Ach ten wąsik

Krzysztof Bobala

Autor

Krzysztof Bobala

Wąsy w historii Polski odegrały niebagatelną rolę. Kręcili wąsa Pan Wołodyjowski i imć Zagłoba z Trylogii. Bujnym wąsem chwalili się książęta i królowie.

Wiek dwudziesty to także era kilku wąsaczy. Tego negatywnego o imieniu Adolf, który świat cały wciągnął w wyniszczającą wojnę i tego pozytywnego – Lecha, który tak bardzo starał się o wolność naszego kraju. Koniec ubiegłego wieku to era jeszcze jednej wybitnej postaci z charakterystycznym wąsikiem. Adam Małysz – bo oczywiście, co nie trudno zgadnąć – jemu chciałbym poświęcić te kilkadziesiąt zdań, to ewenement w sportowym świecie. Sportowców z wąsem nie ma zbyt wielu. Wśród skoczków narciarskich jakoś nie mogę się doszukać kogokolwiek. A on, z tymi wąsami skakał prawie przez całą seniorską karierę. Było kilku co z tego kpiło. W czasach kryzysu w karierze doradzali zgolenie, a on trwał w przekonaniu, co niejednokrotnie powtarzał w wywiadach, że Adam Małysz bez wąsów to już nie ten sam Adam. Ale czy wąsami tłumaczyć fenomen skoczka z Wisły? Na pewno nie. Patrząc na historię polskiego sportu, jedyną osobą, którą można choćby odrobinę do Niego porównać jest Irena Szewińska. Młodszym czytelnikom „Prestiżu” podpowiadam, że to jedna z najsłynniejszych lekkoatletek w historii tego sportu na świecie. Jej kariera także trwała wiele lat. Na jej występy czekała, jeszcze przed czarno-białymi telewizorami, cała Polska, a z różnego rodzaju imprez mistrzowskich przywiozła prawdziwy worek medali. Ale mimo wszystko, porównując te dwie osobowości – ja wskazuję Małysza. „Małyszomania” to już powszechnie znany, prawie medyczny zwrot, a to co się za nim kryje badają socjologowie, psychologowie czy osoby zajmujące się sportowym marketingiem nie tylko w Polsce. To tysiące prac magisterskich czy doktorskich składanych na wielu naukowych kierunkach. To oszałamiająca popularność, milionowe kontrakty reklamowe, kilkusetprocentowy wzrost zainteresowania skokami narciarskimi, co przełożyło się bezpośrednio na zyski i słupki oglądalności telewizji czy słuchalności stacji radiowych. Ale to też niewyobrażalna skromność, granicząca wręcz z obawą przed byciem aż tak popularnym, to wzloty i upadki w karierze, to miłość i nieporozumienia w rodzinnym domu, to lęk przed kamerami i mikrofonami, ale też wypowiadanie zawsze własnego zdania bez kompromisów czy przymileń. To uśmiech pod wąsem, ale także łzy wzruszenia i grymasy zniecierpliwienia. Taki był Adam przez te prawie dwadzieścia lat kariery. I właśnie za to, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów ludzi darzy go szczerą miłością i uwielbieniem.

Pokażcie mi sportowca, który powodował, że organizatorzy różnego rodzaju imprez musieli sprawdzać programy telewizyjne, aby ich eventy nie pokrywały się godzvinami transmisji z konkursów, bo groziło to poważnymi brakami frekwencyjnymi.

Wskażcie kogokolwiek, kto zrobił tyle dla jakiejkolwiek dyscypliny ile Małysz uczynił dla skoków narciarskich. Przecież przez te ostatnie lata siedząc przy niedzielnym obiedzie, każdy z nas był po trochę Tajnerem czy Hannu Lepistoe. Dzięki Adamowi potrafimy ocenić moment wyjścia z progu czy telemark przy lądowaniu (wcześniej nie wiedzieliśmy nawet co to znaczy). Prawie każdy uważa, że spokojnie mógłby usiąść na wieży sędziowskiej zastępując z dobrym skutkiem któregoś z arbitrów. To jest prawdziwa siła osoby Adama Małysza. Potrafił na naszych oczach zbesztać prowadzącego z nim wywiad redaktora, aby za chwilę szczerze śmiać się z jednego z setek dowcipów krążących o Nim w internecie. Internet zresztą zawsze był z naszym Orłem z Wisły. Kiedy tylko potrzebuję poprawić sobie nastrój, sięgam po komentarze z jego skoków, które znaleźć można na You Tube. Ten ulubiony, Tomasza Zimocha, ma już ponad 200 000 odsłon. Kiedy tego słucham, wtedy najwspanialsze momenty z kariery naszego Mistrza przelatują mi przed oczami. Oczami, w których wtedy tak często, pokazują się łzy wzruszenia. I choćby za to – Dziękuję Panie Adamie.

Krzysztof Bobala

Prestiż magazyn szczeciński
( 44)
Kwiecień'11
gajda