Pociąg do Europy

Autor

Krzysztof Bobala

Tak się w moim życiu złożyło, że pociągiem jeżdżę bardzo rzadko, właściwie tylko do Warszawy, i to tym IC odjeżdżającym ze Szczecina wczesnym rankiem (niektórzy mówią nawet, że skoro świt). Jakość podróży jest więc do zaakceptowania. W miarę czysto, obsługa też może być. Mimo tego, zdecydowanie preferuję latanie lub jazdę własnym samochodem.

Ale wracam do PKP. Lipiec w naszej rodzinie to taki miesiąc z wieloma okazjami do świętowania. Imieniny, urodziny, rocznica ślubu. Żona dla uczczenia zaproponowała weekendowy wyjazd do Krakowa. I zaczęło się zastanawianie nad sposobem dotarcia do stolicy Małopolski. Samochód? Ostatnio jesteśmy za bardzo zmęczeni pracą, więc rozsądek podpowiada – nie! Samolot? Za późno się zorientowaliśmy i bilety naszego narodowego przewoźnika LOT-u na dwie osoby były równowartości używanego samochodu, czy wyprawy lotniczej na Antypody. Pozostał pociąg. Bilety sypialne, przedział dwuosobowy, cena do przeżycia i wyjazd w czwartkowy wieczór – to wszystko kazało patrzeć optymistycznie na naszą podróż. Kiedy w piątkowy ranek meldowaliśmy sie w hotelu byliśmy naprawdę zbudowani. Podróż minęła wyjątkowo miło. Czysty przedział, przyzwoite toalety, sympatyczny steward i nawet działające gniazdko elektryczne (podróżujący z laptopami wiedzą, jakie to ważne).

Kraków to piękne miasto i czas tam płynie niezwykle szybko. Tak szybko, że zaraz trzeba było wracać. Ta sama firma przewozowa, ta sama trasa i ta sama cena biletów, ale podróż powrotna przeniosła nas w czasie – niestety w przeszłość. Wagon wyglądał jakby miał z pięćdziesiąt lat. Brud w przedziale, cuchnące WC i gniazdko w którym nie było prądu. I tylko steward był miły. Leżąc i próbując zasnąć pomyślałem ze zgrozą, że przecież to jest pociąg, którym kibice będą chcieli dojechać na areny przyszłorocznego EURO 2012. Bo przecież ten „przedpotopowy” skład zahacza o Poznań i Wrocław. Podróżujący takim wehikułem polscy fani piłki nożnej uśmiechną się z politowaniem, wspomną powojenne lata, w których taki wagon uznawany był za cud techniki i ze słowami „no trudno” dojadą na miejsce. Obcokrajowcy nie uwierzą, że to może być prawda, a nie znającym angielskiego stewardom wręczać będą dodatkowe opłaty za pobyt w muzeum kolejnictwa. I to jeżdżącym muzeum. Jeżeli chcemy być traktowani jak skansen Europy, to proponuję włodarzom PKP, aby na wszystkich trasach, które wiodą przez miasta organizatorów podczepić takie wagony. Będzie się o nas mówiło.

Trzy lata temu będąc w Portugalii, rozmawiałem z jednym z mieszkańców niewielkiej rybackiej wioski na południowym wybrzeżu. Opowiadał jak wiele dały jego krajowi (zresztą przepięknemu) rozgrywane tam futbolowe mistrzostwa naszego kontynentu.

Sieć zupełnie nowych autostrad i dróg, całkowita modernizacja taboru kolejowego i tysiące turystów, którzy mogli poznać uroki tego zakątka Europy. Kiedy usłyszałem, że to my Polacy będziemy organizatorami EURO 2012 przypomniałem sobie tę rozmowę i pomyślałem – super! Wreszcie do Warszawy będzie autostrada, a przejazdy pociągami znacznie się skrócą. Będą nowe stadiony, a nasze miasta będą mogły się zaprezentować złaknionym atrakcji kibicom z całej Europy. Rok do mistrzostw i co? Słabo to wygląda. Co chwila dowiadujemy się, że jakiegoś kolejnego odcinka autostrady nie zdążymy zbudować do czerwca przyszłego roku, że kolej nie ma pieniędzy i renowacji taboru w takim zakresie jakbyśmy chcieli – nie będzie. Dobrze, że chociaż stadiony uda się skończyć na czas, bo to byłby już prawdziwy wstyd. Smutne to, ale może postarajmy się o Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Wtedy na pewno wszystko uda się zbudować.

 

Prestiż magazyn szczeciński
8( 47)
Sierpień'11
gajda