Wrażliwość FOTOreportera

Autor

Aneta Dolega

galeria

Szczecinianin Filip Ćwik zdobył trzecią nagrodę za fotoreportaż w kategorii „Ludzie i wiadomości" w tegorocznym konkursie World Press Photo. W poprzednim roku został wyróżniony za fotografie przedstawiające żałobę w Polsce po katastrofie pod Smoleńskiem. Choć od dłuższego żyje w Warszawie, pierwsze zlecenia i szlify fotoreporterskie zdobywał fotografując szczecińskie ulice i lokalne wydarzenia. Szczególnie wspomina... nos Karłowicza.

Filip studiował kulturoznawstwo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz fotografię na Akademii Sztuk Wizualnych w Poznaniu. Jest fotoreporterem „Newsweeka" i agencji „NAPO Images”. Wcześniej związany był ze szczecińską „Gazetą Wyborczą" i „Polską The Times”. Interesują go wszelkie formy dokumentalno – filmowe, radiowe ale najwyżej sobie ceni fotografię.

W twoim zawodzie należy być twardym, czy pozwalasz sobie na emocje, na przykład robiąc zdjęcia żałoby po tragicznych wydarzeniach w Smoleńsku?

To naturalne, że będąc w środku wydarzeń ocieram się o emocje i sam w końcu im ulegam. Nie odcinam się od uczuć, które mi towarzyszą przy robieniu zdjęć. Nie jestem typem fotografa, który naciskając spust migawki przełącza się na tryb zimnego spojrzenia. Jestem raczej fotografem emocjonalnym, im większe emocje we mnie, tym więcej napięcia w moich zdjęciach. Nie inaczej było w przypadku nagrodzonego materiału. 10 kwietnia zaskoczył mnie tak samo, jak większość Polaków. Szok, niedowierzanie i dodatkowo pulsujące w głowie pytanie, którzy bliscy znajomi polecieli tym samolotem. Po dwóch godzinach już wiedziałem, że wszyscy dziennikarze i fotografowie polecieli do Smoleńska wcześniejszym samolotem. To była jedyna ulga tego dnia.

Takich ludzi jak prezydent Kaczyński znamy z telewizji, prasy i publicznych wystąpień. Ty masz okazje być z nimi bliżej. Jak bardzo różni się obraz takiego człowieka od tego co my znamy?

Nad obrazem medialnym osób publicznych pracuje sztab spindoktorów i doradców PR. Dlatego ten obraz zawsze będzie się różnił od tego prywatnego. Bezpośredni kontakt pozwala mi na wnikliwsze spojrzenie i umożliwia bliższe relacje. Często jestem pozytywnie zaskoczony takimi spotkaniami, a czasami niemile rozczarowany. Jak w życiu. Na przykład prezydent Kaczyński miał spory problem w relacjach z mediami, ale prywatnie, poza kadrem i poza protokołem był uroczym i otwartym człowiekiem.

 

Czy jest jakaś sytuacja której byś nie sfotografował?

Dobrze czuje się w fotografii bliskiej, intymnej. Kontakt z bohaterem lubię mieć niemalże namacalny. To nie jest łatwy sposób pracy, a mimo to najbardziej mnie pociąga. Podchodzę coraz bliżej, wchodzę w relacje z bohaterami moich esejów, a jednak mimo 15 lat w zawodzie nie zawsze mam tyle odwagi, żeby podnieść aparat i nacisnąć spust migawki. Niektóre sytuacje mnie onieśmielają, niektóre zbyt mocno wzruszają, a jeszcze innym razem chcę uszanować intymność moich bohaterów.

A co z ewentualnym niebezpieczeństwem w tym zawodzie? Znalazłeś się kiedyś w trudnej dla siebie sytuacji?

Nie jestem fotoreporterem wojennym, nie jeżdżę na konflikty. Nie mam w tym kierunku żadnych inklinacji, poza tym mam rodzinę, więc wole być blisko domu. Nie mam zatem styczności z bezpośrednim zagrożeniem. Przy niestandardowych materiałach, jak w przypadku reportażu z Afganistanu, albo pracy nad materiałem o gangach dziewczęcych, czy nielegalnych wyścigach samochodowych, zawsze staram się zachować podwyższony stan samokontroli.

Praca fotoreportera ma posmak szaleństwa. Nie wiesz gdzie się nagle znajdziesz, w jakiej sytuacji. Jakie trzeba mieć predyspozycje w tym zawodzie, oprócz oczywiście umiejętności robienia dobrych zdjęć.

Wszystko zależy jaki rodzaj fotoreportażu się uprawia. Od fotoreportera newsowego wymaga się absolutnej dyspozycyjności i zamknięcia w kadrze tego właściwego, kluczowego momentu, który zresztą mają później wszystkie redakcje sfotografowane w analogiczny sposób. W mojej fotografii, kiedy pracuję nad materiałem kilka tygodni, tak naprawdę potrzebna jest cierpliwość, wnikliwa obserwacja rzeczywistości i chęć bycia blisko ludzi. W dzisiejszych czasach, kiedy fotografem może zostać praktycznie każdy, ciężko mówić o predyspozycjach. Przy dominującym w dzisiejszych mediach ilustracyjnym obrazie, wystarczy mieć komórkę, znać podstawowe zasady kompozycji i to wystarczy, by zdjęcie ujrzało światło dzienne. Czy to jest dobre, czy opowiada jakąś historię, to już zupełnie inna kwestia. Osobiście lubię, kiedy fotograf myśli, a zdjęcia nie są pustą ilustracją.

Pamiętasz swój pierwszy temat jaki miałeś do zrobienia? Co to było?

To było otwarcie sezonu w Filharmonii Szczecińskiej. Pamiętam, że tego dnia miałem do zrobienia kilka tematów z rzędu, a gala w filharmonii zaczynała się o godz. 19. Dla redakcji to godzina przed deadlinem, czyli zamknięciem gazety. Pojechałem więc tam o godz. 13, z zamiarem ugryzienia tematu z innej strony. Po wejściu do filharmonii zobaczyłem dwie panie sprzątające, które stały przed popiersiem Karłowicza ze szczotkami, szmatkami i polerowały jego nos. Teraz kiedy o tym myślę, zdaje sobie sprawę, że zawsze stałem w poprzek do fotograficznej oczywistości. Jak gala inauguracyjna, to oczywistością był koncert, a ja przyniosłem do redakcji nos muzyka wycierany polerką.

Skąd u ciebie zamiłowanie do fotografii?

Chyba jest naturalnym następstwem moich zainteresowań literaturą, filmem i malarstwem. Wszelkie nośniki, które opowiadają historie są mi bliskie od zawsze. Ponieważ jakiekolwiek próby literackie byłyby publicznym samobójstwem, talentu malarskiego nie mam za grosz, a na reżyserię niestety się nie dostałem, została mi fotografia. Chyba tak miało być.

A jak trafiłeś do miejsca w którym aktualnie się znajdujesz?

Po kilkunastu latach pracy, poczułem przesyt swoją fotografią, byłem znudzony. W tym samym czasie założyliśmy z przyjaciółmi agencję fotograficzną „Napo Images” i to był świetny krok, dla mnie wielki oddech, znowu wszystko wróciło na odpowiednie tory. Rozmowy o fotografii, świeże pomysły, poszukiwanie, nowe inspiracje, to wszystko wpłynęło na mnie bardzo pozytywnie. Miejsce, w którym jestem ma wielka zaletę, świadomość, czego nie chcę robić.

 

Rozmawiała Aneta Dolega

Prestiż magazyn szczeciński
( 44)
Kwiecień'11
gajda