Tyczka i pióro - Junak "Made in Szczecin"

Autor

Przemysław Czerwiński

Lata 50-te ubiegłego stulecia to dość dziwny okres historyczny. Amerykanie zgubili bombę atomową, Rosjanie wysłali w kosmos psa, a na świat przyszedł Donald Tusk, Madonna i Bin Laden.

Na szczęście w świecie motoryzacji było o wiele ciekawiej. Mercedes-Benz wypuścił 300 SL Gullwing, fabrykę w Zwickau opuszczały pierwsze Trabanty, w Turynie pokazano Fiata 500, a pierwsze promienie szczecińskiego słońca padały na nowiutki lakier świeżo wyprodukowanych Junaków.

W zamyśle konstruktorów nowy motocykl miał być uniwersalnym sprzętem. Pomijając iż Junak musiał zmagać się z ówczesnym tragicznym stanem macierzystych dróg, był wykorzystywany do wszelakiej łączności, transportu, turystyki czy też w służbie milicji. Zagorzałym entuzjastom jednośladów pozwalał poczuć się jak młody Marlon Brando i posiadać własnego „polskiego Harleya”. I w dużej mierze dzięki nim motocykl zyskał miano kultowego. Szczecinianie po dziś dzień chwalą się tą marką, choć nie do końca była to ich zasługa. Projekt powstał w Warszawie, czterosuwowe silniki przyjeżdżały do fabryki w pudłach z napisem Made In Łódź, a tłoki i głowice wytwarzano w FSO. W Szczecińskiej Fabryce Motocykli robiono jedynie ramę i składano wszystko w całość. Jakby nie patrzeć, od A do Z była to całkowicie polska konstrukcja. Motocykl składany rękami szczecińskich robotników i właśnie z tego powodu możemy być wszyscy dumni.

Seria próbna w ilości 30 sztuk o oznaczeniu M07 opuściła mury fabryki w końcu 1956 roku. Trzy lata później wdrożono do produkcji ulepszoną wersję M10 wyróżniającą się obudowanym reflektorem i wzmocnionym silnikiem, ale dalej posiadającym cechy swego protoplasty. Była to tak zwana „przejściówka” wyprodukowana w ilości 20 tys. sztuk.

W międzyczasie powstała trójkołowa wersja dostawczych M20 dla ambitnych mleczarzy oraz krosowe M07c i rajdowe M07r, które mają na swoim koncie kilka poważnych sukcesów sportowych. Pod koniec 1961 roku przygotowano prototypową wersję M13 mającą zastąpić M10, a rok później kiedy z taśmy zjechał 50-tysięczny egzemplarz zakończono pracę nad kolejnym prototypem M14 Iskra. Był to motocykl lżejszy, mocniejszy i znacznie nowocześniejszy od Junaka. Nowa jednostka napędowa w układzie twin o oznaczeniu S132LO autorstwa inż. Leszka Ornafa miała pojemność 350cm3, ale co ważniejsze dawała możliwość zwiększenia do „półlitrówki” , a to mogło otworzyć horyzonty na nowe rynki zbytu. Jednak pomimo wydawać by się mogło świetlanej przyszłości w roku 1965 było już po wszystkim. Fabryka przerwała produkcję i została przemianowana, a prototypy i projekty rzucono w ciemny kąt gdzie porastały kurzem. I tu nasuwa się pytanie, dlaczego?

Jak na tamte czasy Junak był nowoczesną konstrukcją mogącą spokojnie konkurować z zachodnimi konstrukcjami jak Triumph, BSA czy Royal Enfield. Oczywiście nie był pozbawiony wad, jak na przykład ciągle zalewający się iskrownik czy też krążące przeświadczenie, że czysty silnik jest jedynie oznaką, że brak w nim oleju. Jednak kolejne prototypy były świadectwem na to, iż polska inżynieria nie tylko szła z duchem czasu, ale i kreowała go sama.

Aspekt finansowy też do mnie nie przemawia, wszak Junak był hitem eksportowym wysyłanym do Węgier, Bułgarii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych czy na Kubę, by nawet świta Fidela Castro też mogła posmakować polskiej motoryzacji.

W latach świetności Polska była krajem produkującym ilościowo najwięcej motocykli na świecie. A jednak przemysł ten został „zdeptany” i chyba najbardziej prawdopodobną przyczyną było to, że panowie z RWPG w Moskwie uznali produkcję czterosuwowego motocykla w Polsce za zbyteczną. A mogliśmy mieć znaną i szanowaną markę, którą można by się chwalić tak jak robią to inni.

Amerykanie mają Madonnę, Coca-Cole i Harleya Davidsona. My mamy Michała Wiśniewskiego, Paprykarz Szczeciński i legendę Junaka, którą już nie jesteśmy w stanie wskrzesić. Aż serce mi się kraje…

Tyczkarz chwycił za pióro. Nowy cykl motoryzacyjny Prestiżu
Przemek Czerwiński, to czołowy polski tyczkarz, medalista ostatnich Mistrzostw Europy. Prywatnie człowiek o wielu pasjach i zainteresowaniach. Fotografowanie i motoryzacja to niektóre z nich. Przemek postanowił chwycić też za pióro. W końcu dla człowieka trzymającego na co dzień grubą i cieżką tyczkę, trzymanie pióra nie powinno być problemem...

Prestiż magazyn szczeciński
( 42)
luty'11