Luksus z drugiej ręki

Luksus z drugiej ręki

Do zakupów w second-handach otwarcie przyznają się polskie celebrities:
Reni Jusis, Kayah, Weronika Rosati, Jolanta Kwaśniewska, Nelly Rokita.
Mówią, że tylko tam można znaleźć własny, niepowtarzalny styl.
Popularność sklepów z ubraniami „z drugiej ręki” rośnie z dnia na dzień, a Szczecin wcale nie pozostaje w tyle. 

 

Na Jagiellońskiej, jednej z najbardziej eleganckich ulic naszego miasta, wzrok przyciąga nowoczesna witryna sklepowa z napisem „London Fashion”. Lokal ogromny, na oko jakieś 100 metrów kwadratowych. Pomieszczenie schludne, muzyka z radia i miła obsługa. Jak w zwykłym sklepie, tyle że rzeczy są tu na kilogramy: od 10 do 65 zł, w zależności od dnia. Second-handy ani myślą ustępować w czymkolwiek zwykłym sklepom z ubraniami. W Szczecinie podobne sklepy działają też na Wyzwolenia, Wojska Polskiego, przy Deptaku Bogusława. Droga na salony otwarta.

– Używana odzież jest na fali – mówi Marta Pleszko, właścicielka szczecińskich komisów z ubraniami. – Gdzie indziej za małe pieniądze kupimy dżinsy Tommy’ego Hilfigera, szalik Burberry czy buty od Diora?

Szczecinianie nie nacieszyli się jeszcze metkami. A znaleźć możemy egzemplarze niepowtarzalne, co daje nam pewność, że nie spotkamy kogoś ubranego tak samo jak my.

– Moimi klientkami są lekarki, prawniczki, dziennikarki, aktorki – wylicza pani Ewa Zdąbłasz, która od siedmiu lat prowadzi komis Pod Aniołkiem przy ul. Małkowskiego. – To panie, które mają pieniądze, ale chcą wyglądać oryginalnie i niepowtarzalnie.

Pani Ewa ma swoje stałe klientki. W jej komisie nie tylko można kupić, ale także sprzedać swoje ubrania. Nierzadko trafiają się tu prawdziwe perełki: buty od Prady, torebka ze skóry krokodyla czy… futro z norek. Znajdziemy tu także wiele popularnych marek, jak Zara, Mexx czy Mango.

– Mam taką swoją mantrę, którą powtarzam każdej klientce: „Jak ma pani jakąś nieulubioną rzecz, proszę przynieść ją tutaj” – śmieje się pani Ewa. – Pamiętam, kiedyś przyszła do mnie stała klientka, bardzo zamożna pani, z nową torebką Chanel. Właśnie kupiła taką samą w innym kolorze, więc „starą” przyniosła do mnie.

Do komisów zagląda też wiele szczecińskich projektantek, stylistek, fotografów w poszukiwaniu inspiracji i niepowtarzalnych gadżetów.

– Kilka lat temu zasmakowałam klimatu second-handów – opowiada Daria Salamon, projektantka, właścicielka atelier Fanfaronada. – Fascynuje mnie wyszukiwanie rzeczy starych, „autentycznych”, czyli ciuchów, które w minionych dekadach miały inne znaczenie niż dziś, były wyrazem stylu bycia, przekonań, prowokacją. Te rzeczy noszą w sobie historię.

Gdy Daria wybiera się na polowanie, stawia sobie jakiś cel, na przykład sukienki w stylu lat 80. albo skórzane kurtki z lat 70., i wtedy łatwo jej przychodzi przeszukiwanie tej masy. Najbardziej lubi chodzić w najtańsze dni i wtedy za bezcen wyszukuje perełki. Zabiera je do swojej pracowni krawieckiej i przerabia.

– Najczęściej szukam dodatków – mówi Agata Malcherek, wokalistka, uczestniczka programu „Fabryka Gwiazd”. – Pasków, torebek, szalonych spódnic. Te wyprawy to rytuał. Wiem, gdzie i kiedy są dostawy. Najczęściej umawiam się z koleżanką i łazimy cały dzień po lumpach. Ale czasem też przypadkiem wchodziłam do jakiegoś i znajdowałam cenny skarb.

Po szale na odzież ze sklepów masowych w Szczecinie pojawił się trend zakupów w miejscach, które gwarantują oryginalność. Nie bez znaczenia jest też fakt, że rzeczy z drugiej ręki doskonale wpisują się w nurt ekologiczny, który jest na czasie. Modnie, niedrogo i w zgodzie z naturą – to mocne argumenty, które mogą sprawić, że odzieżowy recykling stanie się początkiem prawdziwej rewolucji w naszym mieście.

 

Historia second-handów

Sklepy z zachodnią odzieżą używaną powstały w Polsce kilkanaście lat temu. Bogaci paryżanie wystawiali koło śmietników niepotrzebne im już rzeczy. Polacy wyjeżdżający na Zachód w latach 80. zaczęli hurtowo przywozić stamtąd odzież i rozpoczął się szał na lumpeksy. Jednak stereotyp dotyczący używanej odzieży był negatywny. Ubrania te kojarzyły się zazwyczaj ze zniszczonymi, niemodnymi ciuchami, a sklepy identyfikowano z biedą. Tę opinię zmieniła szczecińska „Szafa”, która powstała 15 lat temu w jednym z garaży na Pogodnie. Klienteli zdecydowanie nie można było określić mianem ludzi ubogich, za to można było powiedzieć o nich, że są inni – niszowi, artystyczni. Wraz z połową lat 90. przyszła moda na „vintage”. Ten przełom wspomogły czasopisma takie jak „Elle”, „Twój Styl” czy „Pani”, w których pojawiły się modelki ubrane w rzeczy „z drugiej ręki”, a znane piosenkarki i aktorki opowiadały o swoich niepowtarzalnych ciuchach wyłowionych w second-handach. Rok 2000 to już prawdziwa rewolucja. W kolekcjach największych kreatorów mody pojawiły się stylizacje na vintage. W luksusowych vintage shopach znaleźć można oryginalne stroje wielkich krawców sprzed lat, unikatowe, pojedyncze sztuki.

Także w Szczecinie zaczynają pojawiać się ekskluzywne komisy z markową odzieżą, do których zaglądają nie tylko poszukiwacze okazji, ale prawdziwi koneserzy mody vintage.

PRZYGOTOWANIE:
MAJA HOLCMAN, IZABELA MAGIERA-JARZEMBEK

MODELKA:
ALEKSANDRA MAGIERA

WIZAŻ:
MAJA HOLCMAN 

ZDJĘCIA:  PANNA LU

Wszystkie ubrania wykorzystane w sesji,pochodzą ze szczecińskich second-handów.

Prestiż magazyn szczeciński
( 25)
Sierpień'09
gajda