Powiew retro

Triumph Bonneville T100 to klasyczny sprzęt. A może jedynie stara się taki być…

Autor

Przemysław Czerwiński

galeria

Triumph Bonneville T100 to klasyczny sprzęt. A może jedynie stara się taki być…

Włoski poranek, żar leje się z nieba. Smukła postać do złudzenia przypominająca Pepa Guardiolę zmierza w moim kierunku. Z uśmiechem na ustach wręcza mi kluczyki i łamanym angielskim mówi mi, że motocykl do wieczora jest mój.

Patrząc na stojącego obok Triumpha czuję w nozdrzach zapach przeszłości. Kołyskowa rama, szprychowane koła, podwójne malowanie, klasyczne zawieszenie i mnóstwo chromu. Bonneville może się poszczycić prawie wszystkim co posiadał jego protoplasta sprzed 40 lat. Prawie wszystkim, gdyż gaźnik jest mu tak obcy, jak obca jest kultura jazdy na polskich drogach. Benzyna podawana jest do cylindrów poprzez wtrysk, co dla konserwatywno–tradycyjnych maniaków jest profanacją, ale skoro tak bardzo tęsknią za przeszłością proponuję: przy następnej wizycie w szpitalu poproście o leczenie pijawkami. Na otarcie łez konstruktorzy pozostawili jednak dwupozycyjną dźwignię ssania.

Znalezienie stacyjki zlokalizowanej z lewej strony reflektora zajmuje trochę czasu. Dwucylindrowiec o pojemności blisko 900cm3 nie poraża mocą, za to przyjemnie ciągnie z dolnych partii obrotów. Pięciobiegowa skrzynia biegów pracuje precyzyjnie i lekko. Za lekko jak na mój gust. Pozycja za kierownicą jest wygodna, tak samo jak zawieszenie. Nie wróżyło to nic dobrego przed serią ostrych zakrętów. Mimo to Triumph jedzie jak po szynach, zostawiając daleko w tyle moje obawy, wraz z oparami spalonego paliwa. Na całej długości zakrętu motocykl jest stabilny i przewidywalny. Przyjemność z jazdy dominuje, pomimo prędkości nie przekraczających dwucyfrowych liczb. Wychodzi na to, że T100 to relikt z lat 60–tych, nie posiadający żadnych wad tamtych lat.

Prawie każdy motocykl niesie ze sobą określone oczekiwania. Sportowy sprzęt ma jeździć szybko zarówno na prostej, jak i na zakrętach, turystyk ma być wygodny i komfortowy, a enduro powinien wjechać wszędzie niezależnie od tego przez jak głębokie błoto musi się przebić. Triumph jest inny. To motocykl w czystej postaci. Nie próbuje nic udowodnić, niczego nie udaje. Nie doszukacie się w nim niczego niepotrzebnego, niczego na pokaz. To analogowy motocykl w cyfrowym świecie. Przenosi nas do czasów, w których liczyła się jedynie radość z jazdy, a to wystarczający powód aby go mieć.

Nie chciałem polubić tego motocykla, chciałem zmieszać go z błotem, ale Bonneville zbyt mocno chwycił mnie za serce. Jadąc nim czujesz nie tyle radość z jazdy, co swego rodzaju mechaniczną intymność. Ma w sobie coś, czego nie mają inne motocykle. Ja się po prostu zakochałem…

Prestiż magazyn szczeciński
8( 47)
Sierpień'11
gajda