Fabryka sukcesu

Fabryka sukcesu

galeria

Dwa lata temu gra komputerowa „Grand Theft Auto IV” w ciągu zaledwie tygodnia przyniosła 500 milionów dolarów dochodu. Na innym krańcu branży gry online przyciągnęły przed monitory ponad 200 milionów ludzi. Biznes gier jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się na świecie, obok produkcji broni i filmów pornograficznych.

Od jakiegoś czasu oczy wszystkich są zwrócone na nowe zjawisko w tej branży. To gry społecznościowe wypromowane dzięki tak popularnym portalom jak Facebook. Chyba każdy, kto korzysta z internetu, wie, co to Facebook, a niewielu zapewne orientuje się, że gry, które portal oferuje i które są „złodziejami czasu”, są projektowane m.in. w Polsce. Jedna z popularniejszych „Brain Buddies” to dzieło ekipy ze szczecińskiej Fabryki Gier.

Osiem pokoi zastawionych komputerami, pomieszczenie konferencyjne oraz chillout room wyposażony w wygodną sofę, fotele, zestaw konsoli najnowszej generacji i… stół z piłkarzykami. Fabryka Gier mieści się na piątym piętrze wieżowca szczecińskiej telewizji. Pracuje tu kilkadziesiąt młodych osób, m.in. programiści, graficy
i menedżerowie. Zarządza nimi jeden człowiek. Sebastian Barabanow ma dopiero 32 lata. Swoją firmę stworzył od podstaw,
z miłości do gier. Sam projektował gry, będąc jeszcze na studiach. Od pięciu lat prowadzi Fabrykę Gier, która znana jest przede wszystkim poza granicami Polski, m.in. w USA i Europie Zachodniej. Gry to główna specjalność Fabryki, która tworzy także reklamy, strony internetowe, storyboardy, ilustracje oraz całą komputerową ikonografię. Sebastian opowiedział nam o fenomenie gier i o tym jak można na nich zarobić.

 

„Prestiż”: Jakie były początki Fabryki Gier?

Sebastian Barabanow: Wszystko zaczęło się od tego, że przez długie lata pracowałem jako freelancer. Byłem grafikiem komputerowym i tak naprawdę interesowało mnie wiele zagadnień z tej dziedziny. Zajmowałem się reklamą telewizyjną, robiłem banery do internetu, strony internetowe, pisałem też gry. Byłem wtedy jeszcze studentem, studiowałem formy przemysłowe na ASP w Krakowie. W międzyczasie pracowałem, zdobywając coraz więcej klientów. Po ukończeniu studiów postanowiłem wrócić do Szczecina, a w 2005 roku – założyć własną firmę.
Na początku zajmowałem się szeroko pojętą reklamą, ale
z czasem postanowiłem się wyspecjalizować. Gry zawsze były świetne do tworzenia. Praca przy nich zawsze dawała mi ogromną satysfakcje. I tak ziarnko do ziarnka, przemianowałem się na Fabrykę Gier, która składa się obecnie z 27 osób i jeszcze się rozrasta.

– Na portalu Facebook ludzie tracą czas, grając m.in. w takie gry jak „Farmville”. Nastała moda na gry społecznościowe. Na czym polega fenomen tego rodzaju rozrywki?

– Żyjemy w czasach, kiedy wszystko jest „społecznościowe”. Chodzi przede wszystkim o to, żeby poprzez grę komunikować się ze znajomymi czy z całą społecznością, a nie żeby mieć swoje indywidualne przeżycie jako gracz, w oderwaniu od pozostałych. Gra jest swego rodzaju wymówką, żeby rzeczywiście utrzymywać ciąg społecznościowych kontaktów z innymi internautami. Tego typu gier zrobiliśmy do tej pory sześć, cztery na portal Nasza-Klasa i dwie na Facebook. Trzecia jest w robocie, a za chwilę startuje czwarta. Z tej istniejącej korzystało w najlepszym momencie grania 6 mln użytkowników. Według miary Facebooka przekłada się to na sukces, dlatego że rynek robi się zatłoczony i coraz trudniej osiągnąć taki wynik. My osiągnęliśmy to w przeciągu trzech miesięcy. Jest to bardzo dynamiczny wzrost, ponieważ gry aktualnie „ciułają” i maksymalnie mogą przyciągnąć 2 mln graczy. Ewenementem jest gra „Farmville”, która się cieszy kolosalnym powodzeniem.

– Jak uzyskuje się takie efekty?

– W przypadku Facebooka zwraca się do nas jak do wykonawców. Ten portal jest medium szczególnie naznaczonym symptomem mody, takiego owczego pędu w kierunku aktualnie najbardziej interesujących gier. Ten nurt mnoży podobne do siebie gry i niestety klienci bardzo często łapią się na to i zlecają gry podobne do już istniejących. Posiadają bardzo sprecyzowane wymagania i nasza rola w tym momencie ogranicza się do jak najlepszego wykonania, zrealizowania tych założeń.

– Czy w takim razie można zarobić na robieniu takich gier?

– Jeżeli chodzi o zarabianie na wykonawstwie gier to trzeba być dobrze zorganizowanym
i naprawdę dobrym w tym, żeby utrzymać się w budżecie. Oczywiście w skali biznesu ogólnokrajowego robienie zleceń dla Amerykanów jest bardziej zyskowne niż dla polskich firm
i można na tym zarobić. Niewątpliwie w tej chwili gorączka złota to jest Facebook. Rozumiane jest to jako biznes gier na FB a nie ich wykonawstwo.
W tej chwili firmy projektują gry żeby fajnie wyglądały, tylko po to, żeby zbudować odnoszący sukces biznes. I to jest to miejsce, gdzie leżą prawdziwe pieniądze.

– Osiągnął Pan sukces w tej branży?

– Według podstawowej definicji sukces jest wtedy, kiedy firma utrzymuje się na rynku. Jako właścicielowi prowadzącemu firmę, a także zwykłemu człowiekowi, mi to nie wystarcza. Ten sukces jest dopiero przed nami.

ANETA DOLEGA

Prestiż magazyn szczeciński
( 31)
luty'10