Świąteczna nuda

Krzysztof Bobala

Autor

Krzysztof Bobala

Dyskutujemy o sukcesach i porażkach. O zwycięzcach i o tych, którym dane było poznać gorycz porażki.
Często tym rozmowom towarzyszy kieliszek szampana, wina czy nie daj Bóg czegoś mocniejszego. I wtedy niewinne tematy nabierają zupełnie innego znaczenia, a spokojna do tej pory dyskusja zamienia się w żarliwą wojnę na argumenty. Temperatura tej wymiany myśli i poglądów rośnie wraz z powiększającą się liczbą pustych butelek. Oczywiście temat przewodni to polityka. Przy stole zarówno stronnicy partii rządzącej jak i sympatyzujący z opozycją. Walka na argumenty trwa. Trochę to przypomina codzienne relacje z Sejmu i partyjnych konferencji prasowych emitowanych w różnorakich audycjach informacyjnych. Nuda. Próbuję zmienić temat. Pogoda wraz ze zmianami klimatycznymi, muzyka i wspomnienia z koncertu Stinga, medycyna i choroba cioci Józi. Niestety, wszystko to tematy zastępcze, które nie są w stanie przebić polityki. Dopiero sport przenosi dyskusję na inne tory. Co do piłki nożnej prawie wszyscy są zgodni - dno. Wprawdzie wujek Tadeusz próbuje walczyć Lechem Poznań w pucharach, ale celna odpowiedź o jednej jaskółce co wiosny nie czyni, wytrąca mu broń z ręki. Dyskusja trwa już ponad dwie godziny i nagle ta jednomyślność biesiadników. W 2010 najlepsza była Justyna Kowalczyk. Nigdy nie byliśmy potęgą w sportach zimowych i postać Małysza niech nam tego obrazu nie zaciemnia, a tu nagle biegi na nartach urastają do rangi naszego sportu narodowego. Na szczęście dużo łatwiej biegać z kijkami niż skakać z „mamuta”, więc wielbmy panią Justynę i próbujmy ją naśladować. Kiedy wspomniałem o swoim bieganiu na biegówkach po ścieżkach wokół Głębokiego i na Osowie, rozmowa płynnie przeszła na szczeciński sport i jego gwiazdy w mijającym roku. Kuzynka z mężem bez zastanowienia jako bohaterkę wskazała Monikę Pyrek i jej zwycięstwo w „Tańcu z Gwiazdami”. Bo tak wspaniale tańczyła, i taka piękna i jaka miła. To wszystko prawda. Sam wysłałem kilkanaście SMS-ów na zwycięstwo Moniki, ale jeszcze bardziej będę jej kibicował na zawodach lekkoatletycznych w 2011. Ten program to jednak bardziej zabawa, a dla Moniki pozostawmy tytuł najbardziej popularnego szczecińskiego sportowca 2010 roku. Jeżeli nie popularna tyczkarka to kto zasługuje na miano najlepszego sportowca naszego regionu? Wspomniałem kolejny awans do tenisowego Masters Marcina Matkowskiego. Wuj Jan upierał się przy Przemku Czerwińskim, wspaniałym polskim tyczkarzu, który w 2010 zdobył swój pierwszy medal na mistrzowskiej imprezie (brąz na ME w Barcelonie). Padło kilka nazwisk zawodników reprezentujących sporty walki. Dyskusja znowu stawała się coraz bardziej gorąca. I wtedy jeden z kuzynów wygłosił prawdziwą tyradę na temat tego, jak trudno wygrywać, kiedy osiągnęło się prawie wszystko. Jak ciężko zmusić się do ekstremalnego treningu, kiedy przez kilka lat nie ma się sobie równych - nie tylko w kraju, ale na całym świecie. Przemowę zakończył zdecydowanym wskazaniem zwycięzców w osobach Marka Kolbowicza i Konrada Wasielewskiego. Członków wioślarskiej osady, którym po czterech złotych medalach Mistrzostw Świata i złotym krążku Olimpiady w Pekinie, chciało się jeszcze walczyć o złoto Mistrzostw Europy. Pojechali w ubiegłym roku do Portugalii, wystąpili, wygrali i teraz mają już w swoim dorobku wszystkie możliwe do zdobycia w tej dyscyplinie medale imprez rangi mistrzowskiej. Pokażcie mi innych takich Mistrzów. Wszyscy przy stole zgodziliśmy się z tym werdyktem. Otworzyliśmy kolejną butelkę szampana i wypiliśmy toast za szczeciński sport w 2011 roku. Oby było o czym dyskutować za rok.
Krzysztof Bobala

Prestiż magazyn szczeciński
( 41)
Styczeń'11
gajda