Krzysztof Czeczot - Poznaję smak sławy

Krzysztof Czeczot

galeria

Człowiek orkiestra – mówią o nim znajomi. Sam podejrzewa, że chyba ma gdzieś ukryty dodatkowy napęd. To coś nie pozwala mu spokojnie usiedzieć pięciu minut i powoduje, że raz jest prześmiewczym Panem Czeczi, raz pisze libretto do operetki, realizuje słuchowisko radiowe, pisze dla Teatru Telewizji, a na co dzień znamy go jako Maćka z TVN-owskiej „BrzydUli”. I ciągle mu mało, a ma niespełna 30 lat. Specjalnie dla „Prestiżu” wschodząca gwiazda – Krzysztof Czeczot.

Jest poniedziałek. Dzwoni, że spędzi w Szczecinie kilka dni, bo ma parę spraw. Gra we Współczesnym, kończy razem ze Stanisławem Sojką słuchowisko dla Radia Szczecin, więc trzeba dograć sprawy z producentem Tomkiem Ćwiekiem. Aha, jeszcze spotkanie w Operze na Zamku. Wpada jak po ogień. Zdążamy też omówić temat kolejnego felietonu Pana Czecziego dla Polskiego Radia Szczecin. Wyjeżdżając do Warszawy, rzuca: „Widzimy się za tydzień na premierze w radiu” – tak najczęściej wyglądają spotkania z Czeczotem.

Z Bytowa do Szczecina

– Po aktorze Rafale Mohrze i niegdyś świetnym kolarzu Czesławie Langu mam szansę być kolejnym znanym bytowianinem – żartuje Czeczot. Jak sam mówi, aktorstwo wcale nie było jego wymarzonym zawodem. Tak wyszło.

– Właściwie to nie wiem, dlaczego zdawałem do szkoły teatralnej, bo w liceum niespecjalnie interesowałem się teatrem, nie było też ku temu możliwości. Chciałem się wyrwać z rodzinnego miasta, to pewne – chciałem pracować krótko, zarobić dużo i szybko pójść na emeryturę, żeby móc podróżować po świecie. Wtedy myślałem, że są dwie drogi – zostać zawodowym żołnierzem lub aktorem. Teraz wiem, jak naiwny byłem, ale bardzo tej mojej naiwności jestem wdzięczny, bo mam wspaniałą pracę i czasami gdzieś uda mi się w świat pojechać – mówi Czeczot

Po łódzkiej szkole teatralnej trafił do Szczecina, do Teatru Współczesnego, pod skrzydła Anny Augustynowicz.

– Do szczecińskiego Teatru Współczesnego trafiłem po Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi, gdzie otrzymałem nagrodę, co może nie jest istotne, istotne jest natomiast to, że w jury była pani Ania Augustynowicz. Zadzwoniłem kilka dni po festiwalu, zostałem zaproszony na rozmowę i... zostałem – wspomina.

Ostatnia jego duża rola to Pan Młody w Weselu. Drzwi do kariery otworzyły się przed nim na dobre rok temu. Właśnie wtedy zdecydował, że po sześciu latach zamieni Szczecin na Warszawę.

– Chcąc grać nie tylko w teatrze, musiałem się ruszyć. Był okres, że miałem prawie podpisane miejsce w pociągu Szczecin – Warszawa. Jechałem o 5 rano a wracałem o 16. I tak w kółko – opowiada Czeczot. W 2008 roku zagrał m.in. jedną z głównych ról w kręconej na Śląsku komedii romantycznej „Zgorszenie publiczne”. Aktorzy posługują się w nim śląską gwarą a scenerią są bytomskie familoki. Czeczot wystąpił też w nowym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Dom zły” oraz w debiucie Pawła Borowskiego „Zero”. Niebawem filmy wchodzą do kin. Dużego kopa do przodu dał jednak jego karierze przede wszystkim angaż w produkcji TVN – „BrzydUli”. Gra tam Maćka, przyjaciela tytułowej bohaterki.

– Po pierwsze pracuję ze świetnymi ludźmi, po drugie ta praca pomaga mi się rozglądać za innymi propozycjami – mówi Czeczot.

Rola nie jest pierwszoplanowa, ale jego energię zauważają koledzy z planu.

– Podziwiam Krzyśka za jego energię. Słyszałem, że robi wiele rzeczy poza aktorstwem. To go odróżnia od wielu aktorów. Myślę, że kiedyś na stałe zajmie miejsce po drugiej stronie kamery – prorokuje Marek Włodarczyk, filmowy ojciec BrzydUli, znany też jako komisarz Zawada z serialu „Kryminalni”.

Równie ciepło wypowiada się o nim Julia Kamińska, tytułowa BrzydUla.

– Poznaliśmy się mniej więcej rok temu na castingu i Krzysio przyjechał z jakimś siniakiem na twarzy. To mnie trochę uwiodło, bo był taki biedny – śmieje się Julia Kamińska. – Bardzo się cieszę, że to on gra mojego przyjaciela, bardzo go lubię. Najważniejsze jest jednak to, że Krzysiek to świetny aktor i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się na innym planie. Wiem też, że jest dramaturgiem, jeszcze nie czytałam nic jego autorstwa, ale zamierzam to nadrobić – zapewnia Julia.

Dzięki pracy w BrzydUli powoli poznaje też smak sławy. Serial codziennie oglądają średnio cztery miliony Polaków.

– Rzeczywiście, zdarza się coraz częściej, że ktoś prosi o autograf albo o wspólne zdjęcie. Nie będę ściemniał – to bardzo miłe – przyznaje Czeczot.

Jak potoczą się jego filmowe losy, nie wiadomo. Produkcja serialu ma się zakończyć jesienią.

Na nudę na pewno jednak nie będzie narzekał.

– Jak praca nie przyjdzie do mnie, to ja pójdę do niej. Jestem bardzo spokojny o przyszłość. Bozia mi tak dała, że jak mi grać nie pozwalają, to piszę teksty. Spełniam się artystycznie i na chleb też jest.

Nie tylko aktorstwo

Czeczot wciąż szuka nowych form. W zeszłym roku napisał przejmujące słuchowisko „Dublin. One Way” poświęcone życiu polskich imigrantów w Irlandii. Dostał za nie nagrodę za reżyserię na sopockim festiwalu Dwa Teatry. W maju w Radiu Szczecin odbyła się kolejna premiera. Tym razem w słuchowisku „Jeszcze się spotkamy młodsi”. Tu poruszył temat trudnych relacji między ojcem i synem.

Czeczotowi udało się namówić do współpracy Stanisława Sojkę, który skomponował muzykę.

– Praca nad muzyką, która miała opisywać m.in. niebo, nie była prosta, ale Krzysiek dokładnie wiedział, co chce usłyszeć i czasem wręcz nam podpowiadał – mówił po premierze w Szczecinie Stanisław Sojka.

– Ten człowiek otwiera radio i słuchowisko radiowe na nowe formy, ma czasem zwariowane pomysły, ale ja to kupuję – mówi Krzysztof Soska, prezes Radia Szczecin.

Jednocześnie Czeczot zakończył pracę nad librettem do „Pięknej Heleny” Jacques’a Offenbacha. Premierę w szczecińskiej operetce zaplanowano na początek czerwca.

– To będzie duża rzecz – opowiada Czeczot. – Operetka jest absolutnie wyjątkową dziedziną sztuki. Soliści, chór, orkiestra. Myślałem, jak w to wszystko wkomponować tekst. W efekcie napisałem go trzynastozgłoskowcem. Historia dzieje się współcześnie, gdzieś na wczasach. Generalnie wszystko jest nowe, ale w zgodzie z oryginalną historią – dodaje.

Ostatnia z twarzy Czeczota to Pan Czeczi – prześmiewczy radiowy felietonista. Przez ponad rok regularnie raz w tygodniu w hiphopowej stylistyce komentował bieżące wydarzenia z życia politycznych elit Szczecina i Polski.

– W tym wszystkim jest dużo zabawy i dużo dystansu, a hasło wiodące to „nie dajmy się zwariować”. Bohaterowie moich felietonów, kiedy ich spotykam, w większości przypadków reagują życzliwie, bo za co się tu obrażać – śmieje się Czeczot.

Projektem pod nazwą Pan Czeczi zaczął zajmować się jego menedżer Tomasz Ćwiek. On zaproponował, by Czeczi, jako „pierwszy lambadziarz IV RP” poprowadził koncerty na dużej scenie podczas szczecińskiego finału The Tall Ships’ Races.

– To był początek Krzyśka w roli prowadzącego. W Polsce brakuje „świeżych konferansjerów”, dlatego na scenach pojawiają się „znani z ekranu”. Ale to nie wystarczy, do tego trzeba mieć jeszcze warsztat, pomysł na każdy występ i samego siebie. Czasem zdarza się też, że trzeba szyć na gorąco i tu wielu ma problemy. Krzysztof to potrafi, a w dodatku jest pełen energii: jak Sneakers. Uwalnia ją, a publiczność to czuje – tak samo zresztą jak on czuje publiczność – opowiada Tomasz Ćwiek.

Czeczot ma niespożyte siły. O konkretnych planach nie chce mówić. Po prostu jakaś siła pcha go cały czas do przodu.

– To co dla mnie najważniejsze, to wymyślać i realizować pomysły z kręgu „tego jeszcze nie było” czy też „to się nie uda”. Ale żeby móc to robić, trzeba mieć ludzi, którym się ufa i którzy ufają tobie. Wtedy nie ma rzeczy niemożliwych – kończy Czeczot.

tch

Krzysztof Czeczot – aktor, dramaturg, felietonista. Urodził się 25 lipca 1979 roku w Bytowie. W 2002 roku ukończył wydział aktorski PWSFTViT w Łodzi. W tym samym roku rozpoczął pracę w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Wystąpił m.in. w „Karierze Nikosia Dyzmy”, serialach „Ekipa” i „Odwróceni”, aktualnie gra w „BrzydUli”. Jest autorem m.in. dramatu „Bajzel” zrealizowanego przez Teatr Telewizji. W 2008 roku otrzymał nagrodę za reżyserię słuchowiska „Dublin.One way” podczas Festiwalu Teatru Radia i Telewizji „Dwa teatry” w Sopocie.

Prestiż magazyn szczeciński
( 22)
Maj'09
gajda