Szczecin czeka na Oscara

Brzmi to niewiarygodnie, ale dwa polskie filmy dokumentalne związane ze Szczecinem mają szansę na zdobycie najwyższego wyróżnienia w filmowym świecie – nagrody amerykańskiej Akademii Filmowej, czyli Oscarów! Czy dzięki nim Szczecin przełamie złą passę filmową i w końcu stanie się obiektem zainteresowania polskich filmowców? Ostatnio coś się w tej sprawie ruszyło. Bo jak na razie częściej w stolicy Pomorza Zachodniego gościli chyba niemieccy filmowcy. Może więc już czas na przełom?

Autor

Dariusz Staniewski

Szczecin nie miał jakoś szczęścia w filmowym PRL-u. Przynajmniej, jeżeli chodzi o produkcje fabularne. Do 1989 roku zrealizowano w nim tylko kilka filmów. To m.in. wojenny „Jarzębina czerwona”, historyczny „Jarosław Dąbrowski”, obyczajowy „Okolice spokojnego morza”, czy też niezbyt udany polsko-belgijsko-brytyjski musical „Alicja”. Najsławniejszy, to „Cała naprzód”. Kilka lat temu powstał pomysł, aby ten obraz uhonorować pomnikiem dwójki głównych bohaterów – wybitnych polskich aktorów Zbigniewa Cybulskiego i Zdzisława Maklakiewicza. Planowano, że monument stanie na szczecińskiej Łasztowni. Ale jak na razie pozostaje to tylko w sferze planów Urzędu Miejskiego. Dopiero w ostatnich latach polscy filmowcy spojrzeli na stolicę Pomorza Zachodniego nieco łaskawszym okiem. Przełomem okazały się „Młode wilki” w reżyserii Jarosława Żamojdy. Dwuczęściowy obraz o młodych gangsterach ze Szczecina zdobył spore uznanie w Polsce. Choć chyba nie do końca o takie zareklamowanie miasta chodziło. Oprócz tego zrealizowano m.in. „Skargę” – o wydarzeniach Grudnia 1970 roku, „Ławeczkę”, „Moja Angelika”, czy thriller „Anatomia zła” (akcja toczy się m.in. w redakcji „Kuriera Szczecińskiego”). W Szczecinie zdjęcia do jednego ze swoich sensacyjnych filmów realizował także Patryk Vega oraz Michał Milowicz – do swego debiutu jako reżysera, czyli komedii „Futro z misia” (której współproducentem była szczecinianka Anna Siergiej). Ale teraz pojawia się szansa, że w o Szczecinie w filmowym świecie zrobi się naprawdę głośno.

Miłość z Cafe Uśmiech

Jest taki lokal w Szczecinie, dla niektórych kultowy. Cafe Uśmiech, położony tuż obok Spółdzielni Lekarskiej „Medicus”. Lokal nieduży, kameralny, z charakterystycznym i niepowtarzalnym już neonem na dachu.
W latach 80. ubiegłego wieku był znaną i popularną kawiarnią. Po transformacji ustrojowej odnalazł się nowej rzeczywistości przekształcając się w sprawnie działającą restaurację. Słynne stały się zwłaszcza wieczorki taneczne organizowane w Cafe Uśmiech przy muzyce „na żywo”. I jedna z wielbicielek tych tanecznych spotkań została główna bohaterką sławnego już i nagradzanego na świecie filmu pt. „Lekcja miłości”. To dokument zrealizowany przez dwie szczecinianki: reżyserkę Małgorzatę Goliszewską (absolwentką Akademii Sztuki w Szczecinie, filmoznawstwa i grafiki) oraz operatorkę Kasię Mateję (absolwentkę wydziału Filmu i Telewizji na Edinburgh College of Art w Szkocji). „Lekcja miłości” jest historią Jolanty Janus, spotkanej na wieczorku tanecznym dla seniorów w szczecińskiej kawiarni "Café Uśmiech" ekscentrycznej szczecinianki, artystycznej duszy tuż przed siedemdziesiątką, która po wielu latach ucieka od małżeńskiego koszmaru. Zaczyna żyć tak, jak chciała: tańczy, śpiewa, pisze wiersze i piosenki, występuje w teatrze dla seniorów. Podczas jednego z wieczorków w Cafe Uśmiech spotyka nową miłość. 

Małgorzata Goliszewska – Pomysł na film dokumentalny zaczyna się zazwyczaj od jakiegoś impulsu, spotkania. Ale później, tak jak w tym przypadku, im bardziej wchodziłyśmy w życie Joli, w jej historię, w jej świat, to tym bardziej rozumiałyśmy o co w nim chodzi i jaki jest w nim konflikt. Bo w filmie jest potrzebny konflikt. To wszystko się z czasem klarowało. 

Katarzyna Mateja: – Początek był taki, że Gosia zaprosiła mnie do projektu filmu dokumentalnego o seniorkach i seniorach, bywalcach Cafe Uśmiech w Szczecinie. Przez pół roku, co środę jeździłyśmy do Cafe Uśmiech i dokumentowałyśmy co tam się dzieje, poznawałyśmy bohaterki i bohaterów tych spotkań. Stosunkowo szybko okazało się, że historia Joli i zmian, które następowały w jej życiu na naszych oczach jest tematem na pełnometrażowy film dokumentalny.

– Od pierwszego dnia zdjęciowego było wiadomo, że ona jest jedną z najważniejszych bohaterek w tym filmie, nawet kiedy to jeszcze był film o Cafe Uśmiech – dodaje Małgorzata Goliszewska. – Potem to skupienie zaczęło się zawężać coraz bardziej na Joli, zawężać i pogłębiać. Aż w końcu powstał film o Joli, który miał swój punkt wyjścia w Cafe Uśmiech. Mam taką sąsiadkę, Lenę, która akurat w 2016 roku śpiewała w Cafe Uśmiech w zespole Savio. Mówiła mi: Gosiu, jaką ja mam wspaniałą pracę! Jak ja kocham to miejsce, musisz tam przyjść, tam jest tak radośnie, pokochasz tych seniorów! No i ja w końcu przyszłam i mówię: o kurcze, to jest faktycznie wspaniałe. Taka szaleńcza, radosna atmosfera. I zaczęłam tam chodzić. I zaczęłam tam realizować różne projekty artystyczne. Ale marzyłam, żeby zrobić tam prawdziwy film. Jak otrzymałam w 2016 roku dofinansowanie – stypendium od marszałka województwa zachodniopomorskiego, to wtedy zaprosiłam Kasię jako operatorkę, jeszcze kolegę Leszka Garstkę i zaczęliśmy w trójkę realizację tego filmu.

Katarzyna Mateja już po pierwszym spotkaniu z Jolą wiedziała, że ma do czynienia z nieprzeciętną osobowością. – Pierwszy raz zobaczyłam ją na nagraniach roboczych, dokumentacji filmowej Gosi. Jola jest barwnym ptakiem, niesamowicie wygląda, jej mocną energię wyczuwa się intuicyjnie. Także to, że jest w niej jakaś tajemnica. Później, jak poznałam Jolę, jej magnetyczność okazała się jeszcze mocniejsza. Uwielbiam jej poczucie humoru, optymizm i to, że zawsze wokół niej dzieje się tak wiele. Jola potrafi się śmiać, mimo że w jej życiu nie zawsze było tak kolorowo jak teraz. 

Film dotyka spraw trudnych, dotyczących wielu kobiet. Starali się opowiedzieć historię Joli w sposób, który odpowiada osobowości głównej bohaterki, z dużą dawką humoru.  Właśnie to sprawia, że film jest bardzo dobrze odbierany przez publiczność niemal na całym świecie. 

Dziewczyny rozpoczęły realizację tego filmu w sierpniu 2016 roku. Trwała cztery lata. – Jak na pełnometrażowy dokument obserwacyjny, portret, w Polsce, z tego co ja obserwuję, na podstawie innych projektów, które cenię i z którymi miałam do czynienia, to dokładnie tyle trwają realizacje.  Między trzy a pięć lat – wyjaśnia Katarzyna Mateja

Małgorzata Goliszewska dodaje: – Pół roku chodziłyśmy do Cafe Uśmiech, miałyśmy 50 godzin materiału. Wydawało mi się, że to jest bardzo dużo, że już trzeba powoli montować. Dałam więc ogłoszenie na Facebooku, że szukam montażysty. Zgłosiło sie wielu. Ale właściwie z jednym nawiązałam od razu kontakt, porozumienie i to był właśnie nasz montażysta Alan Zejer. To jest jeden z najlepszych montażystów dokumentalnych młodego pokolenia. Uważam, że miałyśmy ogromne szczęście i montaż był ogromnie ważnym elementem w pracy nad filmem.

Jak się zachowywali stali bywalcy Cafe Uśmiech?  Czy byli nienaturalni, sztywni, krępowała ich obecność kamery? – Byliśmy przyjmowani z wielką otwartością, wszyscy zachowywali się niesamowicie naturalnie – opowiadają twórczynie. – Cafe Uśmiech to mikrokosmos, miejsce pełne jest witalności, tańca, radości życia, romansów. Sceny z Cafe Uśmiech są jednak tylko niewielką częścią ostatecznego filmu „Lekcja miłości”. 

W filmie można rozpoznać wiele innych charakterystycznych miejsc dla naszego miasta. Podczas kręcenia filmu, miałyśmy wielkie szczęście do postaci drugoplanowych i pobocznych. Niemal wszystkie osoby, które pojawiły się przez te kilka lat pracy nad filmem wokół postaci głównej bohaterki były niezwykle prawdziwe, niczego nie udawały. – Byli oczywiście podekscytowani – mówią twórczynie filmu. – Jesteśmy ogromnie wdzięczne wszystkim pracownikom, zespołowi Savio i bywalcom Cafe Uśmiech. Niektórzy mogą być trochę rozczarowani, że to nie jest film o tym lokalu. Ale tak to jest jak się robi dokument.  Ta historia nas znajduje, prowadzi i raczej trzeba słuchać tej rzeczywistości niż sobie z góry zakładać co to będzie. Finalnie w filmie znalazły się dwa małe fragmenty z Cafe Uśmiech. Ale za to jakie ważne są te dwa fragmenty!

„Lekcja miłości” jest aktualnie do obejrzenia na kanale filmowym HBO GO.

Drugi z filmów z oscarową szansą, to obraz Katarzyny Warzechy „We Have One Heart” (tłum. „Mamy jedno serce”). Reżyserka jest absolwentką reżyserii Szkoły Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego w Katowicach oraz Wajda School & Studio w Warszawie. Nominowany dokument, to historia Adama, który po śmierci matki odnajduje listy sprzed lat jego rodziców: Polki i Kurda mieszkającego w Iraku. Adam nigdy nie poznał ojca. Dzięki listom może się czegoś o nim dowiedzieć. Dokument Warzechy jest połączeniem animacji rysunkowej z materiałami archiwalnymi, autentyczną korespondencję z lat 80. i współczesnymi zdjęciami filmowymi. Dokument powstawał prawie dwa lata. Jego głównym bohaterem jest Adam Witkowski, który skomponował do niego muzykę. Co łączy Warzechę ze Szczecinem? Właśnie Witkowski. To wykładowca w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Ale od 2015 roku jest związany także z Wydziałem Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie. Zajmuje się sztuką wizualną (malarstwo, grafika, instalacja, wideo) oraz dźwiękiem i muzyką.

We wtorek 9 lutego tego roku ogłoszone zostaną tzw. skrócone listy kandydatów do Oscara w kategorii film dokumentalny. Z kolei nominacje do nagrody poznamy 15 marca. Czy znajda się wśród nich „Lekcja miłości” i „We Have One Heart”?

Pomocna dłoń funduszu

Oba filmy zostały wsparte finansowo przez Zachodniopomorski Fundusz Filmowy Pomerania Film. To instytucja, na którą składa się trzech donatorów – miasta Szczecin, Koszalin i Województwo Zachodniopomorskie. 

Jak fundusz powstawał w 2009 roku miał być taki impulsem, daniem szansy na start twórcom tutejszym, regionalnym. Wielu z nich nie miało wcześniej szansy zdobycia środków na swoje produkcje a mieli fajne pomysły. Powstało więc miejsce, w którym mogą oni złożyć swoje projekty. Przez pierwsze dwa lata działania funduszu preferowano w ogóle ludzi dopiero startujących, czyli debiutantów, ewentualnie tych, którzy robią drugi film. Bo start jest najtrudniejszy. Dopiero potem zmieniono te kryteria, bo nie mogliśmy cały czas preferować tylko debiutantów. Jest ich tez przecież ograniczone grono (śmiech) –  mówi Marek Osajda, dziennikarz i filmowiec, członek Rady Programowej ZFFPF.

W tym roku odbyła się już jej 12 edycja konkursu funduszu dofinansującego propozycje filmowe, nie tylko lokalnych twórców. Złożonych zostało 17 projektów filmów – fabularnych i dokumentalnych. Wybrano siedem. Kilku uznanych twórców, którzy złożyli swoje propozycje odeszło z kwitkiem m.in. znana polska reżyserka Anny Kazejak. Zrealizowała ona już w Szczecinie głośny film fabularny pt. „Obietnica”. Ale tym razem nie otrzymała dofinansowania z funduszu.

Mieliśmy w ubiegłym roku bardzo ograniczony budżet m.in. ze względu na covid. Dwa razy mniej niż dwa lata temu. A chcieliśmy przede wszystkim dać szansę ludziom stąd, z regionu. Poza tym proponowana ilość środków dla tego projektu stanowczo przewyższała możliwości funduszu. Nie byliśmy w stanie tego udźwignąć. To trudne sytuacje. Ale chcieliśmy, aby skorzystali nasi twórcy, dać im możliwość zrealizowania swoich projektów za dużo mniejsze pieniądze. Anna Kazejak jest już osobą znaczącą w polskim kinie. Z „Obietnicy” byliśmy bardzo zadowoleni. Gdybyśmy mieli większą pulę środków to być może wsparłyby jej projekt –  tłumaczy Marek Osajda.

Dodaje, że kryteria na podstawie których wybierane są projekty określone zostały w regulaminie konkursu. Bierze się pod uwagę m.in. związek danego pomysłu z regionem np. czy twórca jest z Pomorza Zachodniego, czy temat jest związany z tym rejonem lub Szczecinem, czy zdjęcia będą tutaj realizowane itp. Zgodnie z regulaminem są nawet przewidziane pewne preferencje dla twórców z regionu Pomorza Zachodniego, otrzymują oni za to dodatkowe punkty. Projekt, który uzyskał dofinansowanie funduszu powinien powstać w ciągu roku. Ale wszystko zależy od sytuacji. W tym i ubiegłym roku z powodu pandemii nastąpiły i nastąpią pewne przesunięcia. Ale fundusz zapewnia, że nie dojdzie do sytuacji kiedy z powodu epidemii twórcy będą mieli jakieś problemy z wykorzystaniem przyznanych środków. Zapewniają także, że w tym roku odbędzie się kolejna edycja konkursu.

Nie słyszałem o tym, żeby jej miało nie być – mówi Marek Osajda. Zrobimy wszystko, żeby do niej doszło. To ważne. Ciągłość musi być zachowana.  Obserwując to, co do tej pory zrobiono dzięki funduszowi, widać wyraźnie, że są to bardzo ciekawe realizacje, powstało sporo fajnych rzeczy, które zdobyły niemało nagród. Trafiło się wielu fantastycznych twórców, objawiło się wielu fajnych debiutantów. Wielu ludziom fundusz pomógł wystartować, którzy sobie teraz bardzo dobrze radzą.
To jeden a najjaśniejszych punktów na kulturalnej mapie regionu. Może niewielu ludzi już to sobie uświadomiło, ale tak naprawdę jest. „Lincz” Krzysztofa Łukaszewicza – reżysera ze Szczecina, fabuły Jacka Bromskiego realizowane w Szczecinie i Świnoujściu, to tylko kilka z głośnych i znanych filmów, które fundusz wspomógł. Do tego sporo znakomitych filmów dokumentalnych jak np. Magdaleny Szymków „Mój dom”. W tym wszystkim ma swój udział Zachodniopomorski Fundusz Filmowy Pomerania Film.

Burger Drwala w śniegu

Chyba niewielu osobom umknęła tej zimy pewna reklama w telewizji lub w Internecie. Film promujący nową kanapkę sieci McDonald’s – „Burger Drwala”. Zgrabne zdjęcia, szybka akcja a w tle…Szczecin w śniegu. Zjawisko dość nietypowe w stolicy Pomorza Zachodniego w ostatnich latach.

Zabawne w tym wszystkim jest to, że McDonald’s wycelował w taką pewną legendę o Szczecinie, że na przestrzeni ostatnich 10 lat średnio w roku jest sześć dni, kiedy pada śnieg. Tymczasem patrząc przez okno (rozmawiamy 15 stycznia br.), na te opady śniegu, po tej reklamie można się tylko śmiać. Chyba tak bardzo dużo ludzi w Szczecinie zaczęło zamawiać tego Burgera Drwala, że śnieg zaczął obficie padać. I wszystko wygląda jak w reklamie – opowiada Rafał Bajena ze szczecińskiej firmy Film Services, zajmującej się produkcją filmową.

Reklamówka McDonald’s była realizowana bardzo dynamicznie – na początku listopada ubiegłego roku odbyła się dokumentacja, a w połowie tego miesiąca rozpoczęły się zdjęcia. Film trafił do telewizji i Internetu w grudniu 2020 roku. I zyskał sporą popularność.

Są trzy wersje tej reklamówki – taka typowo telewizyjna trwająca do 45 sekund. Druga trwa prawie minutę i czterdzieści parę sekund oraz trzecia wersja w języku angielskim trwająca minutę czterdzieści sekund. Jest także taka historyjka, coś w rodzaju making off, nagrana trochę później, już po realizacji reklamy. To taka prezentacja efektów działania reklamy, że ludzie dzięki niej zamawiają proponowany produkt i cieszy się on ich zainteresowaniem. Przy tym filmie współpracowała także kolejna szczecińska firma Kinomotiv – dodaje Bajena. I zdradza trochę realizacyjnej „kuchni”. – Ekipa przyjechała na „gotowe”. Liczyła prawie 50 osób, 20 samochodów, około 10 małych busów, dwie ciężarówki scenografii, siedmiotonowe auta z oświetleniem. Tego nie widać w reklamie, ale to było bardzo duże przedsięwzięcie. Zawsze jak pracujemy z jakimiś producentami staramy się, aby w realizowany projekt było zaangażowanych jak najwięcej instytucji i podmiotów ze Szczecina. W tym przypadku lokalne firmy zorganizowały casting dla statystów, przygotowały catering (trzy razy dziennie posiłki – łącznie ponad 100), ochronę, do tego straż pożarna – dzięki strażakom na jednej z ulic pojawił się gigantyczny 46 metrowy wysięgnik. Umieszczony na nim został reflektor, który oświetlał plan zdjęciowy na ulicy Bolesława Śmiałego, przy wyremontowanych kamienicach. Było potrzebnych także 30 osób z samochodami, które zagrały tzw. pojazdy parkujące. Sceny na parkingu. Były na nich „nasze” samochody. Jakby były inne, mogłoby dojść do dziwnych sytuacji – auto odjedzie, a tu potrzebny będzie dubel ujęcia. Muszą być te same auta, stojące w tym samym miejscu. Produkcja reklamy rządzi się innymi prawami niż film. Tu mamy do czynienia z komercyjnym wykorzystaniem pewnych elementów. Ktoś np. może powiedzieć „nie chcę, nie chciałem, żeby moje auto zagrało w reklamie”. Ale zostało wykorzystane, bo stało zaparkowane akurat w tym miejscu, w którym realizowano zdjęcia. I już sprawa w sądzie. 

Ekipa Film Services przygotowała twórcom reklamy ponad sto różnych lokalizacji w mieście, które mogłyby być brane pod uwagę przy jej realizacji. O tym, które „zagrały” zadecydował reżyser ze scenografem oraz producent obrazu. 

Zdjęcia były realizowane praktycznie w każdej dzielnicy Szczecina. Np. w jednym z mieszkań przy alei Piastów przemalowano ludziom cały salon z balkonem, poprzestawiano meble, przywieziono część innych. W tym miejscu praca trwała prawie tydzień. Na jednym z podwórek przy alei Wojska Polskiego w kilku scenach zagrali szczecińscy aktorzy m.in. Arek Buszko, Wojciech Sandach, Małgorzata Chryc - Filary, Zbigniew Filary, Magdalena Myszkiewicz. Szkoda, że nie wszystkich widać. Do tego oczywiście pojawili się zwykli szczecinianie jako statyści – wyjaśnia Bajena.

Zdradza także kilka ciekawostek z innych filmów, które były realizowane w Szczecinie oraz regionie w ostatnich miesiącach i przy których współpracowała jego firma.

W ubiegłym roku pomagaliśmy przy  produkcji ostatniego sezonu jednego ze znanych i popularnych niemieckich seriali – „Dark”. Jeszcze wcześniej współpracowaliśmy z ekipą, która była odpowiedzialna za realizację innego sławnego już niemieckiego serialu pt. „Babilon Berlin”. Niewiele nawet brakowało, aby sceny do tej produkcji były kręcone w Szczecinie. Natomiast w grudniu 2019 roku współpracowaliśmy przy produkcji niemieckiego kryminału pt. „Einfaches Job”, produkowanego dla telewizji ARD. Scena finałowa była nagrywana na szczecińskim rynku ‘Kalinka” na osiedlu Kaliny. Wzięły w niej udział m.in. panie, które tam handlują w budkach. Poważną rolę odegrała zwłaszcza tamtejsza szaszłykarnia „Kalinka”, która mając bardzo dobre obiady wyżywiła całą ekipę, prawie 40 osób. Nawet główna aktorka występująca w tym filmie, która nie je mięsa, dała się skusić i zjadła kurczaka z rożna. I bardzo sobie chwaliła – śmieje się Rafał Bajena. 

Odwilż z poślizgiem

Pewnego dnia spod lodu na powierzchnię rzeki wypływa ciało młodej kobiety, rozpoczyna się śledztwo mające ustalić, kim była i dlaczego zginęła. Sprawę próbuje wyjaśnić policjantka, która jednocześnie zmaga się z własnymi problemami i wychowaniem małoletniej córki. Zaciekawieni? To główny zarys kryminalnego serialu produkcji HBO pt. „Odwilż”, który od ubiegłego roku jest realizowany w Szczecinie. Z przerwami, spowodowanymi pandemią, ale chyba z coraz bliższym finałem. Serial reżyseruje Xawery Żuławski, twórca m.in. „Wojny polsko-ruskiej” według powieści Doroty Masłowskiej i kontrowersyjnej „Mowy ptaków”, która powstała na podstawie scenariusza jego ojca – znanego reżysera Andrzeja Żuławskiego. Zdjęcia były realizowane w wielu miejscach stolicy Pomorza Zachodniego. Produkcja otoczona jest ścisłą tajemnicą. Wzięli w niej udział m.in. znani szczecińscy aktorzy. Ale nie mogą nic ujawnić aż do premiery serialu – obowiązuje ich klauzula poufności. Według autorki scenariusza serial opowiada o policjantce – samodzielnej matce, która po śmierci męża „zamroziła się” w żałobie. 

–  Teraz, poprzez prowadzone śledztwo musi skonfrontować się z własną stratą i przeżyć tytułową odwilż. To opowieść o bólu i samotności, ale jednocześnie o poszukiwaniu nadziei w mrocznym i niełatwym świecie. (…) Na pewno inspiracją były dla mnie seriale takie jak The Killing, Top of the Lake, czy True Detective. Dużo wtedy tego oglądałam i któregoś dnia przyszedł mi do głowy pomysł na kryminał, którego jeszcze nie było. Przez lata bałam się, że ktoś na pewno wpadnie na podobny pomysł – nie wiem jakim cudem tak się nie stało. Albo się stało, a ja nic o tym nie wiem. Ale też producenci w HBO zawsze uspokajali mnie, że „Odwilż” to nie sam kryminał, a równie ważny dramat/thriller – to jak śledztwo rezonuje z główną bohaterką – mówiła Marta Szymanek, scenarzystka (m.in. serial „Wataha”) w wywiadzie dla platformy Papaya Young Directors.

Kiedy premiera „Odwilży”? – Raczej nieprędko. Zdjęcia nadal trwają.  Nie podawaliśmy jeszcze terminu premiery. Tyle mogę na tę chwilę powiedzieć – stwierdziła Agnieszka Niburska z HBO Europe.

 

2( 143)
luty'21