Kinga Kasprzak - 900 km od domu

Autor

Daria Prochenka

galeria

Choć ma dopiero dwadzieścia cztery lat ma już zadatki na gwiazdę sportową. Siatkarka Kinga Kasprzak jest jedną z nielicznych sportsmenek z naszego miasta, która gra w czołowej polskiej drużynie reprezentującej nas w Europie. Aktualnie swój zawód uprawia w Muszynie, ale kto wie... może wróci reprezentować Szczecin?

Polskie siatkarki znane są nie tylko ze wzgldu na wyniki sportowe ale i też z urody. Od czasu „złotek” Andrzeja Niemczyka ukazywały się kalendarze ze zdjęciami siatkarek, z przeznaczeniem na cele charytatywne. Przed tym sezonem podobny kalendarz wydał pani obecny klub.

- To prawda. Brałam udział w sesji zdjęciowej i było to miłe przeżycie. Tym bardziej, że jak pan zauważył, cel był szczytny. Klub we współpacy z Fundacją Herosi wydał kalendarz. Kilka egzemplarzy zostało zlicytowanych, a pieniądze przeznaczone zostały na pomoc chorym dzieciom. Konkretnie na zakup specjalnego łóżka dla oddziału onkologii w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Mnie ta sesja nie kosztowała zbyt wiele wysiłu, a przecież rzeczy na które poszły pieniądze mogą uratować komuś życie. Dlatego miałam satysfakcję, że mogę komuś pomóc. Poza tym wierzę, że jeśli człowiek daje innym dużo od siebie, to po pewnym czasie dostanie w zamian coś dobrego od ludzi i życia.

Jak trafiła pani do dalekiej Muszyny, wcześniej grała pani w Szczecinie i Trójmieście?

- Otrzymałam ofertę poprzez mojego menedżera. Klub z Muszyny jest na tyle mocny i gra o najwyższe cele w lidze, że nie zastanawiałem się długo. Poza świetnymi polskim siatkarkami jak Milena Sadurek czy Joasia Kaczor, doszły też reprezentantki Holandii Caroline Wensink i Debby Stam więc mam sie od kogo uczyć i ogrywać wśród najlepszych siatkarek polskiej ligi.

Tęskni Pani za Szczecinem?

- Co za pytanie! (śmiech). Pewnie, że tęsknię. Za Szczecinem, a jeszcze bardziej za Policami, gdzie jest mój dom i mieszkają rodzice. W Szczecinie z kolei był mój klub (Piast – przyp. red.). Grałam w nim długo, miałam mnóstwo koleżanek. Mile wspominam trenerów, z którymi pracowałam. Szkoda tylko, że skończyło się to upadkiem klubu.

Jak często odwiedza pani Szczecin mieszkając w Muszynie?

- Nie za często. Ostatni raz byłam na początku listopada ubiegłego roku. Chciałam sprawić niespodziankę rodzicom i nie uprzedzając wsiadłam do samolotu w Krakowie i przyleciałam do Goleniowa. Tata mnie odebrał z lotniska, a mama była w lekkim szoku gdy mnie ujrzała, ale szczęsliwa, że mogła zobaczyć córkę. Niespodzianka się udała. Jednak duża odległość z Muszyny sprawia, że niezbyt często odwiedzam Szczecin.

A jesli już pani to robi, to spędza czas z rodzicami? A może są jakieś miejsca w mieście, które musi pani koniecznie odwiedzić?

- Sporo czasu spędzam z rodzicami, a w Szczecinie koniecznie musi być spacer po Wałach Chrobrego i wizyta w którejś z trzech knajpek, które tam się mieszczą.

Znajduje pani czas na jakieś hobby, i co nim jest?

- Nawet gdybym znalazła na nie czas, to nie mogłabym tego robić.

Dlaczego?

- Bardzo lubię jeździć na nartach, na łyżwach a nawet sporty ekstremalne.

Niestety są to zajęcia dosyć niebezpieczne, i jako profesjonalna siatkarka nie mogę sobie pozwolić na ryzyko w zbyt dużym stopniu.

Bardzo chciałabym mieć też pieska, ale tu znów jest problem. Z racji czętych wyjazdów nie mogłabym się nim opiekować i zajmować jak trzeba.

Wiekszość wolnego czasu spędzam ze swoim chłopakiem, i to raczej wiekszość rzeczy robimy spontanicznie, no może poza zakupami, których zrobienie planujemy wcześniej.

Jak to jest z odżywieniem się siatkarek. Obowiązuje was jakaś specjalna dieta?

- Wiadomo, że musimy dostarczyć organizmowi dużo węglowodanów żeby mieć siłę i uprawiać sport. Natomiast co do diety, to jem wszystko poza czekoladą, orzeszkami arachidowymi i nie używam kakao, bo jestem uczulona na te produkty.

I wytrzymuje pani bez czekolady?!

- Dziwi to nie tylko pana, bo ludzie często mnie pytają o to, jak wytrzymuję bez czekolady. Odpowiadam wówczas, że muszę i nawet gdyby stały obok mnie domy z czekolady nie wiadomo jak zrobione, to bym ich nie tknęła. Czekolady nie jem już przynajmniej od siedmiu lat.

Posiłki jada pani w klubie czy w domu?

- Przeważnie w domu, bo bardzo lubię gotować. Mam w kuchni wszystko, żeby móc gotować albo piec ciasto.

Z ciast co najlepiej się udaje?

- Ciasto marchewkowe, jest smaczne i proste do przyrządzenia. Bardzo lubię upiec coś na urodziny, na święta ale i bez okazji. Lubię też eksperymentować w kuchni. Na co dzień często robię kurczaka z ryżem albo makaronem, jakies warzywa do tego. Ale na święta chciałoby się zjeść coś bardziej wyszukanego. Zdobywam wówczas jakiś nowy przepis na łososia, robię schab ze śliwką, albo jakieś roladki. Zazwyczaj się udaje, a nawet jeśli nie, to nie można się zniechęcać tylko spróbować jeszcze raz.

...posłucham pani rady. Ale jest jeszcze coś, co kobiety lubią najbardziej... Lubią ładnie się ubrać. Jaką modę pani preferuje?

- Gdy gdzieś wychodzę prywatnie, to lubię ubrać jakieś dłuższe swetry wiązane w pasie, dżinsy, t-shirty, czasami legginsy. Wszystko zależy od okazji, ale nie mam jakiejś  ulubionej marki czy też wybranych sklepów. A na codzień, cóż, poprostu dresy, bo tak jest wygodniej.

A miała pani kiedyś jakieś problemy z kupnem ubrania, przy pani wzroście?

- Długo miałam problem z kupnem obuwia. Największy rozmiar jaki mogłam kupić to 42. Gdy przychodziłam z nowymi butami do domu, od razu nakładałam najgrubsze skarpetki i chodziłam po domu w butach, żeby je rozchodzić.To był naprawde duży problem. Obecnie jest firma, która robi większe rozmiary, w tym mój 44. Dzięki nim kłopotów już nie mam.

Również z kupnem spodni bywały problemy, bo często były za krótkie.

Zdarza się, że kupując odzież zimową trochę się denerwuję, bo kiedy płaszcz czy kurtka są dobre w pasie to okazuje się, że rekawy są za krótkie.

Wspomniała pani o Krynicy Górskiej. To chyba piękne miejsce do życia?

- Piękne. Tym bardziej, że mieszkam przy jednej z głównych ulic, która prowadzi do Jaworzyny. Mam wspaniały widok z mieszkania, które jest 2 km do centrum Krynicy, gdzie często odwiedzam pijalnię wód.

Ale zapas Muszynianki też chyba zawsze jest w domu?

- Tak, i pije ją nie tylko dlatego, że jest zapas i trzeba go zużyć. Jest bardzo smaczna.

Jak przyjęła pani wiadomość, że w końcu rozpoczęto budowę hali sportowej w Szczecinie?

- O, nie wiedziałam! Dowiaduje sie teraz, to dobra wiadomość, chociaż zawsze pozostanie mój sentyment do hali SDS i przy SP 35 przy ulicy Świętoborzyców, w których grałam i trenowałam. Ale myślę, że dzięki nowej hali szczecińska siatkówka może się odbudować.

Przy zaangażowaniu ludzi jest to możliwe, słyszałam, że już coś się dzieje.

Bardzo bym tego chciała, bo dla sportowca nie ma chyba większego ciosu jak rozpad klubu, z którym był związany. Tak było w moim przypadku.

Gdyby udało się odbudować klub do poziomu ekstraklasy, to wróciłaby pani do Szczecina?

- Bardzo możliwe, że tak.Tym bardziej, że jeśli zdrowie mi pozwoli i obejdzie się bez kontuzji, to chciałabym grać w siatkówkę jak najdłużej.

Czym dla pani jest siatkówka?

- To jest całe moje życie, ponieważ uprawiam ją od długiego czasu.

W tym sportowym życiu są wzloty i upadki. Te drugie bywają bolesne, ale kształtują charakter i psychikę. Myślę, że dzięki temu wiem, jak sobie radzić w  trudnych sytuacjach życiowych poza boiskiem. Zmiany klubu powodują, że człowiek trafia w nowe otoczenie. Poznaje nowe koleżanki, trenerów i uczy się żyć wśród nowych ludzi. To cenne doświadczenie.

Wyjazdy na mecze zagranicę, czy też możliwość gry w zagranicznym klubie, też są chyba atrakcją dla sportowca?

- Oczywiście. Ja na razie nie myśle o grze za granicą, bo jest mi bardzo dobrze w Polsce. Natomiast jeśli ktoś decyduje się na wyjazd, to może podglądać i uczyć się tam siatkówki. Myślę, że kilka naszych zawodniczek jak Małgosia Glinka czy Kasia Skowrońska podniosło swoje umiejętności grając za granicą.

...a nawet znalazło męża jak chociażby Magorzata Glinka-Mogentale.

- To nie jest chyba najważniejszy aspekt dla tych, które wyjeżdżają (śmiech). Męża można szukać i chyba znaleźć w Polsce.

Zdarzało się, że była pani podrywana podczas wyjazdu zagranicznego?

- Oj, tych wyjazdów nie było tak dużo. Teraz jest więcej gdy gram w Muszyniance i występujemy w europejskich pucharach. Na mecz do Istambułu pojechałyśmy dwa dni wcześniej, więc jeden dzień miałyśmy dla siebie. Jednak nie chodziłyśmy po mieście, bo hotel był położony na uboczu i poruszałyśmy sie tylko w jego okolicach. Ale zdarzyło się wcześniej, czy właśnie w Istambule, że mężczyźni oglądali się i coś tam krzyknęli w naszą stronę. Może tu akurat ze względu na inną urodę.

rozmawiał Jerzy Chwałek (autor jest dziennikarzem Super Expressu)

Kinga Kasprzak

ur. 12.06.1987 w Szczecinie
wzrost: 188 cm
waga: 76 kg
pozycja na boisku: przyjmująca

Sukcesy:
VI miejsce w ME kadetek w sezonie 2003/04
występy w reprezentacji Polski seniorek

Przebieg kariery klubowej:
UKS Błyskawica Szczecin
SMS Sosnowiec
Piast Szczecin
Gedania Gdańsk
TPS Rumia
od sezonu 2010/11 - Bank BPS Muszynianka Fakro Muszyna
(Muszynianka - aktualny wicemistrz Polski, oraz mistrz z
lat 2006, 2008 i 2009)

Prestiż magazyn szczeciński
( 42)
luty'11