Robert Narwojsz - Tym razem solo

Robert Narwojsz

Autor

Izabela Marecka

galeria

Prawie dwadzieścia lat w branży muzycznej. Na swoim koncie ma pierwsze prywatne szczecińskie studio nagrań, współpracę z gwiazdami, muzykę do filmów i reklam, a za sobą wiele wzlotów i upadków, jak ten po rozpadzie Teges Nara. Teraz przeżywa drugą młodość i znów chce walczyć o karierę muzyczną. W „Prestiżu” człowiek-orkiestra: Robert Narwojsz.

Już w lutym będzie można zobaczyć teledysk do utworu „Słońce”, który ma promować album Roberta „We wanna fly”. Wkrótce powstanie drugi klip do piosenki „Każdego dnia”, z którym wiąże spore nadzieje.

– Ten nastrojowy utwór, jeśli tylko uda nam się zainteresować ogólnopolskie media, na pewno stanie się przebojem, po który sięgać będą odbiorcy twórczości Roberta, którym to przede wszystkim chciałby dedykować swoją muzykę – nie kryje entuzjazmu jego menedżer Mr.V .

Robert był dotychczas mistrzem drugiego planu. Pomimo tego że ma świetny głos, tworzył muzykę, robił aranżacje, grał na instrumentach klawiszowych – jednakże wokalistykę powierzał wcześniej innym.

– Ktoś mi kiedyś powiedział, abym lepiej nie śpiewał, gdyż mam „zbyt czysty wokal bez zadęcia rockowego i chrypki” – śmieje się Robert.

Jak wyglądały jego muzyczne początki? Na poważnie wszystko zaczęło się w 1989 roku w klubie Korab. Później przerzucił się na śpiewanie coverów, które ma w swoim repertuarze do dziś. W 1991 roku założył w Szczecinie pierwsze studio nagrań. Okazało się, że z produkcji muzyki można żyć i to całkiem nieźle. Nagrywał spoty reklamowe, komponował muzykę do reklam oraz dżingle dla rozgłośni radiowych m.in.: Radia Jazz w Warszawie czy dla szczecińskiego Radia ABC i Radia AS.

– Śpiewałem o umywalkach, armaturze, łazienkach i bidetach – śmieje się Robert.

– Dzięki temu, nie oglądając się na nikogo, zarobiłem sporo pieniędzy, za które kupiłem sprzęt i wyposażyłem studio nagrań.

Współpracował również z Urszulą m.in. podczas jednego z sopockich festiwali. W 1994 roku, łącząc siły z Wojtkiem Bartzem oraz Grzegorzem Walczyńskim, stworzył profesjonalne studio nagraniowe Midat. Kolejne lata przyniosły Robertowi współpracę z zespołem Mauritius, który tworzył razem z Wojtkiem Wójcickim. W 2000 roku Robert został liderem zespołu Teges Nara, w którym wokalistą był Maciej Silski. Powstał pomysł na wydanie płyty, w swoim repertuarze mieli dwa utwory, które wyprodukowane zostały przez Krzysztofa Pszonę – muzyka i producenta nagrań Kayah. Z trudem zdobywali fundusze, mieli już nawet zarezerwowane profesjonalne studio nagrań. W tym samym czasie Maciek Silski wygrał eliminacje do kolejnej edycji „Idola”, podpisał kontrakt z wytwórnią płytową BMG i… zaczęły się kłopoty.

– Byliśmy o krok od wydania płyty. Łączyła nas pasja i frajda wspólnego, dynamicznego grania własnych utworów. Niestety nie udało się, Maciej poszedł „drogą idola”, a tym samym zespół przestał istnieć… To był trudny okres, marzenia o płycie legły w gruzach, rozstaliśmy się w nieciekawych klimatach – wspomina Robert.

Postanowił wówczas „odpocząć” i wyjechał do Irlandii i Anglii, gdzie grywał w różnych klubach. W Dublinie wziął m.in. udział w koncercie charytatywnym Residents Against Rasism.

– Otrząsnąłem się po porażce zespołu, mocno podszkoliłem język i nabrałem tam pewności siebie – opowiada muzyk.

Tam też uświadomił sobie, że zbyt często dzielił się pasją tworzenia muzyki z osobami, które potem szły własną drogą. Postanowił wrócić do Polski i jeszcze raz spróbować. Tym razem z młodszymi muzykami. I tak konsekwentnie, bez „branżowych kompromisów”, przymierza się do wydania solowego albumu. Mimo że materiał na płytę jest już gotowy, cały czas zmienia i udoskonala go.

Podczas intensywnej pracy nad płytą znajduje zawsze czas na wytchnienie. A najlepiej odpoczywa, spędzając czas ze swoją rodziną, bawiąc się ze swoją trzyletnią córeczką Gabrysią. Uwielbia także fotografować. Wiele inspiracji muzycznych czerpie z malarstwa współczesnego, fotografii i sztuki wideo wykorzystującej najnowsze technologie.

– Nie potrafię robić niczego powierzchownie, więc poświęciłem się w pełni muzyce. To moja prawdziwa pasja, którą chciałbym się dzielić z innymi i zatracić się na koncertach, z wymagającymi, a przez to prawdziwymi słuchaczami. To dla nich tytuł mojej płyty „We wanna fly”, która mam nadzieję ukaże się już niedługo – opowiada Robert.

W ubiegłym roku Narwojsz wziął udział w Festiwalu Młodych Talentów „GRAMY 2008”. Razem z grupą szczecińskich muzyków zdobył Nagrodę Prezydenta Miasta Szczecina. Nagrodą była produkcja teledysku do piosenki „Słońce”. Scenariusz zlecili utalentowanemu szczecińskiemu realizatorowi wideoklipów – Filipowi Tymczyszynowi.

Prestiż magazyn szczeciński
( 18)
Styczeń'08
gajda