Wspomnienia zatopione w mleku

Elegancka biżuteria z dodatkiem kobiecego mleka? Dla jednych ten pomysł wyda się kontrowersyjny, dla innych to ładna pamiątka po fragmencie życia, związanego z okresem macierzyństwa, ważnym dla wielu kobiet.

Autor

Aneta Dolega

Katarzyna Lew zaryzykowała i zainspirowana własnymi doświadczeniami związanymi z okresem karmienia i  przede wszystkim historiami innych matek, stworzyła biżuterię o nazwie Milkies, która łączy złoto i kamienie szlachetne właśnie z kobiecym mlekiem. – Karmiąc swoje pierwsze dziecko poszukiwałam środowiska, w którym rozmawiałyśmy na tematy okołolaktacyjne i wśród takich właśnie mam dostrzegłam silną potrzebę upamiętnienia tego szczególnego okresu. A że od zawsze tworzyłam hobbistycznie biżuterię na swoje potrzeby, wpadłam na pomysł takiej pamiątki – mówi projektantka. – Okazało się, że w Polsce nie ma jeszcze takich twórczyń, a na świecie jest ich niewiele. Po urodzeniu drugiego dziecka rozpoczęłam eksperymenty.

Na początku były to perełki, kropelki, aktualnie najbardziej są popularne medaliony wypełnione mlekiem, na którego tle malowane są symbole, litery, różnego rodzaju kształty, często z użyciem osobistych elementów. –  Poza mlekiem utrwalamy włoski dzieci i rodziców, połączone w litery, serduszka, drzewa życia, posypane pyłem ze skruszonej pępowiny, otoczone szlachetnym opalem, drobinkami trzech odcieni litego złota – wymienia Katarzyna Lew. – Zatapiamy tkaniny pochodzące np. z welonu, sukni ślubnej, sweterka babci, chusty do noszenia dzieci. Zdarzają się zlecenia bardzo oryginalne, zawierające w jednym koraliku grzywę ukochanego konia oraz mleko mamy.

Jak zatem w praktyce powstaje taka biżuteria i kto ją nosi? – Mleko mamy przysyłają pocztą w woreczkach do mrożenia pokarmu. Natychmiast po przyjęciu codziennej poczty poddajemy mleko konserwacji i głęboko mrozimy do czasu obróbki. Mleko zastyga do postaci połyskujących perełek i kamieni w warunkach laboratoryjnych z użyciem m.in. ciśnienia, odpowiedniej temperatury i wilgotności oraz masy dodatkowych warunków, a cała procedura, chroniona jest światowym patentem – tłumaczy pani Katarzyna. – Naszą biżuterię noszą gównie kobiety. Mamy klientki z Polski, Australii, Niemiec, USA i Anglii.

Ten rodzaj  biżuterii dla niektórych osób może wydać się dyskusyjny. Przede wszystkim ze względu na jego skład. – Na początku naszej działalności jak i obecnie spotykamy się z krytyką, ale jesteśmy silnie ugruntowaną marką i mamy spore grono swoich fanek, a więc na obecnym etapie nie przejmujemy się tym – wyjaśnia Katarzyna Lew i dodaje z uśmiechem: –  Nikogo przecież nie zmuszamy do zamówienia tak osobistej pamiątki, mamy same nas odnajdują. Na co dzień spotykamy się z wdzięcznością za nasze rękodzieło i zamknięcie wspomnień w tak namacalnej postaci.

Prestiż  
Październik 2021