Nad błękitną laguną

Autor

Maciej Pieczyński

galeria

Archipelag Malediwów, przez który kilka lat temu przeszła niszczycielska fala tsunami, ponownie budzi się do życia. Gdy u nas jest zima, tam, na półkuli południowej można podziwiać błękitne laguny i łowić tuńczyka z miejscowymi rybakami.

Ten malowniczy archipelag na Oceanie Indyjskim, znany jest w świecie ze swoich rajskich lagun. Katarzyna Lewandowska, z zawodu pracownik branży nieruchomości, z zamiłowania projektantka torebek i biżuterii, na własne oczy zobaczyła i na własnej skórze odczuła uroki tego miejsca.

 

Malediwy last minute

 

Podróż na Malediwy była spontaniczną decyzją Katarzyny. – Przeglądaliśmy wraz z moim partnerem oferty last minute. Nie szukałam niczego konkretnego, to było na zasadzie: co taniego jest w zasięgu? – mówi. Wśród ofert znaleźli interesującą dwutygodniową wycieczkę na Malediwy. Lot z Dusseldorfu do Male, stolicy archipelagu, w dwie strony kosztował 110 euro za osobę. Gdy już klamka zapadła i bilety zostały kupione, pozostał problem noclegu. – Mieliśmy dwa dni do odlotu – wspomina Katarzyna. – Mogło się zdarzyć tak, że noclegu byśmy nie znaleźli i wtedy bilety by przepadły – dodaje.

Szybkim rozwiązaniem tego problemu okazał się portal, pośredniczący w wymianie miejsc noclegowych. – Skontaktowaliśmy się z człowiekiem o nazwisku Mustafa Ibrahim i poprosiliśmy go o pomoc w znalezieniu dachu nad głową na Malediwach – opowiada Lewandowska. – Znalazł nam spanie, na Moofushi Island, 30 km od Male – dodaje.

Do wyboru były dwie opcje noclegowe: albo pokój u miejscowej rodziny za 30 dolarów za noc, albo hotel dwupokojowy za 50 dolarów za noc. Wybrali tę drugą możliwość. Teraz już tylko trzeba było jakoś dotrzeć z lotniska w Male do miejsca przeznaczenia…

– Przez kilka godzin wymieniałam maile z Mustafą Ibrahimem, szukając zapewnienia, że ktoś nas z lotniska odbierze. Udało się, po przylocie odebrał nas znajomy naszego gospodarza – wspomina Katarzyna.

Transport był bardzo ważną sprawą, ponieważ ze stołecznej wyspy ostatni prom odpływa o godzinie 16-tej, później nie ma już żadnej możliwości opuszczenia stolicy. – Jest to jakiś sposób przyciągania turystów do Male. Dzięki temu są zmuszeni pozostać tam do następnego dnia i nacieszyć się jej urokami – mówi Katarzyna.

Generalnie wczasy na Malediwach można spędzać na dwa sposoby: albo w drogim hotelu z zapewnionym wypełnieniem czasu wolnego z dala od miejscowych osobliwości, albo u miejscowej rodziny. Opcje te różnią się radykalnie kosztami. Hotel resort na dwa tygodnie to koszt około 6-7 tysięcy euro. Tymczasem Katarzyna, która wybrała opcję pośrednią, a więc hotel, ale kameralny, z dala od wielkiej cywilizacji na swoją przygodę na Malediwach wydała około 2 tysiące złotych.

 

Inwazja krabów

 

Typowy dzień w raju to poranna kawa w hotelowej knajpie, śniadanie, a potem na plażę.

Przy czym plażowanie nie było łatwą sprawą. – Wyspa, na której spędzaliśmy nasze wakacje, jest bardzo zaniedbana, wszędzie walały się śmieci. Żeby korzystać z uroków plaży, musieliśmy je najpierw odgarniać. Po części jest to następstwo zniszczeń po tsunami – mówi ze smutkiem Katarzyna. Innym utrudnieniem dla plażowiczów okazały się kraby, które wieczorami wychodziły na brzeg, by wielką grupą zająć każdy centymetr kwadratowy piasku. – Nie dało się chodzić boso po plaży – wspomina Lewandowska.

Dlatego zamiast przy wodzie chętniej swój wolny czas spędzali pływając w oceanie. Jedną z ciekawszych rozrywek na wyspie był snorkeling, czyli rodzaj nurkowania, z maską, fajką i płetwami polegający na unoszeniu się na wodzie z zanurzoną twarzą. Katarzyna korzystała także z gościnności miejscowych i wybrała się między innymi na połów ryb łodzią wraz z rybakami z Moofushi Island. Trzygodzinna wycieczka kosztowała 30 dolarów. – Po powrocie z połowu żony rybaków przyrządziły nam ryby, co ciekawe, w całości pieczone na taczce – mówi z uśmiechem.

Jedną z atrakcji była także jednodniowa wycieczka na wyspę Anantara. Za 150 dolarów można było przez cały dzień zwiedzać egzotyczną wyspę korzystając z miejscowych atrakcji turystycznych, rozkoszując się drinkami i lokalnymi potrawami. Jak wszędzie w okolicy i ta wyspa była idealna do uprawiania sportów wodnych.

Katarzyna w ramach swojego pobytu na Malediwach szukała atrakcji jak najbardziej oddających specyfikę miejsca. Stąd, poruszając się między wyspami archipelagu, wybrała niezbyt spopularyzowany wśród turystów środek transportu, czyli prom. – Turyści najczęściej wybierają drogie i szybkie speed boaty – wyjaśnia Katarzyna. – My wybraliśmy tani prom, który dystans 30 kilometrów pokonywał w 2-3 godziny. Byliśmy na nim jedynymi białymi turystami – dodaje z uśmiechem.

 

Wśród miejscowych

 

Na Malediwach dominującą religią jest islam. Różnice kulturowe nie były jednak dla nich szczególnie zauważalne, poza jednym – alkohol na wyspie był praktycznie niedostępny. – Drinki można było kupić tylko w resortach z kapitałem amerykańskim. Tam, turyści mają zapewnione wszelkie zachodnie standardy, za to praktycznie nie mają bezpośredniego kontaktu z miejscowymi osobliwościami – wspomina.

Na lotnisku w drodze powrotnej Katarzyna spotkała ludzi, razem z którymi dwa tygodnie wcześniej przyleciała do Male. Wybrali oni bardziej ekskluzywny wariant wczasów, czyli pobyt w resorcie. – Zazdrościli nam faktu, że bardziej niż oni poznaliśmy ten kraj. Wybraliśmy tańszą, ale w rezultacie atrakcyjniejszą ofertę, decydując się na spędzenie czasu wśród miejscowej ludności, z dala od stołecznego zgiełku Male – dodaje.

Nawet widok zaśmieconej plaży, nie zepsuł dobrego wrażenia z wczasów nad Oceanem Indyjskim. – Po dwóch dniach przyzwyczailiśmy się do tych krajobrazów. Wartościową rekompensatą za zaśmiecone plaże okazała się pogoda. Niemal przez cały nasz pobyt było słonecznie i gorąco, około 35 stopni – wspomina Katarzyna. – Tylko dwa dni wyciął nam z życiorysu ulewny deszcz – dodaje.

 

Chińskie pamiątki

 

Tak wysoka temperatura powodowała, że nie był uciążliwy nawet brak gorącej wody w hotelowej łazience. A co oprócz wspomnień można przywieźć na pamiątkę z Malediwów? – Choć miejscowi w dużej części żyją ze sprzedaży pamiątek, to jednak ciężko znaleźć jakiś suwenir ściśle związany z miejscową kulturą. Większość tego typu gadżetów po prostu importują z Chin – mówi z uśmiechem.

Z miejscową kulturą bardziej związana jest za to kulinarna sfera życia. Mieszkańcy Malediwów to specjaliści od potraw z tuńczyka. W menu miejscowych restauracji królują suszone ryby, ryż lub makaron z warzywami.

Wczasy na Malediwach to pierwsza tak daleka podróż Katarzyny. Dwa tygodnie na rajskim archipelagu to, jej zdaniem, wystarczający czas, aby nasycić się pięknem tego miejsca. -–Poznałam naprawdę magiczne miejsce, teraz już czekam na nowe podróżnicze wyzwania – mówi.

Maciej Pieczyński

Prestiż magazyn szczeciński
( 41)
Styczeń'11