Od ośmiu lat “Na Wspólnej”

Kadr serialu Na Wspólnej

Autor

Aneta Dolega

galeria

Wie jakie słowa włożyć w usta bohatera byśmy razem z nim się śmiali lub płakali. Jest jedną z osób, która odpowiada za to, że przynajmniej dwa razy w tygodniu nie ma nas dla nikogo, choć właściwie to jesteśmy, wygodnie rozłożeni przed telewizorem. Bohaterowie seriali kierują naszym życiem, a to co mówią jest na wagę złota. Szczecinianka Aleksandra Zielińska wymyśla im kwestie, które na długo pozostają w naszej pamięci.

Od ośmiu lat układa dialogi dla bohaterów „Na Wspólnej”, a od czasu do czasu pisała również kwestie dla postaci z „BrzydUli”.  Choć nic tego nie zapowiadało, bo Ola tak właściwie miała zostać prawnikiem…

– Mama sędzia, ojciec radca prawny, taką mamy tradycję rodzinną – wyjaśnia z uśmiechem. – Świetnie studiowało mi się prawo, ale kompletnie nie nadaję się do bycia prawnikiem. Trzeba do tego systematyczności, mrówczej pracy, ciągle trzeba się uczyć, a raczej zakuwać – dodaje.

Po studiach, ze Szczecina wyjechała do Warszawy, za zarobkiem i za chłopakiem. Zaczęło się od tego, że producent serialu potrzebował dziewczyny do porządkowania scenariuszy, drukowania ich, rozdawania autorom i pilnowania tak zwanego formatu.

– Dostałam pracę chyba tylko dlatego, że ówczesny szef był Australijczykiem i „umarł z wrażenia”, że skończyłam prawo – śmieje się Ola. – Po jakimś czasie zaczęłam zwracać uwagę na błędy w odcinkach, coś wydawało mi się źle napisane, albo nie zgadzało się z resztą fabuły. Robiłam jakieś drobne korekty, z każdą rzeczą biegając do ówczesnego szefa scenarzystów Adama Baumana, który był wtedy także autorem niektórych dialogów. Na wakacje rozdano autorom odcinki do pisania. Adam miał dwa i dał mi jeden, mówiąc „spróbuj, jak nie wyjdzie, to nikomu nie powiemy” – wspomina Ola. I wyszło.

 

Miał byćskandal... i nie było

 

Pierwszy odcinek Ola napisała na wakacjach, cyzelując i przerabiając pięć razy każde słowo.

– Jak ja cierpiałam oglądając to w emisji – opowiada Ola. – Leżałam na łóżku, trzymałam poduszkę na głowie, jęczałam przy każdym zdaniu i obiecywałam sobie, że już nigdy więcej. Było mi tak strasznie wstyd za to, co dopieszczałam tygodniami, że miałam ochotę zamknąć się w piwnicy i siedzieć tam, aż wszyscy zapomną o tym strasznym skandalu – dodaje. Którego oczywiście nikt nie zauważył. „Na Wspólnej” ciągle znajduje się w czołówce najpopularniejszych polskich seriali. Podobny rekord odniosła „BrzydUla”. Sukces polega na tym, że widz dostaje to co chce.

– Widza nie interesują „przepastne głębie mojej duszy i niebotyczne góry IQ”. Widz włącza telewizor z założeniem, że będzie śmiesznie, wzruszająco, albo sensacyjnie. Za to płaci i ja mam obowiązek mu to dać. A ja to lubię, dobrze się przy tym bawię, ciekawi mnie to i kręci – mówi. – Jestem dość elastyczna i pokorna, jeżeli chodzi o moje „wytwory”. Jestem tylko jednym z dialogistów, to jest zespół, którym ktoś musi kierować i mieć głos decydujący – dodaje. Reżyser i producent korygują, zgłaszają uwagi, wprowadzają zmiany. Każdy reżyser ma swój styl, każdy producent ma ramy, których musi się trzymać. Wystarczy, że jakaś kwestia, zdanie, historia ich drażnią i nie wierzą w nie. Wtedy „dialog idzie do zmiany”.

 

Aktor też człowiek

 

Słowa, które wmyśla Ola wypowiadają aktorzy. Jeśli potrafią być przekonywujący, zaczynamy żyć perypetiami kreowanych przez nich postaci.

– Były przypadki, że aktor przychodził do nas z kartką i mówił: „słuchajcie, o co chodzi, czemu ja w tej scenie jestem wściekły, dlaczego ja to mam mówić, wytłumaczcie mi, albo to zmienimy”. Skoro ja nie potrafię napisać dialogów nie wiedząc co postać ma w głowie, to trudno się dziwić, że aktor nie będzie grał nie znając motywacji i tła postaci – wyjaśnia Ola. Nie zawsze udaje się te motywacje i tło przekazać. Bywają aktorzy, którzy chcą zmieniać dosłownie wszystko, pisać całe sceny od nowa. Aktorzy w tym przypadku są najważniejsi, bo to oni użyczając swojego wizerunku przyciągają tłumy przed ekrany.

– Leszek Lichota (jeden z aktorów który grał w „Na Wspólnej” – przyp. red.), potrafi z byle zdania, z byle sceny robić perełkę. Nie mogłam w to uwierzyć. Widziałam scenę, która była zła od początku, w założeniach i końcowym kształcie, a on z niej robił dobry spektakl – wyrzuca jednym tchem Ola. Na pewno nie ma sensu odmawiać prośbie aktorki nastolatki, żeby nie pisać jej za dużo scen całowania się, bo dziewczyna wstydzi się. Ani brnąć w historię romansu pary, która na planie poczuła do siebie nawzajem żywiołową niechęć. – Mam sentyment do dzieci, które u nas grają i do młodzieży, bo fajnie jest obserwować jak mali aktorzy zaczynali, a teraz dorośli na moich oczach – dodaje wzruszona.

 

Siostra swojego brata

 

Ola mieszka w Warszawie od 10 lat. Ma tu dom, męża i dzieci. W Szczecinie ma swój dom rozinny i brata, z którego jest bardzo dumna. Aleksandra Zielińska jest siostrą Adama Zielińskiego znanego bardziej jako raper o pseudonimie „Łona”.

– Jestem siostrą wyjątkowo bystrego, uroczego faceta, który ma wielki talent, a właściwie kilka – mówi z nieustającym uśmiechem. Uwielbia go, ale nie za to, że jest świetnym raperem, tylko dlatego, że on zawsze jest i był: mądry, uroczy, traktujący ludzi z szacunkiem i skromny. – Uwielbiam jego frazę, inteligentny dowcip, jego spojrzenie na świat, jego zachowanie w stosunku do innych ludzi. To jak stara się i jak potrafi sprawić, żeby ludzie czuli się w jego towarzystwie dobrze. Jeżeli w tej rodzinie ktoś jest wirtuozem słowa to z całą pewnością jest to Adam. Z jednej strony zawsze mam pokusę, żeby się nim w taki brzydki sposób chwalić „hej, to mój brat, to on to napisał, to on to nagrał, znów o nim napisali, znów go chwalą, super, nie?” Ale jednocześnie hamuję się, bo jakie mam do tego prawo? Czy ja go urodziłam, wychowałam, nauczyłam czegokolwiek? Mam przyjemność dzielić z nim geny. Podziwiam go i bardzo lubię, bo jest świetny – mówi z dumą Ola.

 

To tylko rozrywka

 

Pozostaje jeszcze kwestia. Czy ktoś kto tworzy seriale, sam je ogląda? – Nie potrafię żadnych seriali oglądać normalnie, nawet tych, na które zerkam dla przyjemności. Wyłapuję „product placemements” (chwyt marketingowy, świadome umieszczenie produktu w filmie czy serialu w celu jego promocji – przyp. red.) zachwycam się jak zręcznie to zrobili lub rozpływam się nad chwytami w dialogach. Nie dlatego, ze jestem fachowcem i to wszystko znam, ale ponieważ po ośmiu latach nie jestem w stanie nie widzieć pewnych rzeczy – tłumaczy bohaterka. –  Jedynie o czym marzę to aby być lepsza w tym, co robię. Nie zbawiam świata, nie niosę radości, ani kaganka oświaty. To tylko rozrywka – podsumowuje z uśmiechem.

Aneta Dolega

Prestiż magazyn szczeciński
( 41)
Styczeń'11
gajda