Stoprocent endorfiny

Karolina Wierciak jest najlepszą wizytówką swojej firmy - Endorfina.

galeria

Tworzą kolorowe ubrania i śmiało można powiedzieć, że kreują modę już nie tylko w Polsce, ale nawet w Europie. A ich w rodzinnym Szczecinie co kilka minut można zauważyć kogoś w ich rzeczach. To marki Stoprocent i Endorfina.

Stoprocent i Endorfina to całkowicie szczecińskie firmy. Łączy je historia, promocja i osoby właścicieli. Endorfina to własność Winicjusza „Winiego“ Bartczaka oraz Karoliny Wierciak.W drugiej firmie – Stoprocent – „Wini“ jest właścicielem, a Karolina dyrektorem. Ten rok, oprócz przygotowań do obchodów 10-lecia firmy, to dla nich także inne ważne wydarzenie – wejście na rynek niemiecki.

– Otworzyliśmy w Berlinie oddział firmy, który będzie sprzedawał nasze kolekcje do niemieckich sklepów – mówi Karolina Wierciak– Zainteresowanie jest duże, ponieważ zanim pojawiliśmy się oficjalnie w sprzedaży, nasze rzeczy nosili raperzy i inni ludzie związani z branżą hiphopową w Niemczech – dodaje.

Taki system sprawdzili już wcześniej w Polsce. – Wszystkie rzeczy inspirowane są kulturą hip-hopu i tańcem, dlatego najlepszą reklamą są znani w tych kręgach ludzie, którzy noszą nasze ciuchy – opowiada Winicjusz „Wini” Bartków.

Stoprocent noszą gwiazdy takie jak Peja, PIH, Tede, Góral a Endorfinę wokalistka reggae Marika czy tancerki Marijah i Youyka. Dzięki temu ubrania te stały się bardzo popularne wśród młodych ludzi.

Marzenie o dżinsach

Teraz wiele innych firm naśladuje kolorystykę, wzory, fasony Stoprocent i Endorfiny, ale początki nie były takie proste. Pomysł powstał w czasach, gdy nie było w Polsce kolorowej odzieży, a fajne dżinsy to był szczyt marzeń. – Usiadłem kiedyś z kolegą i zastanawiałem się, co chcę robić w życiu. Powiedziałem mu, że zrobimy najlepszą firmę streetwearową w kraju, a potem na świecie – wspomina „Wini”. – Zawsze chciałem mieć te fajne zagraniczne ciuchy i mnie szlag trafiał, że nie mam na to kasy – dodaje.

Z marzeń o firmie odzieżowej powstała pierwsza para dżinsów. Zebrali parę złotych i znaleźli w Szczecinie osobę, która szyje tego rodzaju spodnie. Od niej zdobyli pierwsze informacje o produkcji odzieży. – Nie chodziło nam wtedy o pieniądze, tylko o satysfakcję – wspomina „Wini”.

Niestety nie był to trafiony pomysł. Przez ponad dwa lata nie mogli ich sprzedać i około 200 par dżinsów magazynowali w swoich pokojach. – Nie mogłem już na nie patrzeć – śmieje się. – Teraz już wiem, że rozkręcanie firmy odzieżowej powinno się zaczynać na przykład od T-shirtów – dodaje.

Po nieudanej sprzedaży poddali się na chwilę i zwątpili w swój talent do tego biznesu. Ale nie na długo. Ucząc się na błędach, po dwóch latach przerwy stworzyli mniejszą partię Tshirtów i powoli zwiększali kolekcję. – Jeden z pierwszych sklepów, który nam zaufał, to szczeciński Andegrand i firma Mass, która wzięła od nas część ubrań – wspomina „Wini”. Jednak sprzedaż nie szła tak jak zaplanowali, dlatego zaczęli obdzwaniać sklepy w całej Polsce i reklamować swoje produkty. – Na początku bardzo pomógł nam raper Tede, który wystąpił w naszych reklamach – wspomina „Wini”.

Wiele sklepów nie chciało im od razu zaufać i proponowało wzięcie towaru w komis. – Nigdy się na to nie zgodziliśmy. Jednak za każdym razem, gdy wypuściliśmy nową kolekcję, znowu do nich dzwoniliśmy, żeby zobaczyli, jak bardzo się rozwijamy – dodaje.

Teraz często są głównymi markami w tych sklepach. Nie bali się wprowadzać innowacji i od samego początku przyznawali się, że są polską marką. – Wiele innych firm specjalnie wprowadzało ludzi w błąd i oprócz nazwy po angielsku robiło reklamy w języku obcym. Nawet bezczelnie mówiono, że kontener z ubraniami płynie ze Stanów – mówi „Wini”. – My zawsze szczyciliśmy się tym, że mamy świetną polską nazwę i jesteśmy ze Szczecina – dodaje.

Firma rozkręciła się tak bardzo, że postanowili otworzyć drugą z ubraniami dla kobiet.

Endorfina tylko dla kobiet

Endorfina, ucząc się na błędach Stoprocent, zaczęła produkcję od T-shirtów i dresików welurowych. Choć istnieje na rynku dopiero trzy lata, ma już pełną kolekcję i jest równie rozpoznawalna jak jej męski odpowiednik. – Zanim zaczęłam prowadzić tę firmę, byłam na rozdrożu i nie wiedziałam, w jakiej branży powinnam pracować. Jednak nie żałuję swojej decyzji. Okazuje się, że mam do tego talent – mówi zadowolona Karolina.

Po drodze musiała nauczyć się wielu rzeczy o produkcji i przypilnować wszystkiego, począwszy od projektu. Dała sobie radę dzięki determinacji jaką miała i doświadczeniu z firmy Stoprocent.

– Musieliśmy zrozumieć modę. Teraz nasze kolekcje mają spójność i konsekwencję. Od kilku lat jesteśmy liderem i robimy konkretne ciuchy – mówi „Wini”. – A każda kolekcja jest lepsza – dodaje Karolina.

Zanim powstaną kolejne ubrania, siadają razem z grafikami i projektantami, żeby dyskutować o trendach. Zaczynają od wybrania kolorów. Tkaniny, na których pracują, to dzianiny i dżinsy. Gdy projekt jest gotowy, wysyłają go do Łodzi. Szwalnia przygotowuje go zgodnie z wymiarami. Robią najpierw promodele, a potem dogrywają szczegóły. – Czasami jedną rzecz poprawiamy dziesięć razy. Pracujemy nad wstępnymi bryłami, żeby dany model wyglądał idealnie w końcowej wersji – mówi Karolina.

Powoli, ale sumiennie

Przez lata poznali tę nomenklaturę i teraz operują już tajemniczymi fachowymi terminami. Zaczynali od projektowania na komputerze w domu. Niedawno kupili duży piętrowy budynek i zatrudniają 13 osób. Żeby się dostać do biura, trzeba wpisać się na listę odwiedzających. Ich ubrania nie są tanie. – Kupujemy najlepsze materiały. Jak trzeba, sprowadzamy je na specjalne zamówienie – mówi „Wini”. – Robimy badania w instytucie włókiennictwa i staramy się, a b y wszystko było pow y ż e j przeciętnej normy. To wszystko ma swoją cenę, choć i tak nie narzucamy dużej marży. Gdybyśmy tak robili, nasza firma byłaby już o wiele większa. Dochodzimy do wszystkiego powoli, ale sumiennie – dodaje.

Oprócz sprzedaży w Polsce mają swoich pojedynczych dystrybutorów w Czechach, na Słowacji, na Ukrainie, Łotwie, Litwie i trochę w USA. – Nawiązaliśmy te kontakty, będąc na wakacjach. I są małe sprzedaże, ale to bardzo fajne uczucie, gdy widzisz na ludziach swoje ubrania – cieszy się „Wini”. – Na pewno jesteśmy teraz najbardziej konkretną firmą hiphopową w Polsce, ale pracowaliśmy na to 10 lat – dodaje.

Mają jeszcze tysiące rzeczy do zrobienia. Po wejściu na niemiecki rynek chcą bardziej zaangażować się w rozwój muzyczny. Cele, które postawili sobie na 2009 rok, są wielkie, ale robiąc coś na sto procent na pewno je urzeczywistnią.

DARIA PROCHENKA

Prestiż magazyn szczeciński
( 20)
Marzec'09
gajda