Kraina dwóch oceanów

Ocean Indyjski w okolicy Wilderness

Republika Południowej Afryki to perła Czarnego Kontynentu, a Kapsztad śmiało można nazwać jednym z najpiękniejszych miast na świecie. Położony jest między szmaragdowym oceanem a urwistymi ścianami góry Table Mountain, gdzie swoje posiadłości mają m.in. David Beckham i Angelina Jolie.

Symbolem RPA jest Nelson Mandela, którego walka z aparthei- dem zapisała się w historii jako jedna z najważniejszych rewolucji wolnościowych XX wieku. Dzięki Mandeli RPA stało się bardzo dynamicznie rozwijającym się krajem, które kusi nie tylko pięknymi krajobrazami czy bogatą fauną i florą, ale także wspaniałą infrastrukturą turystyczną, którą śmiało można porównać do warunków europejskich. Nic dziwnego, że przyciąga tłumy turystów.

RPA zwiedziło dwukrotnie szczecińskie lekarskie małżeństwo Rafał i Paula Kurzawa. Pojechali w środku polskiej zimy. Grube, puchowe kurtki zostawili w samochodzie, a samochód na lotnisku w Berlinie.

Kraj kontrastów- Pierwsze zdziwienie ogarnęło nas na widok autostrady – sześć pasów ruchu w jedną stronę i same ekskluzywne samochody prowadzone przez czarnoskórych. I to ma być Afryka? – śmieje się Paula Kurzawa

Podobnie było w Sun City, afrykańskim Las Vegas z mnóstwem modnych butików, pięknych restauracji, sztucznych strumyków, mostków, pachnących kwiatów i słońca Odwiedzili także niepisana stolicę RPA – Kapsztad, gdzie mieszkali w pięknym, luksusowym hotelu. Byli na Górze Stołowej z której podziwiali widok na miasto, zatokę i ocean. Codziennie zajadali się tam owocami morza w Water Front - dzielnicy rozrywkowej obfitującej w restauracje, puby i sklepy.

Kontrastem dla nowoczesnych metropolii była kraina KwaZulu Natal, z autentyczną wioską Zulusów. Skromne okrągłe chaty przykryte słomą, zagroda dla bydła otoczona palisadą. Naprzeciw bramy stała chata głowy rodu, obok niej chata jego głównej żony, dalej domki innych żon i ich dzieci oraz chaty dorosłych już synów. Angielskojęzyczna zuluska przewodniczka, w oryginalnym stroju oprowadzała turystów po wiosce. Był pokaz tańca, wizyta u szamana i degustacja zuluskiego piwa, które do smacznych nie należy. Co ciekawe flaga Zulusów jest biało- czerwona, dokładnie taka jak Polski.

Zwiedzili też ogromne jaskinie Cangoo Caves. Oprowadzając turystów przewodnik opowiadał jak wyglądało życie mieszkańców, którzy żyli w jaskiniach obok dzikich zwierząt.

- Zapowiedział, że abyśmy mogli sobie lepiej wyobrazić życie przodków – zgasi światło. Gdy to zrobił ogarnęła nas ciemność, której nie można sobie wyobrazić. Aż bolała, a oczy nie chciały się do niej przyzwyczaić.Uwaga na małpy i słonieZwierzęta w RPA zasługują na swój odrębny rozdział. Spotkanie z egzotycznymi gatunkami zaczęli od Lion Park pod Johanesburgiem. Biały lew jest rzadkością, spotykaną tylko w ogrodzonych parkach. Na wolności nie ma szans przeżycia gdyż jest widoczny z daleka i nie może skutecznie polować. Niebezpieczne spotkanie ze słoniem przeżyli w safari w parku Pilansberg .

- Zaatakowała nasz samochód słonica, która myślała, że zagrażamy jej dziecku. Pędziła za samochodem, wywijając trąbą, a że siedzieliśmy w ostatnim rzędzie ławek, to nam pierwszym strąciłaby głowę. Kierowca porządnie przyspieszył, a przewodnik kazał paść na podłogę. Było ekscytująco – zapewniają podróżnicy.

Jednego dnia wynajęli samochód z kierowcą w krawacie i pojechali na wycieczkę wzdłuż wybrzeża. Zobaczyli przylądek Igielny, Dobrej Nadziei i False Bay. Po drodze mijali stada małp (baboons), które potrafią zaatakować turystów, a nawet zatrzymać samochód i stłuc szybę. W razie takiego spotkania nie należy się zatrzymywać, tylko jechać dalej. Podczas wycieczki na plażę spotkali też afrykańskie pingwiny, Wszystkie były zaobrączkowane i nie bały się. Można się było do nich zbliżyć na wyciągnięcie ręki.Wspomnienie żelaznej kurtynyPrawie każdy Polak, który pamięta czasy komuny, odwiedzając Zimbabwe będzie widział pewne podobieństwa. W mieście Victoria Falls – zostali zakwaterowani nowoczesnym hotelu, w który wcześniej otworzył i mieszkał sam Mugabe (prezydent Zimbabwe). Wszędzie wisiały jego portrety.

- Wycieczkę za ogrodzenie wielkiego parku hotelowego pilnowanego przez strażników z karabinami stanowczo nam odradzono, ale nie z nami takie numery – śmieje się Rafał Kurzawa.- Zdjęliśmy z siebie zegarki, zostawiliśmy telefony, aparat fotograficzny i poszliśmy zwiedzać.

Miasto wydało się podróżnikom puste i opuszczone. Po dachach domów biegały pawiany. Po drodze minęli opustoszały sklep amerykańskiej sieci 7eleven i Bata – z samymi tenisówkami w kolorze granatowym. Kilka napotkanych pod drodze murzynek miało je na nogach, z tą tylko różnicą, że ich buty były stare, zakurzone bez sznurówek i przydeptane na piętach. Po ulicach biegały małpy, awanturowały się ze szwędającymi się psami i wpadały do otwartych sklepów. Było też kilka małych sklepików z rękodziełem miejscowym.

- Wytargowaliśmy kupno sukienki, spódnicy murzyńskiej i dwóch hebanowych masek szamańskich – opowiadają.- Kiedy już wróciliśmy do hotelu – odetchnęliśmy z ulgą, ale byliśmy usatysfakcjonowani.

Kolejnym etapem podroży był Wodospad Wiktorii, leżący na granicy Zimbabwe a Zambią, która wygląda jak nieistniejąca już granica między NRD a RFN. Po stronie Zimbabwe – zasieki, płoty z drutem kolczastym, uzbrojeni żołnierze stojący szpalerem. Po stronie Zambii – jeden uśmiechnięty strażnik, kwiatki i radośnie biegające małpy. Gdy dotarli na miejsce- skorzystali z wypożyczalni peleryn wodoodpornych za dolara. Bez nich trudno by było przejść ścieżką widokową wzdłuż wodospadu. Choć peleryny na niewiele pomogły bo wrócili przemoknięci, wspaniałe widoki były tego warte.

Wszystkie informatory ostrzegają turystów, że RPA to niebezpieczny kraj. Jednak wycieczka do Durbanu i Johanesbrga – miast uznanych za najgroźniejsze przebiegła bez większych niespodzianek.

- W Durbanie na plażę chodziłyśmy z koleżankami w towarzystwie przewodnika-ochroniarza, który siedział na murku i nie spuszczał z nas oka – opowiada Paula Kurzawa.-Nie czułyśmy się niebezpiecznie, ale on jako miejscowy wiedział najlepiej co może się wydarzyć.

W Johannesburgu zwiedzali „getta” dla białych, ekskluzywne miejsca pilnowane przez uzbrojonych strażników , otoczone betonowymi ścianami, drutem kolczastym i zatkniętymi kawałkami rozbitego szkła na szczycie muru. Brak pracy spowodował ogromny napływ biedoty do miasta, na porządku dziennym są tu napady na białych, kradzieże i zabójstwa.

- My się czuliśmy bezpiecznie, ale nie zapuszczaliśmy się w zakazane dzielnice. Okradli nas za to w hotelu - wspomina Rafał Kurzawa - Wyglądało to na robotę kogoś z obsługi, bo nie było śladu wtargnięcia do pokoju, a z portfela zniknęła tylko połowa gotówki. Dlatego zorientowaliśmy się dopiero po wyjeździe z tego hotelu.Krokodyl na obiadObiady jedli zazwyczaj w miejscowych knajpkach przydomowych prowadzonych przez białych. Jedli krokodyla, który smakuje jak twarda ryba, strusia i wszelkiego rodzaju zwierzaki biegające - antylopy gnu, niala.

- Kiedy w jednej z knajpek zamówiliśmy lunch (a było nas osiem osób), właściciel w ciągu pięć minut ściągnął do pomocy dwie grube murzynki. Powodzeniem w knajpach cieszą się tam strusie. Smakują trochę jak bardziej delikatna i miękka wołowina. My woleliśmy pieczone żebra wołowe! Do tego wszędobylskie frytki.

Często robili zakupy na przydrożnych targach. O wszystko się targowali, a cena ostateczna była nawet dziesięć razy niższa od początkowej. Handlują głównie Murzynki, ale zwracają się zawsze do mężczyzny. Jeżeli to nie pomoże – wtedy dopiero zaczynają rozmawiać z kobietą. Są bardzo nachalne i trzeba się mocno starać jeśli chce się ich pozbyć. Na jednym z targów spotkała ich miła niespodzianka.

- Jedna z naszych koleżanek zgubiła podczas zakupów pełny portfel, czego nie zauważyła. Podbiegła do niej jedna z handlujących Murzynek i jej ten portfel odniosła – z nienaruszoną zawartością. Takim miłym akcentem pożegnała nas Afryka- wspominają.

IZABELA MAGIERA-JARZEMBEK

CIEKAWOSTKI

Walutą jest 1 rand = 100 centów.

CENY

 

> hotel pięciogwiazdkowy

- 2 tys. randów za dobę.

> wypożyczenie samochodu

- około 300 randów za dobę

> campari z sokiem

> obiad mięsny z winem dla 2 os.

> przewodnik

Warto wziąć ze sobą tabletki od bólu głowy – bo wino nie wszystkim służy. I leki przeciwbiegunkowe, bo przy jedzeniu owoców morza, może się trafić jakaś nieświeża ostryga. Co do profilaktyki malarii – zależy od obszaru RPA.

- zapłacisz tyle na ile się wytargujesz i zależy po czym ma oprowadzać, przewodnik po Parku Krugera to nawet 500 randów od osoby

 

Prestiż magazyn szczeciński
( 31)
luty'10
gajda