O wyższości Świąt Wielkanocnych nad wszyskimi innymi

Szymon Kaczmarek

Autor

Szymon Kaczmarek

Nadejście wiosny, zwycięsko obejmującej panowanie nad ziemią, świętowane było od wieków we wszystkich kulturach jako najważniejszy okres dla rolnictwa, od którego zależał całoroczny byt. W uroczystościach związanych z nimi występowało wiele magicznych rytuałów mających zapewnić urodzaj i powodzenie w całym nowym roku.

Odradzanie się przyrody przypisywano siłom nadprzyrodzonym mającym władzę nad życiem i śmiercią.

Wiosna, a z nią nowe nadzieje, pragnienia, nowe wyzwania dla łasuchów wszelkiej maści i "garkotłuków", którym dziś rzucam wiosenne wyzwanie: Wyjdźmy z domów! Niewiele razy w swym obfitym w święta życiu doświadczyłem uroczystego śniadania wielkanocnego na tzw. "zielonej trawce". Te niezwykłe uroczystości zawsze okazywały się prawdziwym przeżyciem. Myślę, że na podniosłość chwili niebagatelny wpływ miały okoliczności miejsca, pogody i przyrody, a i z pewnością moje osobiste podejście do tych wybitnie "mięsnych" świąt nastrajało mnie żarłocznie.

No, bo przyznasz Czytelniku miły, że spędzanie świątecznego śniadania nad pięknym jeziorem, w kochanym towarzystwie, pożywając dary boże z obrusa w biało-czerwoną kratkę, MUSI być doznaniem najwyższych lotów?

Bywało, że zasłuchani w klangor żurawich kluczy, dokładaliśmy na talerze szynkę dobrze tłuszczykiem przerosłą, pasztet obłożony obowiązkową ćwikłą z krojonych buraczków, patrząc czule na zmrożone kieliszeczki.

Bywały wiosny przepięknej urody, gdy temperatura otoczenia przyzwalała na świąteczny piknik i z pełnym brzuchem chwalenie Pana, za takie właśnie zorganizowanie świata.

Tak jakoś się składa, że Wielkanoc wspominamy zazwyczaj poprzez fakt noszenia, lub nie zimowych płaszczy i kurtek.

Mam uzasadnioną nadzieję, że ten rok będzie czasem letnich sukienek pań i niedbale zarzuconych na ramiona marynarek panów. Namawiam gorąco, by już teraz, nie czekając na majowy "łykend" rozpocząć biesiady wśród świeżej zieleni brzóz i szelestu rodzącej się przyrody.

Odsunąwszy świąteczne talerze, pełni smaków i aromatów żurów, baleronów, sałatek i bab wielkanocnych ruszmy w teren!

Ta kiełbasa biała i faszerowany boczek inaczej zasmakują pośród młodych pędów podmiejskiego lasu, niż w pokoju pełnym gwaru zagłuszanego telewizyjnymi wiadomościami.

Wiadomym jest, że wielkanocny żur ma być czosnkowo-chrzanowy. Wiadomo, że spożywać go będziemy w pokoju gościnnym rozpoczynając świąteczne śniadanie. Ma być albo postny, albo treściwy.

 

Jestem wyznawcą treściwego, więc w moim będzie spory kawał wędzonki, sporo białej kiełbasy, ziemniaki i skwarki.

 

Na gar zmiażdżona będzie główka czosnku i dołożona pokaźna porcja ostrego chrzanu. Nie poskąpię majeranku.

Ale zupa to w domu. W świecie wiosennym danie zgoła odmienne:

Bogracz (węg. bogrács) – to rodzaj kociołka, który służy do przyrządzania potraw nad ogniskiem. Często tym mianem określa się również zupę gulaszową, która jest w nim przygotowywana. Bograczem nazywamy też wynalazek możliwy do kupienia w większości sklepów wielkopowierzchniowych.

To żeliwny kociołek, zamykany hermetycznie śrubą.

 

A oto przepis na "wiosenny bogracz":

Zbierz grupę miłych przyjaciół. Wyjedźcie z miasta na miejsce w którym można rozpalić ognisko. Rozpalcie je, napijcie się umiarkowanie i wyślijcie najbardziej leniwych na spacer. Przy bograczu zostają najbardziej uczeni. Posmaruj skórką słoniny wnętrze gara. Wyłóż je liśćmi kapusty.

Na dno połóż plastry boczku i przesyp ulubionymi przyprawami. Na to połóż szatkowaną kapustę z cebulą i majerankiem. Następnie pokrajane w plastry ziemniaki. Posól, popieprz, czyli dosmacz. Połóż resztki świątecznej uczty w postaci kiełbas, plastrów szynki, schabu i innych mięs treściwych. Wywal na to wszystko puszkę pomidorów bez skórki i przesyp ulubionymi przyprawami. Dodaj główkę czosnku i kieliszek wódki.

W tym miejscu, smakosze wylewają pojemnik z gęstą śmietaną.

Połóż na wierzchu kilka małych cebulek i ze trzy główki czosnku. Niektórzy mówią, że garnek powinien być cały zagłębiony w żarze, inni stawiają go ponad żarem - w każdym razie ognisko musi być rozpalone dużo wcześniej. Po ustawieniu garnka dorzucaj już tylko po trosze drewna dla podtrzymania ognia. Potrawa w kociołku piecze się 1,5 godziny. Uważaj przy zdejmowaniu pokrywki - uchodząca para bywa gorąca.

 

Uwaga! Wracający spacerowicze bywają niezwykle żarłoczni! Zazwyczaj jeden bogracz starcza na siedem, do dziesięciu osób, to jest około... oj, kto by tam wtedy liczył ile się wypiło?

Szymon Kaczmarek

Prestiż magazyn szczeciński
( 44)
Kwiecień'11
gajda