Sara Stridsberg „Beckomberga”

Teatr Współczesny w Szczecinie, reż. Anna Augustynowicz

Premiera on-line

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Tytułowa Beckomberga to dzielnica Sztokholmu i jednocześnie nazwa szpitala psychiatrycznego, który został zlikwidowany na fali odważnych i do dziś wywołujących skrajne opinie reform premiera Olofa Palme’go (notabene zastrzelonego w 1986 roku w trakcie urzędowania). Próbowano socjalizować pacjentów poprzez zapewnienie im materialnego wsparcia, oferując jednocześnie samodzielne życie poza szpitalną rzeczywistością. Z późniejszych badań wynika, że nie był to zbyt udany eksperyment, gdyż większość pacjentów zmarła przedwcześnie (być może także śmiercią samobójczą, czego statystyki nie uwzględniają). W dramacie, a później także powstałej na jego kanwie powieści Sary Stridsberg pacjenci i ich rodziny „powracają” do Beckombergi. Nie wiadomo czy to powrót fizyczny czy metafizyczny. Prawdziwe jednak są jednak ich emocje i doświadczenia. Pomimo zdiagnozowanych chorób psychicznych pacjenci przeżywają dokładnie to co każdy z nas. Jest tu zatem nie tylko tęsknota, strach, ciężar relacji rodzinnych czy rodzicielskich, ale też miłość, namiętność, seks, używki, a nawet ekonomia i polityka. W interpretacji Augustynowicz na pierwszy plan wysuwa się doświadczenie IZOLACJI, egzystencji w zamknięciu, ale też strachu przed życiem poza szpitalem. Reżyserka odnajduje tu korespondencję do pandemicznego czasu, co widoczne jest w wielu płaszczyznach jej realizacji. To przede wszystkim miejsce akcji – znajdujemy się bowiem nie w sterylnym szpitalu, lecz na opuszczonej teatralnej widowni (znakomita przestrzeń Marka Brauna, scenografa). To widownia w reżimie sanitarnym z wykluczonymi miejscami dla zachowania dystansu społecznego. To także wyraźny i mocny sygnał, że możemy „podglądać” … samych siebie i zadać sobie niemal te same pytania, bo przecież też doświadczamy pewnego sytuacyjnego szaleństwa. Wymuszona złośliwością patogenu izolacja zmienia nie tylko nasze przyzwyczajenia, ale – niczym wartość dodana – pozwala poznać nieznane dotychczas obszary własnych wewnętrznych światów. Uniwersalność teatralnego świata podkreśla fakt, że pacjenci szpitala nie epatują typowymi dla swych chorób objawami. Są tacy jak My, przynajmniej powierzchownie. Ich choroby są zasygnalizowane jedynie w sugestywnych scenach zbiorowych, zaznaczone niewygodnym dźwiękiem i gestem krzyku. Są także poza wiekiem, matka może być młodsza od córki, a daleko posunięta starość może tkwić w młodości. O przewrotnym strachu przed porzuceniem izolacji (czy to szpitalnej czy pandemicznej) Augustynowicz mówi symbolicznie poprzez odniesienie do Antona Czechowa i jego „Wiśniowego Sadu” – jedna z postaci trzyma w rękach karton (tak modny dziś przedmiot do wykorzystania na ulicy) z napisem „Drzewo Czechowa”. Idąc tym tropem, to kiedy pomyślimy o „Trzech siostrach” to też zapragniemy wyjechać do Moskwy, albo gdziekolwiek indziej, choć przecież wiemy, że nie możemy… 

Rejestracja spektaklu (Przemysław Chojnacki), który, gdy tylko będzie to możliwe zostanie pokazany NORMALNIE, została pozbawiona kolorów. Czerń – biel pozwoliły intensywniej wydobyć emocjonalne treści, a jednocześnie (tu żartobliwie) to kwintesencja ascetycznej teatralnej estetyki Augustynowicz, nie możliwa dotychczas do zrealizowania na scenie. Z kolei wąskie kadry, pozwalające dostrzec choćby najsubtelniejszy gest aktorów, wzmocniły wymowę dramatu, a jednocześnie pozwoliły spojrzeć na nich z perspektywy niedostępnej z tradycyjnej widowni. Zespół aktorski Współczesnego mimo długiej pandemicznej przerwy – absolutnie brawurowy. Przymiotnik, którego należałoby użyć omawiając każdą z kreacji brzmiałby: przejmujące. Próba wartościowania i adekwatnego określania skończyłaby się podaniem pełnej listy obsady. Gęstą atmosferę podkreślają muzyka i dźwięki Jacka Wierzchowskiego, uzupełnione wykonywanymi na żywo – tak to słowo ponownie musi paść – przejmującą i piękną zarazem wokalizą Grażyny Madej oraz pieśniami w wykonaniu Wiesława Orłowskiego. Tomasz Armada (kostiumy) uczynił bohaterów uniwersalnymi, pozwalając na wspominaną wcześniej subtelną identyfikację z nimi. Zresztą szaleństwo dzieje się przecież wewnątrz… A kiedy My opuścimy naszą pandemiczną Beckombergę? Na pewno jedną z pierwszych rzeczy, którą należy wówczas zrobić, to… IŚĆ DO TEATRU. Póki co, na podstawie znakomitej realizacji video: prestiżowe 6/6. 

2( 143)
luty'21