O tym, co mnie drażni...

Joanna Rawik

Z okazji urodzin kabaretu Czarny Kot Rudy 17 lutego w Teatrze Polskim w Szczecinie z recitalem gościła Joanna Rawik. Postanowiliśmy zapytać Juliette Greco znad Wisły, jak niegdyś nazwali ją Francuzi, co ją smuci, co dziwi, a co śmieszy w Polsce.

– Do Polski przyjechała Pani, mając 13 lat. Jak powitała Panią nowa ojczyzna?

– Smutno... Oto przyjechałam z przecudnej Rumunii, prawie nietkniętej wojną, do zniszczonej i okaleczonej Polski. Zamieszkaliśmy we Wrocławiu, w nieczynnym dla publiczności Ogrodzie Botanicznym. Dzisiaj już wiem, że emigrować bezkarnie można tylko do trzeciego roku życia, gdy człowiek ma minimalną świadomość. Wszyscy, którzy przyjechali gdziekolwiek później są rozdarci, wyrwani. Nie potrafią się zasymilować. Podobnie jest ze mną.

– Patrząc na Pani dokonania, trudno określić Pani zawód: pieśniarka, aktorka, dziennikarka, autorka biografii. W którym zawodzie czuje się Pani najlepiej?

– W każdym. One się wzajemnie zazębiają, wręcz powiedziałabym – uzupełniają. Czerpię z doświadczeń, które mi przynoszą, czy to podczas pisania książki, czy to podczas grania recitalu, czy nawet w momencie jego tworzenia i prowadzenia.

– Lubi Pani szokować?

– Głośno mówię o tym, co mnie drażni, co śmieszy. Szokowanie to tandeciarstwo. Oczywiście dzisiaj szokowanie jest modne. Więc jeśli mówienie głośno tego, co się myśli, to szokowanie, to... lubię szokować.

– Świat elegancji i kindersztuby odszedł do lamusa. Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem?

– Nieprawda! Można być nowoczesnym, ale zarazem na poziomie. Można nawet kląć, ale... elegancko. Dzisiaj ludzie poszukują elegancji. Oczywiście zależy też, z kim się zadajemy, uważam, że nie należy się po prostu „źle” zadawać, bo szkoda na to życia.

– Wierzy Pani w zbiegi okoliczności, przypadki?

– Wręcz powtarzam zawsze za moim przyjacielem: „każdego z nas życie niesie jak liść na wietrze, ale czasem – tylko czasem – bywają momenty, kiedy możemy o czymś decydować”... Z „przypadkiem” wiąże się ściśle instynkt i intuicja. Ja dopiero trzy lata temu w jakiejś wczesnej noweli mojego mistrza – Remarque’a wyczytałam mądrą rzecz: „instynkt ma zawsze rację”. Nie znając tego zdania, przez całe lata postępowałam zawsze zgodnie z instynktem.

– Polska piosenka przepełniona jest kopiami...

– Stanisław Jerzy Lec powiedział: „żeby być sobą, trzeba być kimś”. Polaków nie stać na indywidualności. Nawet jeśli takie się trafiły, nie potrafiliśmy ich w pełni docenić: Niemen, Demarczyk, Skaldowie, Grechuta byli takimi „pozytywnymi odmieńcami”, których nie da się nikim zastąpić. „Odmieńcem” trzeba się bowiem urodzić, nie można się nim stać. Przykładowo Madonna, mimo że się bardzo stara, jest mierna. Z wielkim wysiłkiem oglądnęłam „Evitę” z jej udziałem. Płakać mi się chciało, gdy usłyszałam przecudny song „Don’t cry for me Argentina” wyjęczany żałosnym głosikiem... Mimo że robi ogromne pieniądze, to jest jedynie efekciarsko opakowanym produktem. Zaś to co robił zespół Queen było genialne! Przykładem niech będzie tu „Barcelona” Freda Mercury’ego, będąca wspaniałym połączeniem muzyki rockowej z klasyczną – dzięki czemu powstało coś niesamowitego. Ludzie powielają, bo nie potrafią nic stworzyć. Dziś brakuje nam indywidualności. W polityce ledwo pojawił się Barack Obama – i co się stało? Dzięki charyzmie i życiowej mądrości natychmiast skupił na sobie uwagę całego świata.

– Kto dzisiaj w Polsce zasługuje na miano „zjawiska”?

– Nikt! Nawet dzieci uznanych artystów, dziennikarzy są ich marnymi kopiami! Moje „jestestwo” jest bogate i nie chce karmić się chłamem. Nasi wokaliści obojga płci mają ambicje zrobienia kariery światowej, co jest bzdurą, bo takie kariery nie istnieją, poza paroma wyjątkami. Brakuje mi u dzisiejszych artystów ducha, głębokiego zrozumienia tekstu, muzyki, przesłania. W naszym pokoleniu, każdy to „coś” miał, tworzył sam z siebie, był charakterystyczny, był indywidualnością. Miał emocje, które oddawał innym. Dla mnie „Dziwny jest ten świat” to przykładowo protest song wszech czasów, to wykrzyczana prawda człowieka, który przeżył wojnę, który rozumie, czym jest zło, czym jest śmierć. Ta filozofia, te emocje, ta prawdziwość, szczerość w przekazie. Dlatego te nasze piosenki wciąż żyją. Dzisiaj tego już nie ma...

– Dziękuję za rozmowę.

RAFAŁ PODRAZA

Prestiż magazyn szczeciński
( 20)
Marzec'09
gajda