Nauka pokory

Mariusz Podkalicki

Autor

Mariusz Podkalicki

Kierowca wyścigowy, uczestnik rajdów, wielokrotny Mistrz Polski z fotela kierowcy przesiada się do fotela redaktorskiego, a kierownicę zamienia na pióro.
Specjalnie dla czytelników Prestiżu co miesiąc będzie dzielił się swoimi refleksjami i wspomnieniami na temat motoryzacyjnego świata, a także wiedzą o bezpiecznej jeździe samochodem. „Nauka pokory” to pierwsze
spotkanie z Mariuszem Podkalickim.

Zostać kierowcą wydaje się prostą sprawą. Nauczyć się ruszać, zatrzymywać, poznać przepisy ruchu drogowego, zdać egzamin i w drogę. Świat należy do nas. Nic bardziej mylnego. Sam dokument nie jest jeszcze wykładnikiem naszych umiejętności. Życie uczy nas pokory. Widząc czy słysząc o tragicznych wypadkach, powinniśmy wyciągać wiele wniosków. Robimy to jednak bardzo rzadko, bo wydaje się nam, że nas to nie dotyczy. Bierzmy przykład z inżynierów czy konstruktorów samochodów, którzy cały czas pracują nad zwiększeniem naszego bezpieczeństwa. A co my możemy w tej kwestii zrobić? Okazuje się, że też bardzo wiele.

Zapanować nad samochodem w sytuacji jakiegokolwiek zagrożenia jest niezmiernie trudno i tego powinniśmy być świadomi. Jest wiele składowych, które decydują o tym, czy będziemy w stanie sobie poradzić. Po części będzie to wynikało z naszego doświadczenia, robiąc na co dzień kolejne kilometry, po części z naszych predyspozycji i szczęścia. Najtrudniejszy jest ten pierwszy raz, kiedy tracimy przyczepność, kiedy na zablokowanych kołach w ułamku sekundy zbliżamy się do przeszkody, kiedy ktoś na nas wymusi pierwszeństwo, wybiegnie pieszy – co wtedy robić? Zamknąć oczy, puścić kierownicę, wcisnąć hamulec? Każdy z nas ma na ten temat własne zdanie. Wydaje się, że to proste. Tak, ale tylko w teorii, w praktyce jest o wiele trudniej. W naszej podświadomości mamy zakodowanych wiele złych nawyków. Zła pozycja za kierownicą, niewłaściwe jej trzymanie, błędne przekładanie po niej rąk, notoryczne trzymanie nogi na sprzęgle, lekceważący stosunek do pasów bezpieczeństwa. Szybkość naszej reakcji zależy między innymi od tych prostych, ale bardzo ważnych czynników.

– Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem dźwięk gnącej się blachy, i to w moim samochodzie – opowiada jeden z moich przyjaciół. I dodaje: – To pozostaje w każdym kierowcy i u każdego powinno wywołać refleksje – dlaczego tak się stało, co zrobiłem źle lub co zrobił źle ktoś inny? Samochód jadący przede mną nie zachował prawidłowego toru jazdy, nie zasygnalizował chęci skrętu i nagle okazało się, że zrobiło się bardzo ciasno. Wydawało mi się wówczas, że w takiej sytuacji sobie poradzę. I cóż, niestety, uderzyłem w tył samochodu jadącego przede mną. Być może zablokowałem hamulce, być może mogłem ominąć tę przeszkodę, lub mogłem zachować większą odległość. Nieważne jest to, co zrobił kierowca jadący przede mną, to była moja wina!!! A wydawało mi się, że wiedziałem wszystko. Potem przyszły refleksje, co zrobić, żeby w przyszłości inaczej zachować się w takiej sytuacji. Odpowiedź uzyskałem od człowieka, który połowę swojego życia spędził, biorąc udział w wyścigach samochodowych. Powiedział mi: „Ścigam się już 15 lat i ciągle odkrywam nowe sposoby na prawidłową jazdę, ciągle się uczę”, a dodam, że
był to utytułowany zawodnik. I tak rozpocząłem podnoszenie swoich umiejętności i robię każdego dnia,
z każdym przejechanym kilometrem – kończy swą krótką opowieść.

I w tym momencie nachodzą mnie wspomnienia i refleksje. Mój pierwszy dzwon? Pamiętam. Wydawało mi się wówczas, że ścigając się już jakiś czas potrafię bardzo wiele, teraz tylko „trochę szczęścia” myślałem. Jakiś wyścig, jakiś tor, banalna sekwencja zakrętów, dojeżdżam do kolejnego, dohamowanie, i w ułamku sekundy robi się ciasno. Jeden z samochodów wjeżdża mi pod nos, drugi siedzi na ogonie, a jeszcze inny atakuje z boku. Niby sytuacja jakich przeżyłem już wiele, ale ta jest INNA! Nie mam już czasu na zrobienie czegokolwiek, uderzenie, huk, zgrzyt blach i po wyścigu! Kiedy później na zimno i teraz po wielu latach o tym myślę, wiem już, co zrobiłem źle. Incydent ten nauczył mnie pokory i uświadomił mi, że nauka to proces powolny
i długotrwały.

Wiem teraz, że to, o czym napisałem na początku, to nie są czcze frazesy, to wszystko sprawdza się na co dzień i wreszcie - to są bardzo ważne rzeczy.

Jeżdżąc teraz mam świadomość tego, co może mnie spotkać, wiem, na co mnie stać i co ewentualnie jestem w stanie zrobić. To wszystko nauczyło mnie też rozwagi i spokoju. Bo przecież nie wiem, co może być za następnym zakrętem, jak zachowa się inny uczestnik ruchu i w jakiej sytuacji mogę się znaleźć. Przede wszystkim zdaję sobie sprawę z tego, że ciągle jeszcze się uczę.

 

Mariusz Podkalicki

 

Prestiż magazyn szczeciński
( 25)
Sierpień'09