Pionierzy handlu

Dorota Miedkowska kierowniczka Małego Zoo

Autor

Izabela Marecka

galeria

Primo, Orient, Brulion, Lucynka i Paulinka, Małe Zoo – kto nie pamięta tych nazw? Sklepy te niegdyś królowały w Szczecinie, a przed nimi ustawiały się ogromne kolejki. Dzisiaj – choć największą popularnością cieszą się wielkie centra handlowe – stare sklepy przetrwały nie tylko PRL, ale i kryzysy po 1989 roku. Funkcjonują do dziś.

Na pólkach sól, musztarda i ocet. Za ladą znudzona sprzedawczyni. Na wywieszonej kartce napis: „Dostawa towaru”. Przed sklepem kolejka. Choć emerytowana kierowniczka delikatesów Krystyna Szyszko źle wspomina okres PRL, to jako handlowiec pewne wspomnienia darzy sentymentem.

– Całe rodziny musiały się zmieniać w kolejce do sklepu po paczkę kawy, czekoladę czy kawałek szynki, bo stało się kilka dobrych godzin. W kolejce nawiązywano przyjaźnie, opowiadano dowcipy polityczne – opowiada Krystyna Szyszko. – Kolejkowicze stojący po deficytowe towary w demokratyczny sposób ustalali, kto jest pierwszy w kolejce, a kto ostatni. Kto przyszedł pod sklep już o trzeciej nad ranem, a kto zaspał i dopiero o piątej.

Podobne wspomnienia ma Mariusz Płoszkiewicz, właściciel najstarszego sklepu w Szczecinie – Primo, mieszczącego się przy ul. Jagiellońskiej.

– Gdyby nie limity sprzedaży, klienci wykupiliby cały sklep w dwa dni! Tylko czym wtedy handlowalibyśmy do następnej dostawy? – śmieje się właściciel. – Listy kolejkowe były święte. Można było nawet na chwilę iść do domu, wrócić, a z listy i tak nikt nie wykreślił. Kolejki funkcjonowały wtedy sprawniej niż cała ówczesna gospodarka.

Nad sklepem pana Mariusza widnieje napis: „Rok założenia 1945“. Sklep funkcjonuje non stop przez 63 lata.

– Mój dziadek Stanisław Sobolewski otworzył sklep z przyborami szewskimi dokładnie 10 września 1945 roku – opowiada Płoszkiewicz. – Klientów było mnóstwo, bo w butach chodzić trzeba, a większość reperacji wykonywało się wtedy samodzielnie.

Obok artykułów szewskich zaczął się pojawiać stopniowo sprzęt gospodarstwa domowego. Sprzedawali na pniu wszystko, co tylko sprowadzili: wieszaki, karnisze, ławy, stołki. Jeździli po całej Polsce, cudem zdobywając towar. Po śmierci ojca sklep zaczęła prowadzić córka Alina, a gdy przeszła na emeryturę, przejął go jej syn Mariusz. Mimo że obecny czas dla drobnego handlu nie jest łatwy, bo klientów odbierają wabiące kolorowymi reklamami hipermarkety, pan Mariusz ma stałych klientów, którzy przychodzą do sklepu od lat.

Kolejki przed sklepem doskonale pamięta pani Dorota Miedkowska, kierowniczka Małego Zoo, które zna chyba każdy szczecinianin, który ma lub miał zwierzaka. To jeden z najdłużej działających państwowych sklepów zoologicznych w naszym mieście. W przyszłym roku będzie obchodzić 50-lecie istnienia.

– Kolejek przed sklepem już nie ma, ale na brak klientów nie możemy narzekać – opowiada pani Dorota. – Różnica jest taka, że kiedyś był problem z zapełnieniem półek, a teraz mamy problem z pomieszczeniem wszystkich towarów.

Buty na kartki

Wiele barwnych historii zna właścicielka sklepu z obuwiem Wesbut pani Wiesława Sośnicka. Sklep mieści się przy alei Jana Pawła II, dokładnie w „alei fontann” i działa nieprzerwanie od 1954 roku. Na początku był sklepem fabrycznym, działał pod nazwą Chełmek. Pani Wiesława pracowała w nim jako kierowniczka, a przejęła go w 1996 roku.

– W dniu dostawy od wczesnych godzin rannych ustawiały się kolejki. Klienci brali co było, nie zważając na rozmiar. Zawsze można było je wymienić na inny deficytowy towar – opowiada pani Wiesława.

Lata 70. to także czasy butów na kartki. Władze ludowe przewidziały dwie pary obuwia dla obywateli: na zimę i na lato. Wśród tych zimowych królowały Relaxy, które były prawdziwym hitem w 1979 roku. Pierwsze egzemplarze powstały do filmu „Seksmisja". Wzorowane były na obuwiu amerykańskich kosmonautów, którzy wylądowali na Księżycu.

– Nosiła je połowa Polski. Cieszyły się ogromnym powodzeniem pewnie dlatego, że nie było wtedy zbytniego wyboru – wspomina właścicielka.

W sklepie pani Wiesławy klientelę stanowiła cała szczecińska elita: lekarze, prawnicy, artyści. Do sklepu często zaglądała śpiewaczka Irena Brodzińska, dla niej odkładało się buciki, bo trudno, by diva biegała w dziurawych pantoflach!

– Odwiedzali nas prezydent Marek Koćmiel, prawnik Bartłomiej Sochański, mały Piotr Krzystek przychodził ze swoim tatą za rękę. Pamiętam, kiedyś wpadł do nas zdyszany bramkarz Janusz Tomaszewski z okrzykiem: „butów nie mam”. Wyszedł od nas szczęśliwy z butami o niebagatelnym rozmiarze 48 – śmieje się właścicielka.

Pamiętne odwiedziny gwiazd czasów PRL wspomina także pani Krystyna Wójtowicz, współwłaścicielka sklepu Orient na Wyzwolenia, który istnieje od ponad 40 lat.

– Kiedyś sklep odwiedzili piosenkarze z grupy VOX. Kupili wtedy prezent – replikę broni dla Ryszarda Rynkowskiego i wpisali się na do księgi pamiątkowej – opowiada.

Papier toaletowy, czyli przedmiot pożądania

Papier toaletowy to kolejny symbol kryzysu ekonomicznego w czasach PRL. Kolejki po niego ciągnęły się kilometrami. A szczęśliwiec z przewieszonym przez ramię sznurkiem z rolkami papieru wzbudzał na ulicach powszechną zazdrość. Te czasy doskonale pamięta pan Maciej Łukasiak, właściciel sklepu Brulion, który przejął w ajencję w 1985 roku. Sklep powstał zaraz po wojnie w 1946 roku. Wtedy była to jednostka państwowa pod rządami WPHW i zaopatrywała w środki papiernicze cały Szczecin.

– Na papier toaletowy miałem oczywiście limity, z których musiałem się rozliczać – śmieje się pan Maciej. – Pamiętam, ile razy byłem nagabywany o wydanie podwójnej porcji! Kolejkowicze stosowali też rozmaite podstępy, na przykład pożyczali sobie dzieci, by zdobyć dodatkowy przydział!

Lata 80. to czasy kredek Bambino, chińskich piórników i piór napełnianych atramentem. Największe kolejki ustawiały się przed inauguracją roku szkolnego.

– Towar zdobywało się cudem. Jeździłem po całej Polsce i szukałem artykułów piśmienniczych – wspomina pan Maciej. – Tylko zeszytów nie brakowało.

Na szczęście czasy, gdy półki świeciły pustkami, a zakupy robiło się na kartki, odeszły bezpowrotnie. Symbole dawnych czasów, jak sklepy Społem, 1001 drobiazgów czy sieć Praktyczna Pani, przystosowały się do dzisiejszych realiów i są żywą legendą szczecińskiego handlu,

Prestiż magazyn szczeciński
( 20)
Marzec'09