Spełnione marzenia

Spełnione marzenia

Autor

Daria Prochenka

Każde z dzieci ma inne marzenie. Jedno chciałoby dostać laptopa, inne aparat lub wycieczkę do Disneylandu. Ponieważ nie każde z nich ma szansę na to, by doczekać ich spełnienia są ludzie którzy bezinteresownie im pomagają. Wolontariusze Fundacji Mam Marzenie codziennie odwiedzają chore dzieci i realizują ich pragnienia. Razem z nimi byliśmy podczas pewnej sesji zdjęciowej... - Przeczytałam w internecie historię pewnej chorej dziewczyny Agnieszki i poznałam jej marzenie. Chciała zrobić swoim przyjaciołom niespodziankę w postaci profesjonalnej sesji zdjęciowej - opowiada Małgorzata Maćkowiak –Pluta, policjantka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. - Okazało się, że to marzenie, dla niej olbrzymie i wielkie, dla mnie jest proste do spełnienia. Zaczęłam od razu realizować ten pomysł - dodaje. Siedemnastoletnia Agnieszka wymarzyła sobie sesję w profesjonalnym studiu zdjęciowym, z wizażem i kostiumami. Nie chciała zostać modelką, lecz fotografem. - To także mnie zaskoczyło ponieważ młode dziewczyny raczej chcą znaleźć się przed obiektywem aparatu, a nie chować się za nim - wspomina pani Małgorzata.

Sesja dla przyjaciół

Po skontaktowaniu się z fundacją przygotowania do sesji ruszyły pełną parą. Znajomi fotograficy pani Małgorzaty przyłączyli się akcji i określonego dnia stawili w Willi Lentza. Piękne wnętrze budynku idealnie nadawało się do wypożyczonych strojów z Opery na Zamku. Na miejscu obecne były także wizażystki, które zadbały o profesjonalne zdjęciowe makijaże oraz wolontariusze z fundacji, którzy czuwali nad całą akcją i zdążyli zaprzyjaźnić się wcześniej z dziewczyną. Na początku Agnieszka zaskoczona była całym zamieszaniem wokół jej osoby, nie spodziewała się takiego przedsięwzięcia. - Gdy byłam w szpitalu miałam duże wątpliwości czy zgłosić się do fundacji. Wydawało mi się, że inne dzieci są w gorszej sytuacji niż ja, nie chciałam swoją osobą zabierać im czasu. Po namowach postanowiłam wziąć udział w tym projekcie, ponieważ chciałam zrobić coś dla moich przyjaciół, którzy cały czas mnie wspierają - mówi Agnieszka. - Zdziwiło mnie jednak, że zjawiło się tyle osób i kilku fotoreporterów. Myślałam, że spotkam się z jednym fotografem - dodaje. Nie był to jej pierwszy kontakt z aparatem. Wcześniej chodziła na kurs fotografii i zdążyła dowiedzieć się, że dobrze czuje się w tej roli. - Nie mogę stać i nic nie robić, lubię żyć aktywnie, dlatego wiem, że bycie modelką nie jest dla mnie, co innego robienie zdjęć - mówi z uśmiechem. - Podczas sesji moi przyjaciele byli trochę zestresowani, ale na pewno będą bardzo zadowoleni jak obejrzą zdjęcia. Uwagi panów fotografów, były bardzo pomocne. Mimo tego, że swojej przyszłości nie wiąże z fotografią, ale architekturą przygoda z sesją zdjęciową na długo pozostanie w jej pamięci. - Patrzyłam na marzenia innych, najczęściej były to aparaty i komputery. Nie chciałam niczego co będzie bardzo kosztowne, ale coś takiego co się zapamięta na dłużej, a wspomnienia są najważniejsze - mówi z powagą Agnieszka. Dla wolontariuszy każdy taki dzień jest jak święto. Bardzo przeżywają każde spełnienie, ponieważ z każdym marzycielem spędzają dużo czasu i budują więzi. Choć tego dnia Agnieszka była najważniejsza, jej spełnienie było dla nich tylko kropelką w morzu. Po sesji zdjęciowej wrócili do następnych marzycieli, a kolejka jest duża.

Praca na pełnych obrotach

- Aktualnie w połowie czerwca w naszej poczekalni mamy 16 dzieci, które mają przeróżne życzenia - mówi Anna Klityńska, wolontariuszka. - Od początku roku udało nam się spełnić także 16. Mam nadzieję, że do grudnia zdążymy uszczęśliwić jeszcze wiele buź - dodaje. Zadanie wolontariuszy to nie tylko opieka i odwiedzanie dzieci, to także żmudna praca szukania sponsorów. - Opiekowałam się ostatnio Ulą z Kołobrzegu, która bardzo chciała dostać laptop w odcieniu lazurowym - opowiada Anna. - Bardzo rzadko trafia się chętny sponsor tak jak było to w przypadku sesji zdjęciowej z Agnieszką. Niestety w innych przypadkach musimy sami szukać konkretne firmy i prosić o wsparcie. Na część wydatków trafiają pieniądze z przekazanych 1% podatków - tłumaczy. Żeby zostać wolontariuszem trzeba mieć do tego predyspozycje, silny charakter i trafić na odpowiedni moment w życiu. Nie można przy dzieciach okazać słabości, załamać się przy szpitalnym łóżku, ani opuścić ich w połowie całej akcji. - Szpital to miejsce, które odwiedzam bardzo często, czasami nawet kilka razy w tygodniu. To nie mój obowiązek, ale chęci - mówi Anna.

Tak samo czuje Robert Piętka, wolontariusz odpowiedzialny za spełnienie Agnieszki. - Marzyciele dają mi więcej siły niż ja im. Podziwiam ich za wytrwałość. Choć są ciężko chorzy uśmiechają się, czasem szaleją - mówi. Aby jednak zapanować nad emocjami trzeba mieć do tego pewien dystans. - Oddzielam życie prywatne od zawodowego, nie przynoszę problemów dzieci do domu - mówi Robert. - Mogę się zaprzyjaźnić z danym dzieckiem, ale też nie muszę. Ja po prostu lubię pojechać do szpitala i kogoś odwiedzić, sprawia mi to dużo przyjemności. To jest mój wybór, żeby zamiast imprezować na studiach, nauczyć się czegoś i dać coś innym od siebie - dodaje.

Na pierwszym miejscu dzieci

Zostać wolontariuszem nie jest prosto, najpierw kandydaci przechodzą specjalne szkolenie i przyglądają się pracy innych. Nigdy też nie jeżdżą sami na spotkania z rodzicami chorych dzieci. - Niektóre sytuacje są trudne i dobrze mieć wsparcie kolegów - mówi Anna Klityńska. - Poza tym nie zawsze wiemy do jakiej rodziny jedziemy w odwiedziny. Chociaż dziecko zostaje zaakceptowane do naszego programu po poleceniu przez lekarza specjalistę nie zawsze mamy 100% pewności czego spodziewać się na miejscu - tłumaczy Anna. Pobyt w szpitalu nie zawsze należy do wesołych. - Gdy przekraczam próg szpitala zostawiam wszystkie swoje sprawy na zewnątrz, ponieważ dzieci są najważniejsze - opowiada Anna. - Niestety czasami przychodzimy odwiedzić naszego małego przyjaciela, a łóżko jest puste. Na takie sytuacje też trzeba się przygotować - dodaje. Wolontariusze jednak częściej wspominają te fajne momenty. Robert chętniej opowiada o sytuacji gdy odwiedził malucha, który miał urodziny i śpiewał mu „Sto lat” z pielęgniarkami. Dla Anny najbardziej niesamowity był dzień, gdy pięcioletniemu Adrianowi fundacja spełniła marzenie bycia strażakiem. - Strażacy z Gryfic przygotowali dla niego całą imprezę począwszy od przejażdżki wozem strażackim, przez akcję ratowania z pożaru pluszowego misia. - opowiada z uśmiechem Anna. - Dostał także swój mały mundur i miniaturę wozu strażackiego. To był dzień na prawdę wielu emocji, także dla nas - dodaje. Ich założenie jest jedno. - Idziemy do dziecka, które jest poważnie chore nie po to by płakać. Dzieci już się wypłakały, ich rodzice także. Naszym zadaniem jest traktować je normalnie i spełniać ich marzenia.

Daria Prochenka

FUNDACJA MAM MARZENIE
Powstała w Krakowie 14 czerwca 2003 roku. Od 2007 roku działa już na terenie całej Polski i obecnie posiada 16 oddziałów, także w Szczecinie. Pierwszą polską marzycielką była Bogusia - dziewczynka chora na łamliwość kości. Jej marzenie spełniło się w Orlando na Florydzie, gdzie zobaczyła bajkowy świat Walta Disneya. Spełnianie marzeń oparte jest wyłącznie na pracy wolontariuszy. Nikt z osób zaangażowanych w realizację misji nie pobiera od fundacji wynagrodzenia. Działania mają charakter bezinteresownej pomocy chorym dzieciom w realizacji ich najskrytszych marzeń. Do programu Fundacji może zostać zakwalifikowane każde dziecko między 3, a 18 rokiem życia, które cierpi na chorobę zagrażającą jego życiu. Lekarze - specjaliści, którzy są konsultantami medycznymi poszczególnych oddziałów kwalifikują kandydatów do programu, po rozmowie z lekarzem prowadzącym dziecko. Wolontariusze muszą upewnić się, że wypowiedziane marzenie jest jego własnym wyborem i że nikt z członków rodziny nie wpłynął na decyzję dziecka. Fundacja nie spełnia marzeń, które nie odpowiadają wiekowi i rozwojowi psychicznemu dziecka, nie przekazują gotówki ani nie pokrywanie kosztów leczenia. FUNDACJA SPEŁNIŁA JUŻ 2771 MARZEŃ W CAŁEJ POLSCE, 120 MARZEŃ W SZCZECINIE. W POCZEKALNI

JAK POMÓC - można zostać wolontariuszem - można wspomóc finansowo Fundację - można wybrać swojego marzyciela i zaadoptować marzenie - można podzielić się z Fundacją 1 % podatku - można dołączyć do akcji „Zamień kwiaty na marzenie”

Prestiż  
Sierpień 2010