnie widać to w Internecie, gdzie pani życie jest szeroko komentowane, nie zawsze pozytywnie. Jako osoba publiczna jest pani szczególnie narażona na hejt. Jak sobie pani z tym radzi?

Z negatywnymi komentarzami na swój temat zmagam się od dawna, właściwie od samego początku mojej kariery. Podchodzę do tego ze stoickim spokojem. Znam swoją wartość, tylko ja wiem najlepiej, ile pracy wkładam w to, co robię. Staram się mieć do tego dystans. Odcinam się od tego, nie oglądam się na innych i po prostu robię swoje. Myślę, że to zdrowe podejście, które wyniosłam z rodzinnego domu i staram się przekazać je swoim synom.

Wsparcie bliskich osób również pomaga. Pani mąż, Radosław Majdan, zawsze jest przy pani. Myślę, że niektórzy panowie powinni brać z niego przykład…

Mówi się, że za każdym mężczyzną, który odniósł sukces stoi kobieta. W naszym przypadku jest trochę na odwrót. Radek mnie we wszystkim wspiera i jest w tym fantastyczny. Jest czuły, ma duże pokłady cierpliwości i spokoju. Do tego jest świetnym tatą. Na Henia czekał naprawdę długo, staraliśmy się o dziecko przez kilka lat, teraz nie widzi świata poza nim. Pomaga mi również w codziennych obowiązkach i wstaje do Henryka w nocy. Ma także świetny kontakt z moimi starszymi synami: Stasiem i Tadziem.

Jest pani tytanem pracy. Programy, reklamy, fundacja, teraz jeszcze rola ambasadorki. Skąd pani na to czerpie energię i czy ma pani czas jeszcze na zwyczajne domowe życie?

Jestem energiczną osobą, taka już się urodziłam. Niektórzy ludzie mają większe lub mniejsze pokłady energii. Ja należę do tej drugiej grupy, która nie potrafi usiedzieć na miejscu. Lubię jak coś się dzieje. Co do życia rodzinnego, to jest to moja baza, bez niego by mnie nie było. Mój dom jest dla mnie najważniejszym miejscem, które naładowuje mnie energetycznie i daje siły do działania. Teraz nasze życie stanęło trochę na głowie. Jest Henio, do tego starsi synowie uczą się zdalnie, więc cały czas są w domu. Mały dom wariatów (śmiech). Oczywiście z Radkiem zawsze znajdziemy chwilę dla siebie. Czasem coś zaplanujemy, czasem spontanicznie gdzieś wyjedziemy. Teraz jest to trochę utrudnione przez pandemię, ale wystarczy zwyczajny spacer czy… własna kanapa.

 Co w takim razie szykuje dla nas pani nowego?

Pracuję nad wieloma projektami, które ujrzą światło dzienne już w pierwszej połowie przyszłego roku. Ostatnio postanowiłam sprawdzić się w kompletnie nowej roli i przyjęłam propozycję Patryka Vegi. Gram jedną z głównych ról. Było to dla mnie wyzwanie, bo gram kobietę, która jest moim całkowitym zaprzeczeniem. Kolejna, już nieco mniejsza rola czeka na mnie przy następnym projekcie. Mam jeszcze kilka pomysłów, ale nie mówię o nich głośno. Gdy będę ich pewna na sto procent, wtedy powiem. 

 

 

foto: Sandra Sobolewska / MUA: Beata Milczarek / stylizacje: Paweł Marczewski / fryzury: Marek Sierzputowski / produkcja zdjęć: Clochee 

 
 
8( 141)
Grudzień'20