Happy New Fear, albo suma wszystkich strachów

Autor

Szymon Kaczmarek

Nigdy nie obawiałem się samotności pustego pokoju. Nawet w dzieciństwie, choć mój pokój odwadze nie sprzyjał. Był to wydzielony parawanem skrawek ogromnej muzealnej sali wypełnionej zapchanymi eksponatami regałami. Brak dziecięcego strachu wykorzystywali bezlitośnie moi rodzice, zostawiając mnie na całe wieczory. Ale ja nie pękałem. Pękać zacząłem dużo później. W zasadzie pierwsze lęki pojawiły się wraz z pójściem do szkoły. Tak, w szkole zacząłem się bać. Uwagi w dzienniczku, wizyta u higienistki, która kończyła się na dentystycznym fotelu, klasówka z matematyki. Powodów było bez liku. Wraz z upływem lat, zaczęły pojawiać się coraz liczniejsze powody do strachu. Mądrale mówią, że strach i lęk, to dwie różne sprawy. Może i mają rację, ale mnie brzuch boli w obu przypadkach tak samo. Tak samo bolał, gdy nie mogłem zejść z czubka kasztanowca rosnącego do dziś na ul. Malczewskiego i gdy uwiązłem w wykopie pod rurę, pod ulicą Świerczewskiego (była kiedyś taka ulica). Im człek robił się starszy, tym częstsze lęki i strachy. Godziny spędzone w kinie „Kosmos” wypełnione lękiem: „odepchnie moją rękę, czy odwzajemni uścisk?”. Możliwe, że ona przeżywała ten seans podobnie. Później już poszło gładko i obficie. Lęk przed maturą, pierwszą pracą, obawa czy Córka oddycha w swoim łóżeczku, strach połączony z troską o przyszłość Bliskich, lęk przed nieuchronnym jutrem.

Czasami, ludzie połączeni wspólnym strachem, wspólnie podejmują działania mające na celu zwalczenie wroga. Strach jednak, musi być wówczas wielki. Czasami, przed jakimkolwiek działaniem powstrzymuje nas sam strach. Dziwnym jest zjawiskiem, dwulicowym: krępuje, ale i wyzwala, obezwładnia, ale i prowokuje do działania.

Do wszystkich naszych lęków powszednich, w minionym roku doszedł jeszcze jeden. Uzasadniony zacieśniającym się wokół nas pierścieniem zakażeń osób, które znamy. Strach przed wirusem. Jak sięgam pamięcią, żaden inny strach nie miał tak przemożnego wpływu na nasze życie, jak ten właśnie. Pokonamy je. I strach, i wirusa, to oczywiste. Jednak konsekwencje tego strachu, mogą być dla naszej codzienności zatrważające (Trwoga, to połączenie lęku, strachu i jeszcze czegoś, o wiele gorszego).

Najbardziej obawiam się (znów ten strach) konsekwencji społecznych. Zmiany rodzajów kontaktów z bliskimi, znajomymi, przyjaciółmi. Rozluźnienia i tak ostatnio nadwątlonych więzi. Nowych podziałów, segregacji, wartościowań. Ty jesteś fajny, bo zaszczepiony, albo zgoła na odwrót, któż to wie? Ty masz pracę, to będziesz moim znajomym. Ty straciłeś wszystko, no to radź sobie sam. Tak, to jedna z możliwości. Straszna, ale wciąż możliwość…

W naszym strachu jest jednak także i coś, co potrafi zmobilizować. Coś, co dodaje nam sił do działań zda się ponad siły. Strach nie tylko pęta nogi. Czasami, a są na to liczne przykłady, wyzwala niespodziewaną energię, pobudza wyobraźnię, strach potrafi dodać odwagi! Może więc skupmy nasze myśli na takich reakcjach? Czy tak trudno wyobrazić sobie człowieka, który oznajmia z dumą: „Ten sukces zawdzięczam lękowi. To on pchnął mnie do działania”.

Na zakończenie coś optymistycznego. Wszak nie ma takiej sytuacji, która by nas przerosła! Tak, więc Czytelniku serdeczny, posłuchaj mej rady na ten Nowy Rok:

Nie lękaj się być szczery, uczciwy i dobry. Nie obawiaj się miłości, przyjaźni i koleżeństwa. Mów otwarcie, wyrażaj głośno swoje zdanie.

Łatwo powiedzieć? Oczywiście, ale należy spróbować. Bez strachu.

 
1( 142)
Styczeń'21